Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2014

147. Rzeczy, których nie posiadam - dlaczego nie potrzebuję tego, co mi się przypisuje?

Zdarzyło wam się kiedyś, że ktoś ze znajomych zdziwił się, że żyjecie bez czegoś, bez czego sobie was nie wyobrażał? Albo bez czego nie wyobrażają sobie życia? Mi się zdarzyło. Nie są to bliscy znajomi - to nawet logiczne, bo przecież oni doskonale wiedzą, co posiadam. A jednak są to ludzie, którzy mnie w jakiś sposób poznali, a mimo to, przypisują mi swoje światy, cechy i przedmioty.
Nie jestem ascetką. Nie jestem mniszką. Nie uważam, że trzeba się odsuwać od radości, od przedmiotów materialnych, etc. Istnieją jednak pewne przedmioty, które są tak rozpowszechnione, że ich brak może niektóre osoby zdziwić. A ja jakoś bez nich żyję. I nie, nie chodzi o konto na facebooku.
1. Telewizja i radio.
Stawiam telewizor jako pierwszy punkt, ponieważ on jest przedmiotem najgłębszego zdziwienia. Od kiedy wyprowadziłam się z domu, nie posiadam własnego telewizora. Na stancji miałam małe przedpotopowe pudło, które włączałam czasami w nocy, gdy bałam się sama spać. Przestałam, gdy pewnej nocy obudził…

146. "Golgota Picnic". Czyli jak złe jest coś, czego nie znamy.

Wiecie, jak to jest. Wstajemy rano i myślimy, że cały dzień jest do dupy. Wychodzimy do sklepu po bułki i od progu wiemy, że będą niedobre. Mijamy się w drzwiach z Panią, której nienawidzimy, bo zdaje nam się, że z oczu jej źle patrzy. Rozmawiamy ze znajomym, które chciałby nam polecić książkę, ale nie słuchamy go, bo wiemy, że książka na pewno jest zła, nie musi nawet wymawiać jej tytułu. Robimy to wszyscy, to całkiem normalne, przecież od tego jesteśmy: od zgóryzakładania i lepiejwiedzenia. Nie musimy nikogo i niczego poznawać, żeby wyrobić sobie opinię. Nasze opinia wyrabia się sama. To kwestia dojrzałości i powszechnego szacunku do odmiennych poglądów i innych ludzi. A nie, czekajcie...
Ależ się ostatnio zrobił szum. 

Och, jak ja szumu nie lubię potwornie, bo nigdy nie wynika z niego nic dobrego. No, ale poniosłam swą szanowną postać i dostarczyłam ją nawet przed babcine pudło telewizyjne, żeby zobaczyć, co ciekawego babcia chce mi pokazać.
Pewnie już słyszeliście o spektaklu Golgota…

145. Smutny Autobus. Jeszcze bardziej smutna ja.

Przed wami historia miażdżąca nadzieję, która przecież ledwo co się pojawiła. Po jej poznaniu już nigdy nie przywiążę się do żadnego bohatera filmowego-bajkowego-książkowego. Myślałam, że G.R.R. Martin dał mi szkołę w tej kwestii.  Jednak są jeszcze inni, którzy potrafią odłożyć niewinność na bok.


Przed Wami - Smutny Autobus. Tak, tak, wiem: nie znasz się, to się nie wypowiadaj. Otóż to, nie znam się na reklamach, kampaniach, etc. W tym sensie, że nigdy nie edukowałam się w tym kierunku. A jednak daję sobie prawo głosu, jako niemalże zdrowy i prawie rozsądny człowiek.
Smutny Autobus jest czerwono-żółtym, odpychanym, dyskryminowanym pojazdem. Nie potrafi dopasować się do świata nowych autobusów, chociaż bardzo pragnie być tak ładny i sprawny, jak one. Wszyscy z niego drwią, dzieci się go boją.
Cytując moją drogą psycholo-przyjaciółkę, jest to "smutny autobus, który wszyscy rozpierdalają i na koniec i tak jest zniszczony."

144. Make Your Move & Battle of the Year.

Nie martwcie się - żadnego śpiewania. Za to dużo tańczenia, czyli kolejny rodzaj filmów, który uwielbiam. Tym razem nie tak nowe, ale też nie spróchniałe, bo zeszłoroczne filmy: Make Your Move oraz  Battle of the Year.



Fabuła pierwszego z wymienionych filmów jest taneczną wersją Romea i Julii. Reżyserem tego dzieła jest autor scenariusza do popularnego Step Up, więc wiedział co robi, łącząc ze sobą rozhasaną parę.
Tym razem osią konfliktu jest biznes dwóch dawnych przyjaciół, braci głównych bohaterów. Aya musi przeciwstawić się swojemu nadopiekuńczemu starszemu bratu, a Donny, musi udowodnić swojemu, że jest coś wart i kocha Ayę.
Generalnie rzecz biorąc akcja nie jest zbyt skomplikowana, bardzo przewidywalna. Jest to po prostu relaksujący, romantyczny film.
Moim zdaniem, szkoda, że wątek skłóconych przyjaciół nie został szerzej pokazany. Fabuła mogłaby na tym wiele zyskać.

