Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2015

178. Panta rhei.

Ciągle ktoś podsumowuje miniony rok. To już chyba taka tradycja, niezależnie od tego, czy robimy to w głowie, na papierze, czy na blogu. Szczerze mówiąc mam średnią ochotę podsumowywać wszystko, co działo się w 2015 roku. Wbrew pozorom to bardzo krótki okres czasu. Za to dopiero rozmyślając nad tym jak zmieniłam się przez wszystkie minione lata zdałam sobie sprawę, że rocznikowo za chwilę minie ćwierć wieku mojego życia. Świetna i fatalna zarazem wiadomość. Cóż, stara dupa jestem. Dlatego zamiast końcoworocznych podsumowań i noworocznych postanowień zebrałam kilka kwestii w jakich różni się ja w wieku lat 16-18-20, itd. ode mnie dzisiaj oraz te, w których pozostałam uparta jak krowa.
Jeśli ktoś myśli, że kiedykolwiek będę miała dzieci, to chyba ma coś nie tak z głową!
Zaczynam od tego, bo to było jedną z najbardziej zdecydowanie wypowiadanych przeze mnie zdań jeszcze dobre dwa lata temu. Ja i dzieci? Błagam! Ja i książki, ja i imprezy, alkohol, mnóstwo pracy i jeszcze więcej studiów – …

177. Jak sprawić sobie pyszne pączki - najłatwiejszy na świecie przepis dla ludzi mojego pokroju.

Jako Ciężarówka mocno trzymam się swojego prawa do zachcianek. Oczywiście większość z nich to bzdura i miałam je jeszcze zanim zaczęłam nosić w sobie Chelsea, ale co tam. Pewnego pięknego dnia postanowiłam zatem, że dowiem się jak usmażyć pączki. Ynternety przyszły mi z pomocą i ochoczo wzięłam się do dzieła. Jako wybitnie uzdolniona kulinarnie wiem, jak trudno jest cokolwiek gotować/piec/smażyć takim kuchennym debilom jak ja.  Podzielę się zatem swoim sposobem DLA KAŻDEGO.



Dla motywacji powieś sobie na ścianie zdjęcie Ewy Chodakowksiej. A nie, to nie ten wpis...
Dla motywacji możesz wrzucić sobie zdjęcie pączków na pulpit. Musisz być świadoma, że będziesz cierpieć głód jeszcze przez parę godzin, nim je zjesz.
Dobra, teraz możesz zabrać się do roboty.





KROK PIERWSZY

Przede wszystkim znajdź dobry przepis! Dobry = taki, który rozumiesz. Najlepiej znajdź z piętnaście przepisów, przeczytaj wszystkie po trzy razy, niech ci się dobrze pomieszają w głowie. Tak żebyś w końcu nic nie wiedziała. Na ko…

176. Książki, których nigdy nie dokończyłam #1

Zupełnie jak moja rodzicielka mam w sobie ten mały uparty głosik, który zawsze krzyczy: nieważne, że książka jest do dupy, zaczęłaś, to skończ! Czasami jednak spuszczam głosikowi porządny łomot, żeby mnie nie irytował, a książkę rzucam gdzieś za siebie.  Są takie utwory, których chyba nawet sam Jan Paweł II nie miałby cierpliwości czytać.
Werniks William Wharton
Kolejność jest przypadkowa. Zaczynam po prostu od tego, co przychodzi mi do głowy.
A gdy myślę "Werniks" nasuwa mi się pytanie: CO TO JEST?
Dzieło ma niby jakieś przesłanie, przemijanie, jasne, końcówka życia, jasne, i tym podobne. 
W praktyce to wygląda tak (przynajmniej przez pierwsze 50 stron) - Jest malarz. Malarz maluje różne obrazy i spotyka różnych ludzi.
Tak, to by było na tyle.

