Przejdź do głównej zawartości

147. Rzeczy, których nie posiadam - dlaczego nie potrzebuję tego, co mi się przypisuje?

Zdarzyło wam się kiedyś, że ktoś ze znajomych zdziwił się, że żyjecie bez czegoś, bez czego sobie was nie wyobrażał? Albo bez czego nie wyobrażają sobie życia? Mi się zdarzyło. Nie są to bliscy znajomi - to nawet logiczne, bo przecież oni doskonale wiedzą, co posiadam. A jednak są to ludzie, którzy mnie w jakiś sposób poznali, a mimo to, przypisują mi swoje światy, cechy i przedmioty.

Nie jestem ascetką. Nie jestem mniszką. Nie uważam, że trzeba się odsuwać od radości, od przedmiotów materialnych, etc. Istnieją jednak pewne przedmioty, które są tak rozpowszechnione, że ich brak może niektóre osoby zdziwić. A ja jakoś bez nich żyję. I nie, nie chodzi o konto na facebooku.

Źródło
1. Telewizja i radio.

Stawiam telewizor jako pierwszy punkt, ponieważ on jest przedmiotem najgłębszego zdziwienia. Od kiedy wyprowadziłam się z domu, nie posiadam własnego telewizora. Na stancji miałam małe przedpotopowe pudło, które włączałam czasami w nocy, gdy bałam się sama spać. Przestałam, gdy pewnej nocy obudziły mnie słowa "cipu, cipu, cipuleńka".

Po przeprowadzce do wynajmowanego mieszkania, natychmiast kazałam wynieść z niego telewizor. Właścicielka się zdziwiła, ale nie skomentowała. W miejscu, w którym mieszkam teraz (ekskluzywne osiedle z widokiem na dziki) także telewizora nie mam.

Nie mam też żadnego radio-aparatu, nic z tych rzeczy. Podobno to nieprawdopodobne przy osobie, które wciąż próbuje być ze wszystkim na bieżąco, etc. Dla mnie to naturalne: mam przecież Ynternety. A telewizja zdaje mi się coraz durniejsza. Są oczywiście chwalebne wyjątki, ciekawe kanały, ale nie przeważają one szali.


Źródło
2.Mikser i leginsy.

Podobno to przymioty nowoczesnej pani domu. Znając siebie, moje koleżanki i was, kochane bloggerki, stwierdzam jedno: yyyy, nie? Daję to jako drugi punkt, żeby mieć to za sobą, tak bardzo nieistotne są to przedmioty.

Lubię piec. A przynajmniej tak twierdzę. Brak miksera mi doskwiera, ale zawsze tylko chwilowo. Dzięki temu mogę mówić, co bym zrobiła, gdybym go miała, ale za to nie muszę tego robić. 

Leginsy to moim zdaniem kwestia gustu. I w sumie nic do nich nie mam - myślę, że można je ubrać do czegoś tam i wyglądać ładnie. Natłok sukienek i wszelkich ubrać typu "krótkie" miały wywołać skojarzenie z tym najnowszym starym krzykiem mody. A tutaj taki zonk. Leginsów nie ubrałabym za żadne skarby - uważam, że lepiej wyglądam bez nich. Wydają mi się jakoś dziwnie wyuzdane. Sukienka może być urocza, niewinna, elegancka lub seksowna. A leginsy od razu mi się źle kojarzą. Na mnie, nie na innych. Nie obchodzi mnie co nosicie na swoich tyłkach.

Źródło
3. Zegarek.

Nie chodzi mi o zegarek na rękę - te nosi się teraz raczej dla ozdoby, bo godzinę można sprawdzić na komórce. Nie mam zegara na ścianie. Bo nie. Bo tyka zbyt głośno i straszy mnie po nocach. Po co mi więc coś zupełnie nieużytecznego i jeszcze irytującego?








Źródło
4. Rower.

Uwielbiam jeździć na rowerze - chyba każdy to wie. Tym większe zdziwienie, że roweru nie posiadam. Co poradzić? Miałam kiedyś swój rower. Pożyczyłam bratu. Rower skończył, jak każdy inny, który był przez niego dosiadany. Życie rowerów jest brutalne i krótkie.

