Przejdź do głównej zawartości

145. Smutny Autobus. Jeszcze bardziej smutna ja.

Przed wami historia miażdżąca nadzieję, która przecież ledwo co się pojawiła. Po jej poznaniu już nigdy nie przywiążę się do żadnego bohatera filmowego-bajkowego-książkowego. Myślałam, że G.R.R. Martin dał mi szkołę w tej kwestii. 
Jednak są jeszcze inni, którzy potrafią odłożyć niewinność na bok.



Przed Wami - Smutny Autobus. Tak, tak, wiem: nie znasz się, to się nie wypowiadaj. Otóż to, nie znam się na reklamach, kampaniach, etc. W tym sensie, że nigdy nie edukowałam się w tym kierunku. A jednak daję sobie prawo głosu, jako niemalże zdrowy i prawie rozsądny człowiek.

Smutny Autobus jest czerwono-żółtym, odpychanym, dyskryminowanym pojazdem. Nie potrafi dopasować się do świata nowych autobusów, chociaż bardzo pragnie być tak ładny i sprawny, jak one. Wszyscy z niego drwią, dzieci się go boją.

Cytując moją drogą psycholo-przyjaciółkę, jest to "smutny autobus, który wszyscy rozpierdalają i na koniec i tak jest zniszczony."


Autobus podejmuje decyzję o samobójstwie. Udaje się na złomowisko, gdzie jest bliski śmierci. Jednak mały motylek, który na nim przysiadł, a później wyłączył maszynę niszczącą pojazdy, dał mu chwilę nadziei. Autobus odzyskał chęć do życia. I tu nagły zwrot akcji - przemiła Pani, z jeszcze milszą miną i ogromną satysfakcją wciska przycisk, włącza maszynę i niszczy autobus.

Źródło

Jako typowy przedstawicie ludzi z serii "kocham robaczki, dlaczego je zabijasz?" oraz "nie drzyj mordy, to tylko pająk" (oraz: o mój borze, ćma, weź ją, weź ją!), przywiązałam się do tego biednego autobusu. Było mi szkoda, że wszyscy z niego szydzą, a on tylko na reklamach może podziwiać piękne autobusy, których ideału nigdy nie osiągnie. Moja myśl była więc całkiem prosta: Jest to kampania, która ma na celu pokazanie, że starszych ludzi nie można traktować, jak jakiegoś zużytego sprzętu. To, że wszędzie otacza nas kult piękna i młodości, nie oznacza, że oni są bezwartościowi.

A tu takie kongo.




NIE MIEJ LITOŚCI
DLA NIESPRAWNEGO AUTOBUSU,
KTÓRY WOZI TWOJE DZIECKO.

WHAT THE.... Przepraszam, nie będę anglicyzować.  CO KURWA?


Założenia kampanii jest świetne. Faktycznie, rodzice powinni zwracać uwagę na to, do jakiego pojazdu wsadzają swoją pociechę. Zwłaszcza, że po naszych drogach jeżdżą prawdziwe szmelce. Sama nieraz odbywam podróż takim dżambo-dżetem.

Sposób przedstawienia kampanii jest straszny. Pokazują filmik z autobusem, który nie zrobił niczego, poza tym, że jest stary. Nie robi nic złego, a wszyscy po nim jeżdżą jak po szmacie. Zryli go jak bezpańskiego psa. Dlatego, ze smutku, autobus jedzie się zabić. Kiedy zmienia zdanie, rozumie, że tak naprawdę tego nie chce, jakieś babsko po prostu go niszczy. Co za geniusz to wymyślił? Czy to puszczają w telewizji (nie posiadam)? Dzieci to oglądają?

Rozumiem, rzecz jasna, co to oznacza. Nie miej sentymentu, bo on może ci przeszkodzić w trzeźwym myśleniu. To, że się do czegoś przywiązaliśmy, nie znaczy, że mamy przy tym trwać, gdy nie jest już całkiem sprawne. Oczywiście chodzi o sprzęt: w tym wypadku autobusy. Do tego kampania jest dosyć kontrowersyjna, więc wszyscy o tym mówią. Cel osiągnięty: na pewno trafili do wielkiego grona ludzi, czyli mogą się cieszyć. 

Autobus ma nawet swój Anty-FanPage na facebooku: Nie płakałem po Smutnym Autobusie.

W ogóle na odzew internautów niedługo trzeba było czekać:




Chociaż kampania na pewno osiągnęła zamierzony skutek, bo jest znana. Negatywny odbiór nie zmieni tego, że ludzi będą pamiętać, by nie wsadzać dzieci do zepsutego autobusu. Nie zmieni to jednak tego, że uważam ją za niesamowicie chory wytwór. Osoby, które to stworzyły, powinny dostać specjalną nagrodę imienia G.R.R. Martina. 

A może nasze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, bo to przecież ich kampania, chciało tam wrzucić jakiś podprogowy przekaz? Być może to: NIE MIEJ LITOŚCI DLA NIESPRAWNEGO MINISTRA SPRAW WEWNĘTRZNYCH.