Z tego miejsca dziękuję mojemu drogiemu przyjacielowi Darkowi, który pożyczając mi tę książkę stwierdził "Jest okropnie nudna, ale na pewno jej jeszcze nie czytałaś". Owszem, nie czytałam. I już nie przeczytam.
Złoto Kanady Henry Oyen
P…

175. Biała Masajka - Corinne Hofmann

Wpis wyjątkowo nie zawiera mojej oceny książki (tę można przeczytać na LC: klik) a jedynie opowiadanie o jej treści oraz porównanie do filmu (ten zaś oceniłam). Jeśli ktoś nie chce przypadkiem poznać zawartości książki niech po prostu nie czyta poniższego wpisu.
Biała MasajkaCorinne Hofmann

Corinne wiodła spokojne życie biznes-woman małego kalibru. Posiadała w Szwajcarii swój własny sklepik z ubraniami. Miała też przyjaciela, który jednocześnie był jej partnerem. Taki związek z kumpelstwa, bez chemii. Być może dlatego tak uderzyło ją uczucie zakochania. Bez szaleństw w życiu i bez szałowej miłości, nie będąc już najmłodszą, Corinne dała się ponieść uczuciu. Jej obsesyjna miłość do obcego człowieka narodziła się w trakcie wakacji w Kenii. Gdy poznała pięknego Masaja postanowiła rzucić całe swoje dotychczasowe życie.

174. Podsumowanie początku - początek podsumowań.

Wszyscy podsumowują zakończenie jakiegoś etapu: miesiąca, konkursu, rocznicy bloga, etc. A ja sobie podsumuję początek, bo kto mi zabroni. Taki mały bilans początku jesieni, która pogodowo za bardzo już zbliża się do zimy.
Dla mnie jesień nie liczy się kalendarzowo. Liczy się od wtedy, od kiedy zaczynam ją czuć. Kiedy liście spadają, kasztany rzucają się na moją głowę, by wbić się kolcami w mój mózg, żołędzie czają się pod nogami, bo wiedzą, że się o nie przewrócę i gdy, nie przebierając w słowach, zaczyna konkretnie piździć.
Upiekłam pierwsze ciasto
Zacznę od początku września, kiedy to zmieniłam miejsce zamieszkania po raz szósty w moim życiu. I pewnie nie ostatni, bo jak maluch urośnie, to trzeba będzie pomyśleć o większym mieszkaniu.
Normalnie nie ujęłabym tego w jakiś podsumowaniach, ale pierwszy raz podoba mi się mieszkanie z kimś. Zazwyczaj zawsze na to marudziłam. Tym razem jednak, wyjątkowo, nie mam na co narzekać. I w związku z posiadaniem piekarnika pierwszy raz zrobiłam coś wi…

173. Narodowy Fundusz Zabójstw - odcinek nr 38,53 mln + 1

Nawet na Wikipedii nie znajdziecie prawdziwej historii stworzenia utworu Never Ending Story. Prawda jest taka, że Keith Forsey napisał tę piosenkę krótko po powrocie ze swojej podróży do Polski. 
W kraju tym bowiem zachorował i musiał zasięgnąć pomocy lekarskiej w typowym stylu "masz przeciwbólowe i wyp***".  Swoje przeżycia opisał w jednym z najpopularniejszych kawałków muzycznych na świecie.


Niekończąca się opowieść
Tak, tak. Dobrze czytacie. Polska służba zdrowia zainspirowała zagranicznego artystę do napisania prawdziwego dzieła. Radości nie było końca, a w celu sformalizowania tej świetności utworzono nawet NFZ.
My, wprawieni Polacy, dobrze znamy te realia. Dlatego idąc w sobotę na pogotowie spodziewałam się niekończącego się czekania. Spotkała mnie jednak ogromna niespodzianka - pogotowie niemalże puste, a pani w rejestracji na hasło "jestem w ciąży" zareagowała natychmiastowo wpuszczając mnie do lekarza.
Cóż jednak z tego, skoro do pani doktor w ogóle nie doci…

