Przejdź do głównej zawartości

140. Szalony Mick Jagger - Christopher Andersen

Christopher Andersen ma fach w ręku. Zupełnie, absolutnie, zdecydowanie facet zna się na pisaniu biografii. Nic zresztą dziwnego, skoro napisał ich tak wiele. Madonna, Barbara, Michael Jackson, Barack i Michelle Obama. Gość jest w stanie pisać o każdym.


Źródło
Nigdy nie zaczytywałam się w biografiach sławnych osób. No, chyba, że liczycie XIX i XX-wiecznych polityków. Pudelkowe papki są dla mnie zazwyczaj żenujące i tak naprawdę nie obchodzi mnie życie prywatne celebrytów. A jednak zabrałam się za czytanie Micka. Książkę pożyczyłam od przyszło-teścio ojca Ktosia, co by złapać na chwilę jego grunt.


Rolling Stonesów słuchałam od… no nie wiem, ale słucham ich. Prawdopodobnie jest to „winą” mojego ojca. Natomiast historii samego zespołu nie czytałam nigdy. Właściwie to nie miałam zielonego pojęcia o tym, jaki jest Jagger. Biografia napisana przez Andersena była świetną okazją do tego, aby uzupełnić te luki.








Zaczęłam od pochwały autora – uważam, że należy mu się szacunek za tę książkę. Jest naprawdę świetnie napisana. Dobrą robotę musiał też wykonać tłumacz. Całość jest spójna, niekiedy zabawna, cytaty są ciekawie dobrane. Poza tym pokazuje nie tylko życie Micka, ale też cały rozwój twórczości Stonesów. Ogólnie książka jest po prostu dobra. To takie oderwanie, zebranie czyjegoś życia – które normalnie by nas nie obchodziło – w jedną lekturę i podanie w ciekawej formie.


Źródło
Nie wiem natomiast jak ocenić treść książki. Jak już napisałam, nie jestem szczególną fanką czytania biografii gwiazd. To dla mnie zajęcie równie rozwijające, co oglądanie Klanu. A jednak każdy czasem robi coś odciągającego od rzeczywistości. Ja na przykład skończyłam czytać biografię Micka Jaggera. I chociaż jest to postać naśladowana przez innych artystów, to jego życie napawa mnie obrzydzeniem. Jagger musiał być strasznym egoistą z wahaniami nastrojów. Generalnie ci ludzie wyłącznie się niszczyli. Pytanie tylko, czy bez tego tworzyliby tak, jak tworzyli? W sumie to zawsze pojawia się przy artystach wszelakiego rodzaju i nie mnie o tym rozstrzygać.








Biografię polecam każdemu – ot, taka chwila przerwy. Choć momentami bardzo zatrważającej, jak dla mnie, przerwy. Andersen napisał to świetnie, więc na pewno będzie ciekawie.

____________ 

Komentarze

  1. Widziałąm tę książkę, ale nie czytałam... Nie słucham Rolling Stonesów. Choc kiedyś pzreczytałam biografię Guns'N'Roses też nie znajac zespołu i od tego czasu nie mogę znaleźć do nich cienia sympatii... O to właśnie chodzi, jeżeli kochasz czyjąś muzykę, jego grzeszny i bezsensowny żywot cię nie ruszy, a na pewno nie zniechęci do muzy. Gorzej, jeżeli znasz tylko człowieka.
    Artysci to po rpostu inny gatunek ludzi, oni nie potrafią normalnie żyć, bo przeważnie własnie w duszach chwiejnych, przewrażliwionych, rodzi się talent. Inaczej byliby normalni i juz nie tacy genialni...
    Przynajmniej ja tak myślę, dzięki temu łątwiej trawię pzreeróżne biografie- i nawet je lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, również oddzielam muzykę od samego w sobie charakteru twórców. Inaczej bym musiała przestać jej słuchać. Być może stąd też wynika mój kompletny brak zainteresowania życiem sławnych osób - obchodzi mnie to, co tworzą, a nie cała reszta. A jednak ciekawie było przebrnąć przez jakąś biografię. Mam jeszcze gdzieś książkę o Red Hotach, więc może i przez nią przejdę.

      Usuń
  2. nie przepadam za książkami biograficznymi.. odpuszczę sobie. za to słuchałam dziś rano Stones'ów, skoro już o tym mowa ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry początek dnia [albo koniec nieprzespanej nocy] :)

      Usuń
  3. "(...)jego życie napawa mnie obrzydzeniem. Jagger musiał być strasznym egoistą z wahaniami nastrojów. Generalnie ci ludzie wyłącznie się niszczyli. Pytanie tylko, czy bez tego tworzyliby tak, jak tworzyli? W sumie to zawsze pojawia się przy artystach wszelakiego rodzaju"

    Wiadomo, geniusze nie są normalnymi ludźmi. Niestety, jak się nad tym zastanowić to bardzo niewielu moich ulubionych aktorów załapałoby się choćby do moich dobrych znajomych, gdybym znał ich osobiście. Z muzykami pewnie nie lepiej. No ale jak to ktoś kiedyś śpiewał, nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz;) Czasem najlepiej o swoich idolach wiedzieć jak najmniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bawią mnie, dlatego właśnie, wszelcy fani współczesnych artystów, czy tam celebrytów, którzy śledzą czyjeś życie a potem są w szoku, że on mógł zrobić to lub tamto. Mnie to co najwyżej obrzydza, ale nie dziwi. Ja się raczej przywiązuję do jakiejś muzyki, utworu, płyty, a nie do konkretnej osoby.

