Przejdź do głównej zawartości

146. "Golgota Picnic". Czyli jak złe jest coś, czego nie znamy.

Wiecie, jak to jest. Wstajemy rano i myślimy, że cały dzień jest do dupy. Wychodzimy do sklepu po bułki i od progu wiemy, że będą niedobre. Mijamy się w drzwiach z Panią, której nienawidzimy, bo zdaje nam się, że z oczu jej źle patrzy. Rozmawiamy ze znajomym, które chciałby nam polecić książkę, ale nie słuchamy go, bo wiemy, że książka na pewno jest zła, nie musi nawet wymawiać jej tytułu. Robimy to wszyscy, to całkiem normalne, przecież od tego jesteśmy: od zgóryzakładania i lepiejwiedzenia. Nie musimy nikogo i niczego poznawać, żeby wyrobić sobie opinię. Nasze opinia wyrabia się sama. To kwestia dojrzałości i powszechnego szacunku do odmiennych poglądów i innych ludzi.
A nie, czekajcie...

Ależ się ostatnio zrobił szum. 

Och, jak ja szumu nie lubię potwornie, bo nigdy nie wynika z niego nic dobrego. No, ale poniosłam swą szanowną postać i dostarczyłam ją nawet przed babcine pudło telewizyjne, żeby zobaczyć, co ciekawego babcia chce mi pokazać.

Źródło
Pewnie już słyszeliście o spektaklu Golgota Picnic. Albo raczej o braku tego spektaklu. Jeśli jeszcze nie słyszeliście, to pewnie usłyszycie.
[Posiłkuję się opisem, ponieważ, jak się domyślacie, sztuki nie widziałam].
Artyści mieli pokazać na scenie piknik, czyli "wieczerzę". Odwołując się do chrześcijańskich wartości oraz przedstawień, Rodrigo Garcia (autor tekstu i reżyser) przedstawia konsumpcjonizm, hipokryzję, nadmiar, którym otaczają się ludzie. 




Źródło

Na celu ma pokazanie tego, co zrobiła ze sobą ludzkość. W tym wypadku Jezus nie może właściwie już niczego poradzić dla nich, dla tego zepsucia.

Z opisów, relacji i fotografii wynika, że spektakl jest przepełniony erotyzmem, cielesnością, połączonych z symbolami religijnymi.




Spektakl został odwołany ze względu na protesty.

Miał być wystawiony na festiwalu w Poznaniu, jednak manifestacja oraz pogróżki, które miały napływać do teatru, spowodowały, że przedstawienie nie doszło do skutku.

Nie wiem, czy ktoś z was widział zdjęcia z tych protestów lub czytał coś o nich. Stoją tam między innymi starsze Panie, które się modlą. Jedna z nich, zapytana o spektakl, mówi, że właściwie to niewiele o nim wie.

No właśnie. I o to mi chodzi.

Źródło
Golgota Picnic nie zostało wystawione, ludzie nie znają zawartości, ale oni JUŻ WIEDZĄ, ŻE COŚ SIĘ DZIEJE (cytując klasyka). Rozumiem, że czasami prewencja jest konieczna: jak wiesz, że ktoś grozi twojej sąsiadce, to nie czekasz, aż zrealizuje groźbę, tylko dzwonisz na policję. Tutaj jednak mamy prewencyjne działanie wobec sztuki, której ci ludzie nie znają. Ktoś im powiedział, że to jest obrazoburcze, więc automatycznie oni również tak twierdzą. I stoją z tymi różańcami, obrazkami i wyzywają.

Narodowcy nie byliby sobą, gdyby się nie dołączyli. Toteż organizują protesty. Jeden z nich ma się odbyć w Gdańsku. Mają na celu nie dopuścić do zapoznania się ludzi ze sztuką. To miło, że nie mam z kim iść na odczyt, że wszyscy znajomi mi odradzają, martwiąc się o moje zdrowie. Jeszcze milej, że pewnie za tymi narodowymi barykadami spotkam kolegów z roku.

Jeden z księży, udzielając wypowiedzi dla Tygodnika Powszechnego, przyznał, że zapoznał się ze spektaklem i chociaż nie zgadza się z jego końcową refleksją, to jednak pobudza on do myślenia. Ukazuje Kościół jako współodpowiedzialny za współczesne "obrzydliwości" tego świata.

Źródło
Oczywiście wszystkie te akcje sprawiły, że Golgota Picnic jest teraz znane w całej Polsce. W wielu miastach odbywają się odczyty lub projekcje. Ludzie związani z kulturą (i nie tylko) wystosowali list otwarty w obronie spektaklu. Można go zresztą podpisywać na stronie internetowej. Zebrano już ponad 8500 podpisów.