172. Jestem Polakiem i należy mi się ZA DARMO!

Na pewno znacie mnóstwo historii z serii "Przychodzi/dzwoni klient do konsultanta...", czy to od znajomych, czy z własnych doświadczeń. Takie opowiadania zazwyczaj kończą się bardzo smutną puentą. Kompletnie nie zależy to od tego dla kogo pracujecie. Każda obsługa klienta ma szczęście do, wybaczcie, idiotów. Może przesadzam przypisując całe zło Polakom, ale z zagranicznymi klientami nigdy nie miałam takich kłopotów. Oczywiście jest ich nieporównywalnie mniej. Cóż, piszę zatem o tym, co znam.  A Polak MUSI mieć ZA DARMO.
Ja tego rachunku nie zapłacę!
Pani rachunek wzrósł nagle o grubo ponad 100zł? Jej, już Pani pomagam, cóż to się stało? Ale zaraz...
- Przepraszam, ale czy była Pani ostatnio za granicą? - A co Panią to obchodzi, to ważne? Obchodzi mnie to tyle, co Twój rachunek... - Cóż, bo są połączenia zza granicy... - No ale ja płacę 20zł ABONAMENTU! To chyba cała opłata?!
Tak, cała. Pewnie. Jedź do Egiptu i dzwoń codziennie do cioci, babci, wujka Zenona. Przecież to logiczne…

171: Ludzie, których nie mogę znieść. Cz.1

Każdego z nas pewne zachowania ludzi doprowadzają, z mniej lub bardziej racjonalnych powodów, do szału. Oto ludzie, którzy potrafią doprowadzić mnie do szewskiej pasji.
1. Ludzie, którzy odbierają telefon i nic nie mówią.
Włączyła się poczta głosowa? Wciągnął cię wielki kosmiczny odkurzacz? Nie łaska powiedzieć: halo, słucham, noooo, cokolwiek? Nawet "whatsuuuuup" byłoby lepsze, niż NIC.
2. Ludzie, którzy pół godziny szukają przy kasie drobnych, choć kasjerka ich o to nie prosiła.
Chcesz pozbyć się miedziaków? To zorientuj się ile mniej-więcej będziesz płacić i wylicz sobie wcześniej. Chyba umiesz samodzielnie dodawać?

170. Gotowi na koniec świata?

Zobaczymy znaki na niebie i ziemi, i rozpocznie się apokalipsa.  Przedstawiciele pozaziemskiej cywilizacji postanowią zapanować nad naszą planetą. Epidemia dżumy powróci, by nas wybić co do jednego. Broń nuklearna doprowadzi do realizacji scenariusza niczym z Metro 2033.  Gotowi?
"Apocalypse Preppers" to program stworzony przez Discovery, opowiadający historie ludzi głęboko przekonanych o zbliżającym się końcu świata. Każde z nich ma własną wizję oraz własną linię obrony. Reszta, nieprzygotowana część, ludzkości zginie.

168. Noe: Wybrany przez Boga.

Nie ma nic gorszego w kinematografii, niż stworzenie fantastycznego trailera. Poważnie. Odbiorca ogląda ten trailer i potem musi, po prostu musi zobaczyć film. Wydaje swoje ciężko zarobione pieniądze, a tu okazuje się, że produkcja jest beznadziejna.  Na szczęście twórcy filmu Noe: Wybrany przez Boga zaoszczędzili nam czasu.

To jeden z niewielu zwiastunów, który zdołał przekazać mi, że film będzie drętwy, więc szkoda pieniędzy na kino. Nie trzeba było zresztą długo czekać, aż pojawił się w telewizji (rok, to nie tak dużo, zważywszy na to, że zdążyłam zapomnieć o istnieniu tej produkcji). Zmarnowałam zatem ponad dwie godziny swojego życia, żeby przekonać się, czy zwiastun mówił prawdę. I kto powiedział, że telewizja kłamie?