      Usuń
  4. Uwielbiam biografie artystów! Czytałam też biografię Micka Jaggera, ale napisaną przez Marca Spitza. Wydana 3 lata temu pod patronatem Trójki.

    Powiem tak. Czytało się to świetnie, szczególnie tą historię o koncercie w Polsce za wódkę i papierosy. Jak dla mnie biografie ludzi sławnych zawsze będą ciekawe, bo tacy ludzie podróżują po świecie, spotykają się z innymi ludźmi i już wiele do dobrej historii nie trzeba.

    Dobrze, że mi przypomniałaś o biografiach. Muszę przeczytać jakąś po sesji :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, słyszałam o tym koncercie. A w tej biografii nie było o nim ani słowa. Jestem ciekawa ile w tym prawdy. Chociaż, po zaznajomieniu się z opisem życia Micka, nie byłabym zaskoczona, gdyby taką zapłatę przyjęto i skonsumowano.

      Usuń
  5. Hm, czytam biografie znanych zespołów właściwie po to, żeby załapać to środowisko, jakieś fajne anegdotki, pomysły- które potem wrednie wykorzystuję we własnych opowiadaniach, czasami w życiu. Spokojnie, do życia wybieram starannie wyselekcjonowane momenty! Inaczej skończyłabym naprawdę źle, a moja lodówka jeszcze gorzej.
    Ostatnią biografią jaką czytałam była biografia Nirvany, a raczej samego Kurta. Napisana przez dziennikarza muzycznego zaprzyjaźnionego z zespołem. ta książka była... była tak wspaniale napisana, że nie sposób nie pokochać jej autora za ten genialny styl, mistrzostwo w anegdotach, wreszcie za to że brał w tym wszystkim udział na żywo, znał doskonale ludzi o których pisał. No i był trochę podobny do nich...Historie o krojeniu zamrażarki nożem, rzucaniu w siebie selerami, rozwalaniu instrumentów na scenie- on w tym wszystkim brał udział. czasami w czasie koncertu wyłaził na scenę, pożyczał od kogoś gitarę i jako ,,przerywnik" wył jakieś dziwne pieśni,z anim wściekła widownia nie zaczynała go usuwać. Tak napisana biografia- biografia zespołu, a jednocześnie i autora- brzmi jak jakaś fantastyczna powieść. Czytałam ja na dworcu i w szkole, padające ze śmiechu i wzbudzając zainteresowanie otoczenia. straciłabym milion genialnych (i mniej) pomysłów gdybym tego nie przeczytała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to trzeba przyznać, że te wszystkie historie są dla zwykłych ludzi na tyle nietypowe, by stać się po prostu interesujące. Andersen też ma świetne pióro - może autorzy biografii tego typu gwiazd już tak mają? Z drugiej strony sama ilość tych kosmicznych wydarzeń podsuwa im świetny materiał, który muszą tylko dobrze podać.

      Kto napisał tę biografię Kurta, którą czytałaś?

      Usuń
  6. Biografia tak barwnej osobowości musi być niezwykle fascynująca. Sama też rzadko sięgam po biografie osób... Obawiam się słabego przełożenia i nudy. No i też często bywa w biografiach tak, że ktoś sobie koloruje albo za nadto robi z człowieka okaz dobroci i anielskości. właśnie niedano czytałam taka recenzję i biłam się po głowie jak tak można... Ale Jaggera z chęcią bym bliżej poznała wiesz ;) Może nie uda mi sie akurat w tej wersji książki, ale sprobuje dorwać inną, tylko muszę znaleźć więcej czasu, bo na razie cierpię na chroniczny deficyt ;)

    PS. dziękuję Ci za Twoje odwiedziny u mnie, uwielbiam czytać Twoje komentarze (to tak nieoficjalnie ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, tak nieoficjalnie ;)

      Nie ma co pisać laurek na czyjąś cześć, tylko dlatego, że lubimy twórczość danej osoby. Jagger mógł być beznadziejnym egoistą, ale nie umniejszy to jego dorobku muzycznego. Niektórzy chyba mają problem z oddzielaniem tych dwóch rzeczy i wolą podkolorować rzeczywistość.

      Usuń
  7. Biografie mi nie podchodzą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na ogół nie czytam biografii. Po tą też raczej nie zamierzam sięgać. Swoją drogą, u każdego artysty ktoś mógłby wyszukać jakieś odchyły od normy, jakby tak się uparł :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytam w takim razie. Biografie lubię (ale pełne, że tak powiem, absolutnie nie jakieś zbiory kilkustronicowych życiorysów), ale rzadko czytuję "rockmańskie". Zakochałam się jednak dzięki takiej jednej w Jimie Morissonie. W życiu bym z nim nie chciała być, bo to świr był, ale bez świra w środku nie byłoby geniusza.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…