Przejdź do głównej zawartości

144. Make Your Move & Battle of the Year.

Nie martwcie się - żadnego śpiewania. Za to dużo tańczenia, czyli kolejny rodzaj filmów, który uwielbiam. Tym razem nie tak nowe, ale też nie spróchniałe, bo zeszłoroczne filmy: Make Your Move oraz  Battle of the Year.




Źródło
Fabuła pierwszego z wymienionych filmów jest taneczną wersją Romea i Julii. Reżyserem tego dzieła jest autor scenariusza do popularnego Step Up, więc wiedział co robi, łącząc ze sobą rozhasaną parę.

Tym razem osią konfliktu jest biznes dwóch dawnych przyjaciół, braci głównych bohaterów. Aya musi przeciwstawić się swojemu nadopiekuńczemu starszemu bratu, a Donny, musi udowodnić swojemu, że jest coś wart i kocha Ayę.

Generalnie rzecz biorąc akcja nie jest zbyt skomplikowana, bardzo przewidywalna. Jest to po prostu relaksujący, romantyczny film.

Moim zdaniem, szkoda, że wątek skłóconych przyjaciół nie został szerzej pokazany. Fabuła mogłaby na tym wiele zyskać.

Źródło

Zanim przejdę dalej, chciałam napisać jeszcze, że bardzo podoba mi się wykonanie plakatu zamieszczonego wyżej.

W filmie skupiłam się głównie na występach, bo też one najbardziej mnie interesowały. Muszę przyznać, że wykonywane układy są naprawdę świetne i połączenie stepowania z innymi stylami dała dobry efekt.

Główne role zostały obsadzone przez królową K-Popu (BoA) oraz tancerza i choreografa (Derek Hough). 


Gra aktorska mi się nie spodobała. Wszystko było jakieś spłaszczone, dialogi sztuczne. Ale nie to było w tym filmie najważniejsze. Ten najcenniejszy element, czyli taniec, zrobił na mnie wrażenie. Szkoda tylko, że czasami gdzieś zanikał w ferworze scen.

Ogólnie film polecam, ale nie oczekiwałabym po nim niczego wielkiego.




Źródło

Wszyscy znamy ten scenariusz - trudni chłopcy, z których trzeba zrobić mężczyzn. Muszą wykorzystać swój talent, żeby coś zdobyć, nie zostać z niczym, nie zmarnować swojej szansy.

Przed dawny trenerem koszykówki zostaje postawione trudne zadanie: wyrwać się z nałogu alkoholowego i poprowadzić do zwycięstwa drużynę, złożoną z indywidualistów, z których każdy jeden sądzi, że jest najlepszy.

Czysta, jasna fabuła. Momentami zwroty akcji, które sprawiają, że film jest ciekawszy. Żadnych dodatkowych wątków miłosnych, rozwleczonych dialogów. Przyjaźń i rywalizacja.




Źródło
Scenariusz został oparty o faktycznie istniejący konkurs, rozgrywany od lat 90. ubiegłego wieku.

Nie będę wymieniała wszystkich aktorów/tancerzy, bo z łatwością możecie to sami sprawdzić. Chciałam jednak zwrócić szczególną uwagę na postać, która jest jakby trochę w tyle, Franklyn (Josh Peck). Rozwój tej postaci przez cały film jest chyba najbardziej interesujący. Chłopak, który nie tańczy i nie trenuje, zdaje się nieważny, a mimo to znajduje swoje miejsce w drużynie i w końcu znajduje swój głos.

Oczywiście najistotniejszą częścią jest taniec. Przez cały czas był na pierwszym miejscu, nie zakrywała go żadna inna akcja. Nie tylko grupa głównych bohaterów, ale także ich konkurenci, pokazywali niesamowite umiejętności. Zaprezentowane układy były świetne i nie będę ukrywać, że oglądałam je po kilka razy.

Bitwę Roku polecam bardzo gorąco. Naprawdę warto obejrzeć ten film, nie tylko ze względu na świetny breakdance, ale także poprzez wzgląd na całokształt.

___________
Make Your Move: Filmweb & Wiki & Oficjalna Strona
Battle of the Year: Filweb & Wiki
Battle of the Year (konkurs): Wiki & Oficjalna Strona

___________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Ja z kolei takich filmów jakoś nie lubię. Pewnie dlatego, że nie potrafię zrozumieć wspaniałości tańca.
    Każdy ma inny gust :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem beztalenciem artystycznym, ale bardzo podziwiam osoby, które potrafią tańczyć, śpiewać, itp. Szkoda, że nie zostałam obdarowana talentem w równiej mierze, co chęciami. Być może dlatego tak uwielbiam tego typu produkcje.

      Usuń
  2. Ostatnio miałam ochotę na film w takim klimacie :-) Chyba skuszę się na tą "Bitwę roku". Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tamtego roku, serio? :) A ja jeszcze o nich nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Make Your Move" było wypuszczone częściowo w zeszłym roku (w niektórych krajach), a częściowo w tym. Ale ogólnie rzecz biorąc, już po ładnych kilka miesięcy te filmy mają.

      Usuń
  4. Nie słyszałam o żadnym. Jestem chyba trochę zacofana :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądanie tego nie było zbyt uwznioślające, a same filmy nie są chyba popularne, nie masz się więc czym martwić, na pewno nie jesteś zacofana. :)

      Usuń
  5. Podobno kto często tańczy, ten ma większe poczucie własnej wartości czy cuś tam. Na bezużytecznej tak pisało :D Sam, nie umiem tańczyć, nawet poloneza :c
    Ale filmy taneczne lubię właśnie :D Muszę obejrzeć przy najbliższej okazji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam. Ja też raczej nie umiem tańczyć, ale bardzo lubię to robić, więc nie przepuszczam żadnej okazji :D A polonez nie jest chyba zbyt trudny, więc może jeszcze nadrobisz :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…