Przejdź do głównej zawartości

136. Ości - Ignacy Karpowicz

Bez bicia przyznam się, że o Karpowiczu usłyszałam dopiero przy okazji Ości. Nie znam żadnej innej jego powieści, nie mam porównania. 
Ale i tak się wypowiem, bo mogę, bo szkoda by to pominąć.

Źródło

Ignacy Karpowicz wydał już siedem książek (w tym Sońkę w 2014 r.). Ja usłyszałam dopiero o Ościach, które pojawiły się w zeszłym roku. Dużo czasu zajęło mi zapoznanie się z nimi. W końcu to zrobiłam i teraz, po przetrawieniu, przychodzę z nimi do was.

Pewnie sięgnę kiedyś po inne powieści. Przyniosły zresztą one autorowi parę sukcesów: dwie nominacje do Nike i w końcu Paszport Polityki.

Natomiast Ości znalazły się na pierwszym miejscu w rankingu Newsweeka na najlepsze książki 2013 r. Choć piszę to raczej jako ciekawostkę, bo nieszczególnie mnie ten ranking rusza. Jak i sam Newsweek, już od długiego czasu. Ale ja nie o tym.






 A dlaczego to ty mówisz poprawnie, a ja nie? 
Bo moi rodzice są spod Lublina? 
Bo jestem mężczyzną? 
Kurwa. A może ja ten pierdolony zakres jebany pojęciowy czy chuj wie rozszerzam, a nie, że mylę, co?!



Źródło

Książka z pewnością nie jest nudna. Od samego początku jesteśmy zasypywani wieloma wątkami. Właściwie to wieloma życiami, które splatają się ze sobą na różne sposoby. Każda postać ma swój charakter, swoje życie, przyzwyczajenia, zwierzaki, sposób mówienia, zawód, poglądy.

Trzeba przyznać, że jest z czego wybierać - feministki, panie domu, ateiści, katoliczki, homoseksualiści, biseksualiści, heteroseksualiści. Drag queen i badacz "języków mlaskanych", bezrobotna i publicystka, fretka, ryba i stary kot.









Mam chusteczkę haftowaną, bo nie utrzymałam śniadania.
Źródło



 Nie brakuje autorowi kreatywności i humoru. W czasie czytania Ości roześmiałam się wiele razy. W gruncie rzeczy jednak często był to śmiech przez łzy, bo życie bohaterów, choć barwnie opisane, jest zwyczajnie szare, niekiedy smutne, niekiedy po prostu obojętne.

Język użyty przez Karpowicza jest dosyć specyficzny, by stać się jego marką. Przynajmniej tak mi się wydaje. Autor na pewno chciał być nowoczesny, chciał zrobić książkę współczesną o współczesności. Nie każdemu taka forma może się spodobać. Ja także, momentami, miewałam wrażenie, że teraz to już za dużo, że jakby na siłę, że powieść zapchana jest tą nowoczesnością.



Usiadł w fotelu, prawie na wprost Mai.

- Kiedyś opowiadałaś mi bajki. Jak nie mogłem spa-.

- Mogę ci opowiedzieć o stworzeniu świata w sześć dni. Ta jest krótka.

- Tej nie chcę. Ona się źle kończy.

- Niedzielą?

- Nie, matka. Człowiekiem.

     Konkluzje, do jakich dochodzą bohaterowie, często jednak są trafne. Co jest jednocześnie przykre i normalne. Autor zmierzył się z problemami, które są bardzo na czasie: odchodzenie od wiary, odchodzenie od wierności, głośne mówienie o orientacji seksualnej, politycznej i zawodowej.

    Czasami odnosiłam wrażenie, że ludzie wierzący są przedstawianie jako ciemnogród. Mogłam źle zrozumieć. Mogła też to być po prostu koncepcja, jakieś założenie w fabule. Niezbyt jednak spodobał mi się ten motyw. Jedyny moment, w którym jakiś bohater wyraził humorystyczną opinię o ateistach, to fragment:



W ogóle Andrzej, jak na osobę, która od miesięcy nie widziała Krzysia, zbyt często używał czasu teraźniejszego. Może to jakiś tik?
 Dobrze wykształcone osoby pełne są tików, na przykład wierzą w lewicę. Albo, że Boga nie ma.