Jasne, że wpływa to na popularność spektaklu. Jednocześnie też wpływa na szum medialny oraz dyskusje na temat wolności artystycznej.



Nie będę, rzecz jasna, oceniała samego spektaklu. Gdybym korzystała z opisów, to mogłabym powiedzieć, że prawdopodobnie skłoniłby mnie do refleksji i w jakiś sposób mógłby mi się spodobać. Gdybym korzystała z ilustracji i filmików - już nie, bo nie podoba mi się wszechobecny erotyzm (zdawałoby się, że bez tego już nic się nie da stworzyć). Wolałabym jednak skorzystać z dostępu do projekcji całego przedstawienia. 

Jak tu jednak zapoznać się z czymś takim, skoro są ludzie, którzy mają zamiar to zatrzymać? Przy czym powodem jest: bo tak. Nie znajduję innego argumentu, ponieważ stwierdzanie, że spektakl jest obrazoburczy, obraźliwy, pozostawiam dla osób, które go widziały. Na własną, zresztą, odpowiedzialność - bo każdy może świadomie pójść lub nie pójść, przeczytać/posłuchać lub nie.

Widać jednak, że dla  niektórych lepiej "prewencyjnie", "bo tak", "bo ja tak uważam", ograniczyć ludziom dostęp do tego rodzaju kultury, który chcą przecież zobaczyć.

I nic mnie tak nie mierzi jak to, że te wszystkie osoby, które z Golgota Picnic się nie zapoznały, a mimo to głośno są przeciwko, gdyż z bliżej nieokreślonych źródeł (bo przecież nie z doświadczenia, ani własnej refleksji na temat obejrzanego spektaklu) dostały informację, że to ma ich obrażać, twierdzą, że to właśnie oni jedyni w tym narodzie cechują się samodzielnym myśleniem.

_________
Opis spektaklu na stronie Festiwalu Malta w Poznaniu.
Wywiad z twórcą i reżyserem.
Newsweek - Stołeczne teatry przeciwko odwołaniu spektaklu.
Fronda: Protesty przeciwko Golgota Picnic.
Protesty w Wenezueli przeciwko odwołaniu spektaklu.
Doniesienie do Prokuratury.
Gazeta.pl: Ks. Luter i jego wypowiedź na temat sztuki.
List Otwarty w sprawie odwołania spektaklu.

Nie tylko w Polsce sztuka wywołała kontrowersje. W 2011 roku również w Paryżu protestowano przeciwko niej. Na temat tych protestów:
BBC News 
Le Monde
Le Figaro


___________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Po zapoznaniu się z opisami z pewnością bym na taki spektakl się nie wybrał. Przy czym jedna rzecz mnie różni od narodowców i innych protestujących, bo jak gdzieś przeczytałem, spektakle odbywają się w teatrach, w budynkach. W związku z tym nikt bez własnej woli i wiedzy tego nie obejrzy (w przeciwieństwie do sytuacji, gdyby było to wystawiane gdzieś na błoniach), więc ja nie widzę problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie. Masz prawo do tego, by nie mieć ochoty oglądać takiego spektaklu.

      Szkoda, że niektórzy nie rozumieją tego, że zapoznawanie się z tą sztuką jest po prostu wolnym wyborem ludzi, którzy tego chcą i nie ma co im tego zabraniać.

      Usuń
  2. Wszystko fajnie pięknie, tylko jak spektakl ma pobudzać do myślenia ludzi, którzy zapomnieli już o takim procesie?
    Spoglądając sobie na linki zauważyłem FRONDĘ. Szczególnie uważałbym, gdybym miał czerpać informacje z takiego "źródła".
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fronda nie jest dla mnie źródłem informacji jako takich. Jednak jest już źródłem, kiedy chcę przedstawić głoszone przez nią poglądy. Byłoby nierzetelnym, zupełnie ich nie uwzględniać, dlatego daję do niej odnośniki.

      Usuń
  3. A ja właśnie zainteresowałam się tym spektaklem. Nie podoba mi się to całe protestowanie - gdyby jeszcze ci ludzie potrafli przytoczyć w jaki sposób obrażane sa ich uczucia religijne - ale nie, wystarczy samo hasło "obraza" i już nie ma nic do gadania. I zgadzam się z @Vujek1991 - nikt bez własnej woli i wiedzy tego nie zobaczy. Gdyby to chociaż było puszczane w telewizji - to prędzej, ale nikt nikogo nie zmusza. Wolność Tomku w swoim domku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to, że nikt nikogo nie zmusza uważam za bardzo istotny argument. Masz rację, w telewizji, to byłoby zupełnie co innego. Zresztą nie chciałabym, że polska telewizja publiczna to emitowała.

