Przejdź do głównej zawartości

157. Wybory Samorządowe 2014 w Trójmieście. Ach, taka tam papka.

Wszystkie kociaki życia obywatelskiego już dawno wróciły od urn i zdążyły się zachwycić lub załamać wynikami wyborów samorządowych 2014. 
Nie wiem jak szumnie obchodzicie okres wyborczy, ja na przykład niezbyt szumnie, za to zbyt szumnie docierała do mnie kampania.

Zostań mistrzem Painta.

1. Rozdawanie ulotek.

Czytacie ulotki wyborcze? Ja też nie. Paliłabym nimi w piecu, ale nie mam pieca. Można z nich zrobić ustnik do skręcanego papierosa. Ale nie palę.

No dobrze, już dobrze, wezmę tę ulotkę. Człowieku, który ją rozdajesz - do kogo należysz?

Napadali mnie ile wlazło. Wpychali mi te ulotki. I baloniki. I proponowali nawet porady prawne. No to pytam się to to grzecznie tego oto pana, a przepraszam, że jaki program, co chciałby zmienić ten uśmiechnięty Pan z tej zadrukowanej kartki, a co ten Pan osiągnął już w życiu, że kto to niby jest?

Czy ulotki wyborcze były rozdawane przez ulotkowiczów z Reala, Lidla, BioWaya? No chyba nie. A tu taki brak zaskoczenia - pan się jąka, nie wie jak odpowiedzieć na moje pytania, gówno wie o kandydacie. Idę sobie.

Najlepsza była jednak Pani, pewna Pani uśmiechnięta, muzyczka gra, baloniki są, wszystko cacy. Daje mi ulotkę, się pytam więc:

J: A jaki jest program tego pana?
P: Nooo, wszystko jest na ulotce.
J: Nie no, na ulotce jest trochę, a ja chcę wiedzieć wszystko, co ten Pan chce zrobić, jakie ma założenia.
P: No tam jest yyy napisane.
J: Ale ja chcę, żeby Pani mi opowiedziała.
P: Ojej, no to samo co co cztery lata.

Ekhem. Si. Traktuj tak wyborcę.



Barw tyle, że oczu mało.
2. Plakaty wyborcze.

Napisałabym o nich coś ciekawego, ale prawie ich nie dostrzegłam. To znaczy, było ich od choinki i jeszcze więcej, ale jakieś takie niekozackie. Po prawej macie kolory, które mi się wryły w pamięć. No, jeszcze czerwony od RN. I to wszystko. Chyba tak doradzali doktorzy życia kampanijnego i tyle. Nie wiem, dla mnie większość plakatów była taka sama i nawet żaden slogan mi się nie spodobał. A syf teraz w miastach się wala.







3. Stukanie do drzwi.

- Puk, puk?

- O kurczak! Jehowe?

Wiem, że tak reagujecie. Hahaahaha. Nie, dobra, nie śmiejmy się ze Świadków Jehowych.

Napotkała mnie namiętna kampania pukaniowa. Nie, tutaj już nie zapluwałam się ani o osiągnięcia, ani o programy. To fajnie i ciekawie, że wychodzą do ludzi. Ale mi się nie chciało. Grzecznie więc informowałam, że nie głosuję tutaj, więc dziękuję bardzo. Mili, młodzi chłopcy zrozumieli. Jakaś uśmiechnięta pani zrozumiała. Ale Szanowny Panie "NO WEŹ SE DZIECKO ULOTKĘ" nie zrozumiał, że-"nie głosuję tutaj" oznacza, że nie głosuję tutaj!

J: Dzień dobry, dziękuję, nie będę tutaj głosowała.
SPNWSDU: No to weź se dziecko ulotkę.
J: Chyba się nie zrozumieliśmy, ja tutaj nie głosuję, nie potrzebuję ulotki.
Pies: chauchau [wypad stąd, że nie rozumiesz, czy co? nara kolo, nie chcemy ulotki! - przyp.tł.]
SPNWSDU: O jeny, ale ulotkę, chyba możesz zabrać, poczytać, może zmienisz zdanie?
J: Nie pamiętam, byśmy przechodzili na ty. Poza tym jak mam zmienić zdanie? Przecież tłumaczę, że wcale nie będę tutaj głosować.
SPNWSDU: Ale Pani jest chamska!
J: ...
Drzwi: Trzask.

 Wiem, że nikt z osób, które spotkałam, tego nie przeczyta, ale mimo to:

1. Jeśli rozdajesz ulotki wyborcze i/lub stoisz przy jakimś kampanio-stoisku, to naucz się programu i biogramu osób, które promujesz. Wyartykułuj z siebie coś pożytecznego dla wyborcy.

2. Jeśli powiesisz mi plakat na lodówce, a będzie zrobiony w paintcie, to i tak nie przykuje mojej uwagi.

3. Jak idziesz do czyjegoś domu, żeby się/kogoś reklamować, to:

- patrz punkt 1.
- trochę kultury! [Zachowuj się jak pracownik infolinii. Ktoś po tobie ciśnie? Uśmiechnij się, powiedz miłe słówko i przyznaj upust na abonament.]

A tak w ogóle dziękuję wszystkim za przedwyborcze chęci i niechęci, ale mój okręg wyborczy nie leży nawet w Trójmieście.

______

Taki powyborczy bełkot z mojej strony. Nic dodać, nic ująć, nic fascynującego. Ale gdzieś narzekać muszę.