Zanim przejdę dalej, chciałam napisać jeszcze, że bardzo podoba mi się wykonanie plakatu zamieszczonego wyżej.
W…

143. Wysokie Obcasy Extra - Czerwiec 2014

Niesamowicie ociągałam się z kupieniem kolejnego numeru WOE. Wystarczyła mi p. Monika Jaruzelska na okładce, by odechciało mi się czytać. Jeszcze moment, a wyskoczy z mojej szafki na kubki. Tak, z szafki na kubki, bo otwieram ją częściej, niż lodówkę.
Wreszcie dałam za wygraną i nabyłam czerwcowy numer. Najciekawsze artykuły, które w nim znalazłam, to:

- O czym myślisz, gdy umierasz: rozmowa z alpinistką, Aleksandrą Dzik. Muszę przyznać, że zawsze interesował mnie tok myślenia ludzi, którzy dla przyjemności podejmują się tak niebezpiecznych czynności.
- Legendy miejskie. Czyli jak się rodzą i jak wpływają na nasze życie. Niby to takie oczywiste, ale artykuł jest bardzo interesujący.
- Lucy Maud Montgomery. Historia autorki słynnej Ani z Zielonego Wzgórza. Zaskoczyła mnie przeciętność tej nieprzeciętnej kobiety.
- Kobiety z Afganistanu. Zdecydowanie jedna z najmocniejszych stron tego numeru. Bardzo ciekawa rozmowa z działaczkami walczącymi o prawa kobiet w Afganistanie.


- Dowód miłości przy…

142. Dziesięć książek, które zepsuły świat. Ponadto pięć innych, które temu dopomogły.

Zacznę od oddania Wikerowi tego, że pisze bardzo składnie, przejrzyście i interesująco konstruuje zdania. Ciekawie również dobiera fakty oraz tematykę. Dobrze. Skończyłam.

Autor w podziękowaniach wspomniał, że inspiracją do napisania tej książki, były m.in. wykłady, które prowadził, a które to dotyczyły wielkich dzieł. Bardzo podoba mi się sam pomysł: zarówno wykładów, jak i na taką pracę. Niestety został on, moim zdaniem, położony przez wszelkiego rodzaju prze-interpretacje (hiperinterpretacje). Co innego przedstawiać jakieś książki, np. dziesięć książek, które zepsuły świat, i uargumentować swój punkt widzenia, a co innego stworzyć wykładnię tych prac, zupełnie, jakby się było jedyną osobą, która je zrozumiała. Książka Wikera jest dobra, jako przedstawienie jego poglądów. I nic ponadto. Jeśli taki był cel autora, to zwracam honor. Dla mnie wygląda to, jak zwołanie: „Hej! Musicie koniecznie dowiedzieć się ode mnie, co jest w tych książkach! Ja to interpretuję, ja, ja jestem taki super!”…

141. Słowo - Klucz (4) i Geniusze Ynternetów

Jeśli ktoś ma  wątpliwości, czy bloggerzy są światu potrzebni, to powinny się one szybko rozwiać. Kto inny, jak nie my, pozwala ludziom na poznanie odpowiedzi na niesamowitą ilość palących pytań? Kto nie boi się wyzwań? Bo to u nas, u was, we wszechbloggerze, ludzie znajdują googlowskie wytchnienie.


Wiadomo, czym Polacy interesowali się w związku z kanonizacją.
Kilka pytań typowo naukowych:

Majonezem!
Przepraszam, że to niby jakaś aluzja?
Oznacza, że Francja.
J.F. Kennedy

140. Szalony Mick Jagger - Christopher Andersen

139. Facebookowe FanPage, czyli "ta" strona internetu.

Wiem, że jak już się było w Ynternecie, to więcej nie jest się tym samym człowiekiem. Na niektóre strony aż strach wchodzić. Można sobie wypaczyć mózg jeszcze bardziej, niż przy oglądaniu Winnetou. Bo w przeciwieństwie do Ynternetu, to jeszcze miało jakiś sens.
Zawsze mnie zadziwia to, co są w stanie polubić moi znajomi na facebooku. No, bo niby po co komu klikać na to, że lubi Kroplę Beskidu albo mrożonki z Żabki? Kto tam wie. Jeszcze bardziej zadziwiają mnie jednak wymyślne fanpage, niedotyczące żadnych produktów. Bardzo chciałabym wiedzieć, kto za nimi stoi.
Po wielu wewnętrznych debatach wybrałam piętnaście, których nazwy najbardziej mnie przyciągały (o ile coś takiego może przyciągać). Starałam się brać jakieś w miarę aktualne, ale nie wszystkie chyba takie są.
Jeśli jesteś osobą, która nigdy nie była w Ynternecie - nie czytaj tego wpisu.
1. Dziki w Gdyni.
Zaczynam bardzo lajtowo, bo co będę was stresowała. Jako osoba, która mieszkała we wszystkich trzech miastach, mogę potwierdzić, ż…