Przejdź do głównej zawartości

156. Słowo Klucz (5) i Geniusze Ynternetów.

Jakże dawno nie zagłębiałam się w czeluście Ynternetów. Już zdążyłam zapomnieć jak tajemną wiedzę potrafią skrywać. Na szczęście mrok zazwyczaj sam mnie odnajduje. 
Toteż rozprzestrzenię go i zaproszę was do ciemnej strony myślenia.

Choć dane ze statystyk bloggera są wiarygodne, niczym obietnice wyborcze, nie mogę się (jak zwykle) powstrzymać przed wzięciem pod uwagę wyszukiwań.


Polecam fanpage na fejsie: hejty na humana, beka z humanistów, etc. Każdy niewyżyty analfabeta mieniący się ścisłowce znajdzie coś dla siebie.


Dzięki...


Odpadł w przedbiegach! Oj, ktoś tu nieuważnie śledził dawkę codziennej mózgopapki, nieładnie!








16. I ponoć kupił sobie "dwa ciągniki, kombajn zbożowy i prasy do robienia balotów". Nie ma za co.




Koko hakuna dżambo matata.

Geniusze Ynternetów tak bardzo mnie nie zawodzą. Jak miło.




Niepodważalne.





Jeśli mama każe ci sprzątać i gotować wytłumacz jej grzecznie, że jeszcze nie masz do tego kwalifikacji: nie masz średniego i nie napisałeś/aś CV.





Co 1D zrobiło z tą piosenką Blondie?! 




Mrau.


Lokowanie produktu...? Tak, wyszukiwarko, dokładnie o to mi chodziło... Dziękuję.

___________________
Znajdź mnie:


Komentarze

  1. Haha, czasem się zastanawiam, po przejrzeniu ilu stron wyników z google'a wychodzą blogi kompletnie niezwiązane z pytaniem :D Piękne rzeczy czasem można znaleźć w statystykach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość jest z tym kompletnie niezwiązana. Może to i lepiej? I my się uśmiejemy, i wyszukujący ;)

      Usuń
  2. Turlam się ze śmiechu podczas czytania tych wyszukiwań :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepszy jest ten tekst o bombie atomowej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muzułmanie i bomba atomowa. Ale się uśmiałam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…