___________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Nie miej litości dla niesprawnego premiera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kampania jest tylko kampanią (najczęściej zresztą publikowaną pod coś, pod kogoś itp.). Zawsze można się do nie nie stosować :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tym wypadku, jakby zrypana nie była ta kampania, to i tak uważam, że warto się do niej stosować. :)

      Usuń
  3. Nie lubię tego spotu. Co to za spot, po którym chcę płakać w ratować stare autobusy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale masz wyczucie! Dokładnie przed minutą obejrzałam ten spot! I też się przywiązałam do autobusu, zaczęłam rozkminiać, czy to może jakaś aluzja do gnębionych ludzi, ale jak ta pani nacisnęła... Nie. To nie jest dobry pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że miałaś taką samą refleksję, jak ja. Cóż, przynajmniej był jakiś element zaskoczenia.

      Usuń
  5. Spot zobaczyłam dopiero teraz u Ciebie. Ech, smutne to...I ta muzyka...Po co to ubierać w taki kostium? Ja bym dała spot fabularny a'la filmiki z crash testów "co się może stać, jak będziemy jeździć starymi autobusami". Smutny Autobus byłby OK, gdyby był kierowany do dzieci...a raczej nie jest. No, ale skoro to wymysł MSW...to wiele tłumaczy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początku myślałam, że to jakaś metafora, tymczasem... Nawet nie wiem jak to skomentować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, dobrze że nie oglądam telewizji, tak obejrzałam to przygotowana psychicznie twoim wpisem...Masakra, ja się też raczej przywiązuję do bohaterów, a tu taki mat. I jak się uprzeć to ma to niejedno dno. gdyby nie napis pomyślałabym, że to przeciwko bezlitosnym ludziom i tak dalej.
    Ogólnie to jest chore jak cały nasz system: zamiast wydawać kasę na filmiki, powinno się kupować nowe autobusy. To co przepraszam, jak podjeżdża na przystanek stary jak świat autobus miejski to mogę nie jechać do szkoły? A może mam iść 20 kilometrów piechotą, bo pociąg który po mnie przyjeżdża powstał w 1980 roku? (To autentyk, jeżdżę takimi!) Zamiast zacząć działać, próbują się wykpić półśrodkami, takie bardzo typowe dla naszej władzy. I to mnie właśnie najbardziej boli, że oni nie dopilnują tylko każą obywatelom pilnować i myśleć za rząd. A rząd z tego forsę ma oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bull... nie będę anglicyzować. Gówno prawda z tą kampanią.
    Stare ogóry jeżdżą jakoś u mnie na około, palą się, koła pasowe pękają nagle i jakoś ministerstwo nie wymieni ich na nowe. Zresztą, nowe też są do kitu, bo nie mają pod siedzeniami drążków, na których można by oprzeć nogi, a o firankach to nie wspomnę, gdzie tu okno otworzyć? Ciesze się, że są dobre stare ogóry.

    Chociaż film widziałem pierwszy raz, zakończenie smutnego samolotu mnie jakoś nie zaskoczyło zbytnio :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarówno ty, jak i Bukowina, macie rację - nowych autobusów jest naprawdę niewiele. Nie wiem kto odpowiada za ich zakup: rząd sam w sobie, czy samorządy powinny o to dbać i się ubiegać. W każdym razie u mnie też jeżdżą mega stare PKS-owce.

      Super, że zwróciłeś uwagę na okna! Myślałam, że tylko ja mam taką paranoję! Dobrze wiedzieć, że nie. Jak można nie móc otworzyć okna w autobusie, którym się jedzie parę godzin?!

      Usuń
  9. W sumie stare autobusy powinno się dać na złom. Sama parę lat wstecz miałam starym autobusem wypadek, wjechał w nas pociąg, ze starego autobusu blacha tak poszła, że pociąg się wykoleił i takie tam (nie chcę wspominać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, straszne. Dobrze, że nic poważnego ci się nie stało (przynajmniej taką mam nadzieję, że jesteś całkiem zdrowa).

      Mi się nieraz zdarzyło, że autobus nie odjechał zimą w umówionym czasie, bo nie mógł ruszyć. A potem wsiada się do takiego i zastanawia, czy w drodze zgaśnie, czy pęknie na pół, czy, za przeproszeniem, ch*j go nie strzeli.

      Usuń
  10. Ale przyznaj - zwrot akcji niesamowity. :D Nie doceniasz polskiego kunsztu filmowego, ot co! Pewnie na dodatek nie doświadczasz nostalgicznych wspomnień słuchając Comy!

    A tak na serio - żenua, ale obecny rząd przyzwyczaił mnie do porażek wychowawczych na całej linii.

    PS Co do Twojego komentarza na moim blogu - lubię Twoje przemyślenia i czytam je zawsze do końca, niezależnie od długości postu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. necrotyczka07 grudnia, 2014

    Im bardziej Cię poznaję, tym bardziej zakochuję się w Tobie :) chociaż film o autobusiku obejrzałam z 7 razy -rewelka :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…