Wiecznie pożyczam od kogoś rower. Aktualnie prym wiedzie mini zieleniak mojej przyszłej teściówki. Taki ze mnie rowerzysta bez roweru.



Źródło


5. Kieliszki do wódki.

Nie wiem czemu wszyscy mają mnie za rozchlejusa. No dobra, wiem czemu. Ale ludzie lubią wyolbrzymiać, zwłaszcza ci, którzy sami rzadko gdzieś bywają. Wbrew pozorom nie jestem aż takim koneserem. Zresztą nie organizuję domówek u siebie. Nigdy. Kieliszki są więc  zbędne - ani razu nie piłam wódki w żadnym ze swoich mieszkań.

A jeśli mi się to kiedyś przytrafi, to z doświadczenia wiem, że wódkę można przecież pić np. ze świecznika.






Ten wpis jest kompletnie bez sensu. Nie zawiera w sobie żadnych konkretnych treści. Chciałam napisać coś ciekawszego, ale lipcowy numer "Wysokich Obcasów Extra" nie zasłużył, według mnie, na osobny wpis, jest taki standardowy, słabszy. A zatem macie takie coś, czyli nic.

Nie mam humoru, bo czytam "Smak popiołów" i "Chrystus z karabinem na ramieniu".

___________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Nie rozumiem czemu tak wielu ludzi nie wyobraża sobie życia telewizji. Podobnie jak ty, obywam się bez TV pudła i wiele osób dostaje wytrzeszcza ze zdziwienia, kiedy im o tym mówię. Więc co ty robisz wieczorami? pytają przerażeni, już widząc mnie wyszywającą obrus przy świeczkach. I odpowiedź ,,rysuję albo pisze coś" kwitują ,,rozumiem dlaczego masz piątki z polaka!" tak jakbym rozprawki w domu pisywała... Ale serio, telewizor to przeżytek. Wszystko to co w TV mamy w komputerach, w Internecie. I możemy sobie wybierać, np. jakie wiadomości chcemy usłyszeć: zakłamane w telewizji czy internetowe, niekontrolowane przez partię?
    Ale zegarek się przydaje. Mi. Nie wiem dlaczego, czas na zegarze wskazówkowym odczytuję inaczej niż na elektronicznym. Na tym pierwszym- na korzyść zdrowego i długiego snu :)

    PS. Przeniosłam wreszcie bloga na blogspot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też właśnie. Pomijając istnienie internetu - naprawdę wiele rzeczy można robić bez komputera i telewizora. A wiadomości łatwo znaleźć w prasie lub na netach.

      Co do pisania i rozprawek - hahaha, to się uśmiałam! Czasami wyrabianie własnego stylu pisania, etc. wręcz przeszkadza w dostawaniu dobrych ocen z j.polskiego, bo niektórzy nauczyciele to tłamszą, próbują zmusić ucznia do pisania pod klucz i nie rozwodzenia się zbytnio.

      Usuń
  2. Lepiej ze świecznika, niż ze zwykłej szklanki. Klasa i kultura picia muszą być!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest! Szklanka, tfu! No chyba, że driniunio, to jakoś przejdzie.

      Usuń
  3. Telewizora, to sam nie mam :D Na co komu TV, jak są internety? Słuchać 27/4 o aferze taśmowej albo o kolejnej korupcji, o umieraniu kolejnych ludzi, brr. Uwielbiane przeze mnie bajki dla dzieci, dziś to już nawet mózgojeby. Roweru to nie mam, bo zapomniałem jak się jeździ, serio. SERIO! Śmiejcie się :C
    Leginsy zdziwieniem? Ja to bym się zdziwił, gdybyś powiedziała, że nosisz "waginsy". Brrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jakie waginsy" - pomyślała. "Kto to napisał w ogóle?" - dodała. "Ach, to Temus."

      To wszelkie umieranie, wypadki, itd. - wszystko, co jest w telewizji powszechne, strasznie mnie denerwuje. Jasne, że żal mi tych ludzi, ale naprawdę to ma być dla mnie istotna wiadomość, że kogoś, milion kilometrów ode mnie, potrącił samochód?

