Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2014

150. Toruńsko.

Nie samym archiwum człowiek żyje, choć może samym archiwum oddychać przez godzin kilka od ósmej rano. Nie, żebym była jakoś specjalnie produktywna po godzinie piętnastej.  Niemniej muzea mi nie umknęły (ani przemiły historyk sztuki z wystawy gotyckiej),  antykwariaty nie dały rady się przede mną schować (tak, jak świetna Pani, która nie tylko lubi rozmawiać, ale też dopomoże w szukaniu Żeromskiego "wyłącznie tom II" i sprzeda "Popiół i diament" za bajecznie niską cenę),  mogłam sobie poturyścić (pozdrawiam panie, które uznały mnie za swojego przewodnika)  i standardowo popiwić (podziękowania dla wszystkich piwujących i grających ze mną w piłkarzyki).
To taki skrót. Nie mam weny kompletnie, co pewnie widać. Jutro ostatni dzień w archiwum i potem wracam na łono pracy zarobkowej i piwa plażowo-trójmiejskiego.  Zatem zamiast mojej paplaniny macie dzisiaj zdjęcia.

149. Rolnik szuka żony.

Chciałam wykazać się kreatywnością, walnąć jakiś chwytający tytuł posta.  Jednak TVP mnie ubiegło - nie wymyśliłabym lepszej nazwy.  Toteż tytułowo pozostawiam tych naszych dorodnych, tefałpeowskich rolników.

Wakacje, choć często wyczekiwane przez uczniów (i niezauważane przez pracujących) przynoszą wielbicielom telewizji coroczny koszmar: powtórki. Wszyscy czekają na nowe, jesienne serie programów. Daleko za zachodnimi telewizjami nie jesteśmy: najlepsze hity już do nas przywędrowały. Teraz będziemy mieli też Farmer Wants a Wife.





Nie ma to jak kolejne Bardziej Show Niż Reality.

O co chodzi? A, powiem wam, że nie wiem. To znaczy, nie wiem o co chodzi ludziom, którzy oglądają coś takiego (trochę to głupie, bo przecież sama obejrzałam, zanim zaczęłam to pisać). Ale właściwie nie o to chodzi, by o coś chodziło. Widz ma się bawić, a randka w jasno dla rolników na pewno dostarczy rozrywki. Ja się ubawiłam oglądając już odcinek pilotażowy, który został wyemitowany w maju.
Zawsze, zawsze, ale t…

148. Literatura kobieca.

Uwaga! Będę pieprzyć i marudzić.
Podobno Google wiedzą już wszystko. Cóż, zagięłam Google. Wujaszek (nie, tym razem nie piszę o Stalinie) Dżi. nie ma pojęcia, czym jest literatura kobieca.  Ja nie mam pojęcia. Słownik nie ma pojęcia.  Na szczęście nie jesteśmy jakąś wyjątkową enklawą niewiedzy.
Zastanawiam się, czy określenie "literatura kobieca" odnosi się bardziej do odbiorcy, do treści, czy do twórcy? Wydaje mi się, że jest to połączenie tego wszystkiego. Nie sprawia to jednak, że to dziwne pojęcie staje się bardziej klarowne.
Odbiorca. Czyli, na przykład, ja... Tam jestem, w lewej kolumnie bloga. Znaczy, kawałek mnie.

Dałabym wam mojego paszcza, ale toć to wstyd. Dlatego jest kot. Jak się pewnie domyślacie, kot nie jest moim największym fanem.
Dobrze, ja nie o tym.
Czy literatura czytana przez kobiety, to literatura kobieca? Jeśli tak, to Historia Gospodarcza Świata Camerona albo Skrwawione Ziemie Snydera, to literatura kobieca? Jakoś nie wydaje mi się.
Wiem, wyjątki potwierdz…