Mnie on rozbawił, nie każdego musi. Sęk jednak w tym, że nie wyłapałam niczego podobnego. Wyraziste są za to postaci typowych, dewocyjnych matek i żon. Ale może przesadzam?


 ... jedyna grupa, z którą nie masz problemów, to twoja grupa krwi.   

Generalnie, gorąco polecam przeczytanie Ości. Nie trzeba zostać fanem, żeby docenić interesujący styl autora i wyciągnąć z tej lektury coś dla siebie.


Czasem uczucie ulgi, malujące się na tworzy bliskiej osoby, jest najokrutniejszym widokiem.


_________________
Wszystkie cytaty są, rzecz jasna, z Ości.


Ostatnio zrobiło się tutaj zbyt muzycznie, więc odbiegłam od tej tematyki. Jednak opinia na temat nowej płyty Sabatonu czeka, więc pewnie i nią was wkrótce zmolestuję.

Skończyłam też "Dobre miejsce do umierania". Link do opinii: Klik.
_______________________
Znajdź mnie:



Komentarze

  1. Jaka niesamowita recenzja, bardzo taka... ekspresywna :) Rzadko spotykam w blogosferze osoby piszące w tak charakterystyczny sposób :)
    Nie wiem czy kiedykolwiek po książkę sięgnę, ale bądź pewna, że pamiętać ją będę! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ja też rzadko piszę jakąś charakterystyczną recenzję. Może po prostu najlepiej wchodzą mi te, które dotyczą książek wyzwalających we mnie mieszane uczucia.

      W każdym razie - dziękuję. Uznaję twój komentarz za komplement :)

      Usuń
  2. Ignacy Karpowicz - za sprawą cytatów ktore umieściłaś w poscie - bardzo mnie zainteresował. Jest nieźle, chcę to przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. słodko-gorzka anegdotka o stworzeniu świata :) ciekawe spostrzeżenia ma ten pan

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg, Karpo, Karpo, Karpo, mój idol. <3
    Pierwszy raz z jego twórczością zetknęłam się prawie trzy lata temu ("Niehalo"), natomiast w zeszłym roku poznałam ją od nieco innej strony (reportaż "Nowy kwiat cesarza). Podziwiam go nie tylko za długie formy, ale i takie króciutkie, jak na przykład felietony dla "Chimery". Uwielbiam jego cięty dowcip i zawsze celne puenty, ale przede wszystkim niezwykły dar do podsumowywania obserwowanej pilnie rzeczywistości.
    Mimo tego, nie zgadzam się, by jego język był wielce oryginalny. Dla mnie niewiele różni się od stylu, w jakim swoje utwory spisuje Varga, Ostachowicz czy nawet Świetlicki, a jaki w myślach nazywam po prostu "stylem nowopolskim".
    Samych "Ości" jeszcze nie czytałam, ale zapadnięcie się w nie to tylko kwestia czasu. : 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, jestem najwyraźniej ignorantką w tym temacie. O Ostachowicz zapomniałam, choć czytywałam, a pozostałych dwóch pisarzy nawet w ręku nie miałam. Może dlatego styl Karpowicza wydał mi się interesujący i dosyć oryginalny. Dobrze, że poprawił mnie ktoś, kto lepiej się na tym poznał :)

      Usuń
    2. Polecam się na przyszłość! : )
      Niestety nie ma opcji, żeby znać się na wszystkim. A i tak sądzę, że gdyby każdy znał się na sztuce współczesnej tak dobrze jak Ty, świat byłby mądrzejszy i piękniejszy.

      Usuń
  5. Słyszałam o autorze, polowałam na niego w bibliotece swego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaka niesamowita recenzja. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tą recenzją bardzo zaciekawiłaś mnie do przeczytania, no i oczywiście ja jak to ja wzięłam się za poszukiwanie w bibliotekach, ale niestety nigdzie jej nie znalazłam, chyba będę zmuszona ją kupić :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…