      Tragedie lepiej się sprzedają, a szkoda, bo wtedy, gdy naprawdę media powinny interweniować, to sytuacja gubi się w gąszczu innych, zupełnie codziennych wyliczanek i informacji.

      Usuń
  4. Co do kieliszków to mam, bo zawsze ktoś mi jakiś włoży do torebki (w sumie nie wiem w jakim celu...) i przynoszę to do domu :) Ciekawostka - nie mam dwóch identycznych kieliszków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mawia moja mama (i pewnie mnóstwo innych mam) - każdy z inne parafii.

      Ale zaraz, jak to: wkładają ci do torebki? Że gdzie? W klubach, na domówkach? Może sugerują, że masz ich do siebie na wódkę zaprosić? :D I tak ci te kieliszki do posagu doliczają!

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Dokładnie to chciałam stwarzać, udając, że mam pomysł na wpis! Rozgryzłaś mnie! :D

      A tak poważnie - nie wiem o co chodzi, więc jeśli jeszcze tu zajrzysz, to rozjaśnij mi umysł. :)

      Usuń
  6. też długo nie miałam telewizora, ale w końcu rodzice mojego Lubego przywieźli nam ''okno na świat'' aż z Polski. w sumie nie oglądam jej za dużo, a jeżeli już to robię to żeby uczyć się języka :) w każdym razie w Polsce nie miałam w swoim pokoju telewizora, był w salonie i praktycznie wcale go nie oglądałam XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Rowerzystka bez roweru - jesteś hardkorem XD
    Telewizor jest już zbędny, przecież mamy internet. Jak chcemy coś obejrzeć prosimy wujka google by nam znalazł to czego szukamy :)
    W radiu leci ostatnimi czasu chłam. Dziwna moda nastała.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rowerzystka bez roweru - jesteś hardkorem XD
    Telewizor jest już zbędny, przecież mamy internet. Jak chcemy coś obejrzeć prosimy wujka google by nam znalazł to czego szukamy :)
    W radiu leci ostatnimi czasu chłam. Dziwna moda nastała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłam albo reklamy. A często odwrotnie. To prawie jak z filmami na polsacie. Lubię jednak "Złote przeboje", ale to w samochodach / pracy.

      Usuń
  9. Wszystko wymienione posiadam i zmusiłaś mnie do refleksji...
    Telewizor stoi-nie mam czasu oglądać.
    Rower stoi-nie mam czasu jeździć.
    Mikser mam-Nie miksuję bo się boję (ma przebicia jakieś i kiedyś mnie o mało nie wymiksował z przytomności
    Kieliszki do wódki mam. Jakieś 40 a używam maksymalnie 4.
    I co?
    I tak w sumie to siedzę na internecie.
    Dziwny jest ten świat. Bez sensu ten komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze podsumowanie z internetem :D

      Wpadnę kiedyś i skorzystamy ze wszystkich 40., żeby się tak bez sensu nie kurzyły.

      Usuń
  10. Zauważyłam że na niektóre przedmioty to wręcz panuje moda. Ktoś to ma, to zaraz każdy chce to posiadać. Ja tak nie mam. Nie zależy mi na posiadaniu czegoś, czego nie używam, albo nie jest mi potrzebne do szczęścia. W końcu po co zajmować sobie przestrzeń niepotrzebnymi rzeczami? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Mój Ktoś koniecznie chciał mieć tablet. Po co? Tajemnica, nikt tego nie wie, nawet on. Ale musiał mieć! Dostał zatem tablet, a że akurat wtedy w play-u była jakaś oferta z dwoma tabletami, całkiem niedroga jak na tego typu usługi, to wziął ten z dwoma...

      Efekt? Ja też mam tablet. Po co? Ni cholery nie wiem. Tak se leży. Jestem taka modna dzięki mojemu Ktosiowi.

