Przejdź do głównej zawartości

152. Jak zostałam zmuszona do picia piwa.

Jak miło jest sobie górnolotnie i polotnie usiąść tak na ławeczce i wypić browarka. 
I czekać na niespodziewanego kwita, 
bo przecież jak się napier*olisz w domu i wyjdziesz na ulicę, to jest w porządku, 
bylebyś tego jednego piwa nie otworzył przypadkiem na dworze, 
bo to zgroza i skaza na nieskazitelnym lustrze życia państwa polskiego. 


A tak poważnie...

Źródło

W tym kraju nie było miejsca dla ludzi z wykształceniem Ferdka.

Odnoszę wrażenie, że tutaj w ogóle nie ma miejsca. Na nic.

Po co spożywać alkohol, skoro można spędzić czas jak człowiek, napić się czegoś dobrego, miłego i bezprocentowego? No po co?

Cóż, ano po to, żeby usiąść i popopijać coś w ogóle. Mogę iść na spacer, ale ileż spacerów można przerobić? A tak usiąść i przy czymś porozmawiać... Mmmm...

Co wy na to? Przy kawie? Gorącej czekoladzie? Herbacie?

Zaglądam do portfela i... ach, no tak. To może jednak wolę tego browara z żabki, bo w cenie jednej kawy mam trzy takie i siedzę parę godzin, i nie jest tak źle. Chyba,  że ktoś pija kawę z BioWaya ze zniżką studencką. Ja tak robię. Tzn. tę kawę "kawę", bo to obok kawy chyba nie stało. Albo można sobie nalać nazbyt czystej wodo-kawy z jakiegoś automatu za 2zł. Faktycznie, to obala wszelkie argumenty.






Siedzę i oglądam wszystko w Ynternecie...

A taki to człowiek kulturalny, młody, czytający, żywotny. No teraz ta młodzież to nic sztuki nie zna. Do teatru to nie pójdzie, nie mówiąc już o operze!

Teatr Muzyczny! Miłości mego życia! Byłam, nie powiem, no super, pięknie, no cudnie. Ale jednak sobie odpalę jakiś stary musical albo poszukam czegoś na youtube. Bo niby wszystko świetnie, ale jednak odpuścić sobie jedzenie za pójście do teatru, no słabiuteńko.

I na bieżąco nie umiemy być!

Z najnowszą literaturą, o zgrozo! Biblioteka jest, owszem, jeden z największych cudów świata, ale na nowości się czeka tak długo, aż przestaną być nowościami. 

No i prasa umiera, oj umiera biedna, choć jeszcze dycha. Chciałoby się co? Robić prasówkę, jak to nasi potomkowie za dawnych lat. Zamiast krótkich notek na necie czytać porządne złożone artykuły i felietony. Chciałoby się te wszystkie miesięczniki literackie znać i przerobić. Specjalistyczne pisma. Marzenie!

No ja jednak nakradnę z neta e-booków, męcząc oczy przed ekranem, 
pożyczę coś starego, ale jarego z biblioteki, 
obejrzę film na youtube. 
A jak wzniecę dyskusję i o tym wszystkim porozmawiam?

No wypiję już z kolegami tego browara pod akademikiem. Albo trzy w cenie jednej kawy.

____________________

Ależ mnie nie było. Nie było, a tu wracam i co robię? Narzekam. Ale tak już mam. Zdzierżyć nie mogę. Wchodzę do Empiku, chcę Chimerę i nie mogę, chcę na koncert i nie mogę, chcę do teatru i nie mogę. No to usiądę gdzieś na kawie i pokontempluję... A nie, czekajcie. 

Potem stoję w pracy, w szkole, na uczelni i słucham od starszych i mądrzejszych, jaka ta młodzież teraz niedorobiona. Gazet nie czytają, na sztuki żadne nie chodzą, tylko piwsko, siedzą na murkach, i piją.

Frustracja.


___________________
Znajdź mnie:


Komentarze

  1. Masz w wielu kwestiach rację. Ja czuję się pokoleniem straconym niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też czasami się tak czuję. Każą nam się cieszyć z niezaznania wojny, socjalizmu, etc. Jednak zapominają, że musimy mieć coś, czego byśmy się uczepili. A teraz czuję się, jakbyśmy nie mieli nic. O czymś podobnym kiedyś pisałam - nie mamy się nawet na co oburzyć. [http://histeryczna.blogspot.com/2012/12/45-przez-oburzenie-do-zanussiego.html]

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście wśród naszego pokolenia są takowe osobniki, które są całkowitymi ignorantami, jeśli chodzi o kulturę czy sztukę i patrzą tylko, jakby tu się na***ać w każdą sobotę przy rytmach techno czy disco z pola, no ale często to po prostu brak kasy. Tak mi się marzy kupienie tradycyjnej książki czy oryginalnej płyty, no ale co począć...W sumie już prędzej z książkami czasem się udaje, płyty to spory wydatek. Nie pamiętam też, kiedy ostatnio byłam w kinie na przykład. A, i gazety muzyczne są strasznie drogie, dlatego kupuję tylko wtedy, gdy coś wspomną o moich idolach. Dobra, kończę już to smęcenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płyty są strasznie drogie. Masz rację, że z książkami jest łatwiej, czasem można dostać coś świetnego po śmiesznej cenie, jak się trafi. Ale cała reszta? Koncerty, występy? Ech...

      Usuń
  4. Nie piłam nigdy tego piwa. Jestem ciekawa jak smakuje ;p
    Też mnie boli to, że młodzież częściej spędza czas w internecie, telewizorze niż na czytaniu książek, chodzeniu do kina, teatru, opery..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boli, ale nic na to nie poradzimy. Trzeba trzymać kciuki za tych, którzy jakoś ogarniają i są w stanie to robić :)

      Usuń
  5. Przepraszam, sam post skomentuję kiedy indziej, na razie odpowiem na Twój komentarz. Opcja "poręczenie" odpada. Mama nie pracuje, więc nie poręczy. Ojciec ma śmiesznie niskie dochody (nie wiem ile dokładnie, ale około 1900), więc też raczej odpada. Jedynie kuzynka, która dobrze zarabia i ma drugi dochód od swojego faceta, ale ona jak ognia unika banków, kredytów, zobowiązań, nawet komórki nie chciała brać na umowę...Zresztą przyznam szczerze, pierwszy raz słyszę o takiej opcji...A co do samej idei pracy w dużym mieście-nie, nie, przerabiałam już ten temat. Matka z dojazdu na jedną głupią rozmowę do call center zrobiła takie halo, że nie pojechałam, a co tu o codziennym dojeżdżaniu mówić...Muszę znaleźć coś na miejscu, odłożyć i może wtedy...żeby nie być zależna od nikogo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od 1 stycznia 2015 będę mieć rocznikowo 26 lat, urodziny mam nieco później...Nie wiem, czy liczy się to rocznikowo czy według faktycznej daty...No i nie jestem klientką banku, który wymieniłaś-ale to chyba mniejszy problem. Dzięki za pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  7. Polska to nie chory kraj, tylko rządzą nim chorzy ludzie i faktycznie skończy się to tym, że nie będzie w nim na nic miejsca. z jednej strony chwalę internety za kawał dobrych tekstów pisanych przez amatorów, z drugiej zaś internet to wylęgarnia hejterów-idiotów-nastolatków mających w głowie chyba tego mocnego fulla zamiast oleju. uważam, że mój rocznik nie jest jakiś stracony, chyba ostatni z tych normalnych...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…