___________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Mnie na szczęście większość z tego ominęła. Ulotki dostałam raptem ze dwie, na plakaty starałam się nie patrzeć (mam nadzieję, że szybko je zdejmą i mordy polityków przestaną szpecić moje piękne miasto), do drzwi nikt mi nie pukał. I tak minęły wybory, których wynik był cudownie przewidywalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niestety plakaty zazwyczaj jeszcze długo oszpecają miasta, walają się po ulicach. Na szczęście istnieje OBOWIĄZEK ich uprzątnięcia, toteż powinny zniknąć w końcu.

      Usuń
    2. Pod jednym z plakatów był napis "Ten plakat zdejmę osobiście 17 listopada." Oczywiście jeszcze wczoraj nadal wisiał. Jeśli ktoś nie umie spełnić nawet jednej małej obietnicy, jak może spełniać swoje postulaty wyborcze?

      Usuń
    3. Haha, dobre, szkoda, że nie cyknęłaś foty. Czy ten ktoś dostał się do samorządu?

      Usuń
  2. Tak w ogólnym ujęciu na razie na politykę szczam ciepłym moczem. Kiedy opowiadam o tym ludziom, no bo już się dopytują, za kim jestem, chociaż nie wiem po co, pewnie swoich problemów nie mają, dziwią się moją odpowiedzią niepomiernie. "To nie idziesz głosować?", pytają dalej, a ja mówię, że nie. I dalej: "To potem nie masz prawa, żeby narzekać"! Jejku, a czy ja kiedykolwiek narzekałam? Może na moje rodzinne miasto, gdy tam mieszkałam jako nastolatka, ale zaraz potem przeprowadziłam się do Poznania, gdzie zawsze coś się dzieje. I jestem bardzo zadowolona, a może dopiero potem, gdy założę własną rodzinę, skończę studia i zainteresuję się podatkami, będę chciała coś zmienić.

    W ogóle, to moja koleżanka z filologii polskiej startowała teraz w wyborach do swojego lokalnego samorządu (czy jakiejś tam innej drużyny, nie znam się na tych nazwach). I co chwila widziałam na fejsie przepiękne jej zdjęcia, jak startuje w maratonie, jak odwiedza swoją starą szkołę, jak maluje ławki w swoim parku, takie tam pierdy... Byłam zachwycona, że tak jej się chce, że dosłownie każdego dnia robi coś dla swojego maleńkiego regionu. Gdybym mogła na nią zagłosować, to bym to zrobiła, absolutnie. Podbiła moje serce. I sama rozdawała za siebie ulotki. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kampania, w której kandydat sam wiele robi jest nie tylko tania, ale też w miarę skuteczna (tak mi się zdaje). Też widziałam kilka osób, które same rozdawały swoje ulotki (a jeden pan był, że hooho, mógłby mi rozdawać i rozdawać... no mniejsza).

      Ja polityką interesuję się w bardzo ogólnym zarysie. Chcę wiedzieć co się dzieje w moim państwie i co dzieje się na arenie międzynarodowej. Jednak nie lubię o tym rozmawiać. Ot, po prostu, polityka, jak wiara i przekonania, najczęściej jest tematem sporów, a nie dyskusji.

      Usuń
  3. Plakaty wyborcze są wszystkie takie same, miałkie i nudne. Jak całe wybory.

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbowałam się od tego izolować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na moje szczęście (czy też na szczęście roznoszących i agitujących) dzwonek do moich drzwi to atrapa, więc pukać trzeba, na co mało kto wpada. Oszczędziło mi to przeżywania "kampanii pukanej", które nie znoszę. Mogłaby mnie zniechęcić nawet do najbardziej ulubionego kandydata.
    U mnie druga tura, więc to jeszcze nie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahaha, po co ci atrapa dzwonka przy drzwiach? :D W moim województwie coś im się głosy nie zgadzały. Ale już się doliczyli. PKW działało dłużej, niż ja na maturze z matmy.

      Usuń
    2. Dzwonek został po poprzednikach, odcięliśmy. W sumie mógł sobie być, ale jakoś tak wyszło ;)

      Usuń
  6. Jeszcze do tego dorzuciłabym auta jeżdżące z głośnikami (wiesz na pewno o co chodzi) i puszczające po sto razy to samo, a że mieszkam przy ulicy dość ruchliwej, to niektóre teksty znam na pamięć, masakra ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o tych autach! Może dlatego, że aż tak kojarzą mi się z reklamami, że nawet nie słucham, jak coś przejeżdża. Ale faktycznie, te teksty bywają jak jingle.

      Usuń
  7. Dokładne, 100% prawdy.Do tego gościa na końcu rozmowy przy drzwiach powiedziałabym jeszcze coś w stylu: ,,Powiedział Pan, który chce mi natrętnie wręczyć ulotkę i zmusić do wyborów. Być może rękoczyny również by się pojawiły, jak to ja.
    Taka gówniana dyrka z (byłej) gimbazy, (której każdy nienawidzi) też startowała. Nikt nie wie po co i na co, ale dobra. Dorysowałam jej wąsy i brodę z podpisem "szmata", ale ktoś to zerwał. :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dostała się, czy nie? W sumie faktycznie, mogłam coś temu niesamowitemu Panu odpowiedzieć, ale jakoś zabrakło mi siły umysłowych na przerobienie w sobie jego poziomu kultury.

      Usuń
  8. Póki co jakoś szczególnie nie interesuje mnie polityka :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…