      Usuń
  11. Może tak trochę nie na temat, ale wydaje mi się, że kiedyś wspominałaś coś, że próbowałaś czytać "mistykę kobiecości" czy coś w tym guście i że nie mogłaś przez nią przebrnąć. Czy mogłabyś o tym coś więcej napisać? Bo zastanawiałam się nad przeczytaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy to wina tłumaczenia, czy samej autorki, ale język jest bardzo toporny. Poza tym to dosyć skrajna książka (a przynajmniej na taką się zapowiadała) i miejscami jest irytująca. Do tego wydaje mi się już zdezaktualizowana. Trzeba chyba naprawdę żyć w głębokiej ciemnocie albo mocnym poniżeniu i zostać uratowanym przez ruch feministyczny, by potem czytać tę książkę i uważać, że ma ona jeszcze jakiś sens.

      Ale to mogą być tylko moje wrażenia. Jak oddałam książkę koleżance, to dowiedziałam się, że pożyczyła mi ją właśnie dlatego, że ona również nie mogła przez nią przejść i zastanawiała się, czy to wyłącznie jej wina.

      Usuń
  12. No proszę, ja też nie mam telewizora ani radia. Znajomych na ogół to nie dziwi, chociaż raz koleżanka z klasy zaprotestowała, kiedy włączyłam się do rozmowy o "Grze o tron": "no ale zaraz, przecież nie masz telewizora!". ;)
    Jeśli chodzi o zegary, mam pięć: dwa zepsute, trzy nienakręcone. A wszystko przez dziadka zegarmistrza, który kiedyś je przyniósł, ignorując protesty i słuszne uwagi, jak trudno zasnąć przy takim hałasie. Naprawdę się zastanawiam, jak to jest, że niektórzy zupełnie nie reagują na to tykanie.
    A samochód? Mama mi nieustannie powtarza, że bez samochodu nie dam sobie rady, że nikt mnie nie zatrudni, że wszyscy moi znajomi robią/zrobili prawo jazdy, a ja, ofiara losu, nie chce. Że kiedyś i tak ulegnę i nadrobię zaległości, będzie mi trudniej, rzecz jasna, ale na pewno to zrobię, bo przecież bez samochodu nie da się żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mam prawa jazdy, ale temu akurat nikt się nie dziwi. Boję się jeździć autem, jestem narwana, etc. Raczej nie nadaję się na kierowcę, nie chcę stwarzać zagrożenia na drodze. Czasami jak przeglądam oferty pracy, to tego żałuję, bo faktycznie bardzo często prawko jest potrzebne tam, gdzie chciałabym iść.

      Zmieniłeś szatę graficzną bloga, czy tylko mi się zdaje?

      Usuń
    2. Ja to jestem pewna, że byłabym zagrożeniem na drodze, pewnie zaczęłabym czytać na światłach albo przyspieszałabym i zwalniała w rytm słuchanej akurat muzyki. ;)

      Zmieniałam tylko drobiazgi: szerokość kolumn, linki, wielkość liter itp.

      Usuń
  13. Podobnie jak Ty przestałam mieć kontakt z telewizorem jak wyprowadziłam się z domu. Na pierwszym mieszkaniu wszak miałam, ale to był komunistyczny okaz, nawet trawę barwił na czerwono. Jak odwiedzam rodziców i zasiadam z pilotem w ręku, to okazuje się że pomimo 200 czy 300 kanałów nie ma czego oglądać. A seriale są po 2 sezony do tyłu ...
    Za to radia lubię słuchać, ale odbieram go przez internet lub telefon ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam rower i kieliszki do wódki. Pierwszy świadomie, drugie - nie do końca: dostałam w prezencie na parapetówkę. Dwanaście sztuk. Biorąc pod uwagę, że wódki właściwie nie pijam, są mi zupełnie zbędne i były używane tylko raz, na parapetówce właśnie. Ciekawe, że pijam wino, a "winnych" kieliszków mam dwa razy mniej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. najbardziej irytuje mnie gdy ktoś zwyczajnie napomknie z okazji tematu omawianego, że TV nie ma - i zaczyna się... że się ma za mądrzejszego, że to takie modne i on taki modny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, bez sensu. Jak napisałam, TV nie mam i to raczej nie jest jakieś mega - bo po prostu wszystko jest teraz w necie. Bycie mądrzejszym z okazji posiadania lub nieposiadania jakiejś rzeczy... Nie zastanawiałam się nigdy nad tym, ale może faktycznie niektórzy tak to kategoryzują.

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…