      Szkoda trochę, że ludzie nie potrafią wyrazić przeciwko czemu się buntują. Oczywiście środowiska kultury, dziennikarze, etc. na pewno potrafią to zrobić. Natomiast taki zwykły protestujący ma opisaną przez ciebie mentalność. To w sumie przykre, że masz w tej kwestii rację.

      Usuń
  4. Narodowcem nie jestem (już nie... :)), ale jednak z protestami generalnie się zgadzam. Czy może raczej je rozumiem. Tutaj walczą ze sobą dwa aspekty. Z jednej strony - wolność każdego człowieka, wolność wyboru. Kto chce, ten idzie do teatru - kto nie chce, ten nie idzie. Niby prosta sprawa, ale jednak nie do końca. Dlaczego? Już tłumaczę.

    Zauważmy, że sztuka wymierzona jest dość mocno w religię chrześcijańską. Osobiście uważam, że nie powinno się szykanować bezpodstawnie żadnej wiary, tudzież po prostu uczuć ludzi. Mnie na przykład te obrazy bulwersują (obrazy w sensie zdjęcia ze spektaklu). Tak jak nie lubię, gdy ktoś obraża ateistów/buddystów/zielonoświątkowców, tak samo nie lubię, gdy ktoś naśmiewa się z chrześcijaństwa. Dla mnie Jezus jest kimś na kształt wzoru do naśladowania. Tak więc gdy widzę, jak jest przedrzeźniany, traktuję to bardzo osobiście. Oczywiście protestujący powinni być świadomi, dlaczego w ogóle protestują, natomiast w pełni ich sprzeciw rozumiem.

    Każdy ma prawo do własnego zdania, owszem. Jednak nikt nie powinien drwić z uczuć innych (tak, dla mnie wiara jest uczuciem). Powiecie - gdzie tu wolność słowa? Otóż wolność jednej osoby kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiej. A tego typu spektakle są jak dla mnie jawnym przyzwoleniem na "robienie sobie jaj z katoli". Zauważmy, że właśnie nasza (nasza, bo najbardziej popularna w Polsce, nie imputuję nikomu przynależności do niej) religia jest najczęściej szykanowana. A wiary, przekonań należy bronić. I tym właśnie był ten protest - obroną wartości, w które ludzie wierzą.

    Jestem pewien, że autor mógłby stworzyć spektakl z równie głębokim przesłaniem (bo jestem świadom tego, że ta sztuka porusza ważny problem konsumpcjonizmu i ogólnego zepsucia), ale bez zbędnego obrażania czyichś uczuć.

    Bo ja czuję się na swój sposób obrażony.

    Życzę udanego weekendu. :)

    PS Jeśli Cię to interesuje, zdałem maturę, nawet całkiem dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację - tych ludzi może obrażać taki, a nie inny sposób przedstawiania treści. Swoją drogą szkoda, że ludzie nie potrafią się wysłowić (nie wszyscy oczywiście; zresztą tych, którzy nie potrafią pomyśleć i wyrazić co im właściwie nie pasuje jest mi szkoda, nie chodzi mi o naśmiewanie się z nich).

      Powiedziałabym, że nie widzę w tym spektaklu nic z "robienia sobie jaj", ale to może być tylko moje wrażenie. Zwłaszcza, że przedstawienia nie oglądałam. I chyba w tym się głównie różnimy - naprawdę nie dostrzegam w tej sztuce obrazy wobec wierzących/wobec religii, a jedynie koncepcję artystyczną (która zresztą mi się nie podoba). Ale nie mogę tego niczym poprzeć bez dostępu do całości, to wyłącznie moja refleksja.

      Bardzo mnie interesuje, że zdałeś maturę. Gratuluję dobrych wyników! :) I co dalej?

      I moje PS - słyszałam kiedyś, że narodowcem jest się całe życie. Złamałeś pogląd mojego kolegi. Będzie mu smutno pewnie, że ma jednego pobratymca mniej. Dlaczego ich "opuściłeś"?

      Usuń
  5. a ja o tym nie słyszałam.. cóż, ludzie uwielbiają robić szum i protestować, taka nasza natura. cóż, mi to nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…