167. Słowo Klucz (6).

Dzisiaj krótko i na temat [czyli bez konkretnego tematu]. Moje ulubione googlowskie wyszukiwania, z których zawsze się śmiejemy. Choć w sumie nie takie to śmieszne - ostatecznie prowadzi właśnie do mnie, do Ciebie i innych bloggerów. Jak to się dzieje? Nie mam pojęcia. Cóż...





Że niby co? Że jak? Zginąć to ja mogę co najwyżej w pociągu albo na dworcu w Laskowicach, jak czekam milion lat na przesiadkę w miłej atmosferze menelskiej rodzinności. Grobu będę wtedy pewnie szukać przy najbliższym monopolu.


Taa... i bansu. Dla lansu to możesz sobie sprawić AjPsa ze smyczą firmy Gruszka. Jak ktoś kupił czytnik dla lansu, to się zawiedzie - na nim się czyta, nie zbijesz na tym propsów.

O, stary! To widocznie nie jechałeś jeszcze autobusem 252 w Gdyni! To jest dopiero busparty. Wytrzepie cię jak przy dobrym techno na ecstasy, nigdy nie wiesz, czy się zatrzyma, a jego rozkład powinien brzmieć "przyjadę, to będę".

166. Eurowizja 2015.

Średnio mnie interesuje to, że wiele osób uważa Konkurs Piosenki Eurowizji za "wsiowy". Jeśli taki jest, to znaczy, że lubię wsiowe konkursy. Co by o samej Eurowizji nie sądzić trzeba przyznać, że w tym roku było naprawdę bardzo dużo ciekawych propozycji. W 60. finale udział weźmie aż 27 krajów, w tym Australia.

Zacznę od reprezentacji Polski. Pewnie większość was wie, że reprezentuje nas Monika Kuszyńska (z Varius Manx). Jeśli są wśród was osoby oglądające telewizję publiczną, to zostały już zbombardowane jej piosenką z milion razy. Monika zaśpiewa swój utwór: In the name of love.

Piosenka jest piękna, ale moim zdaniem nie mamy szans na wygraną. Po prostu jest zbyt wiele lepszych propozycji. Niemniej trzymam kciuki za jak najwyższą pozycję dla Moniki.

Love Story
Nie będę rozpisywała się o każdym finaliście. Dobrze wiecie, że nie lubię wszelakich miłosnych utworów. Takich oczywiście jest też kilka w konkursie, wykonywane przez reprezentantów m.in.: Słowenii (tyyyyle miłości),…

165. Podróż ku nieskończoności - Teoria Wszystkiego

Wystarczy spojrzeć na nocne niebo, żeby móc obserwować przeszłość. Wystarczy wpaść w świat fizyki, żeby odbyć fascynującą podróż.  Steven Hawking postanowił kiedyś przenieść się do początków wszechświata, a Jane zdecydowała się towarzyszyć mu w tej trudnej drodze.

Podróż ku nieskończoności

Sięgnęłam po tę książkę z niejakim trudem. Nie należy do krótkich i szybkich lektur. Jest prosta w czytaniu, choć momentami ciężka emocjonalnie. Przyznam, że wzięłam ją z półki z myślą o wielkim Stevenie Hawkingu. Jednak nie o to chodziło Jane, która chciała opisać swoje życie. I udało jej się to w zupełności.
Opiekowanie się osobą tak ciężko chorą jak jej mąż jest ponadludzkim wysiłkiem. Dlatego starałam się nie oceniać zbyt ostro żadnej jej decyzji, czy zachowań. Wszystko, co opisała, jest zarówno poruszające, jak i ciekawe, jednak mimo to książka nie jest szaleńczo dobra.
Z takich technicznych rzeczy - widać, że pisała ją filolog. Pamięta nawet jak bardzo zielona była trawa dwadzieścia lat wcześnie…

164. Cesarz wszech chorób. Biografia raka.

Tak naprawdę jedyne, co wiadomo, to to, że nigdy nic nie wiadomo.  Nieważne, czy jesteś dzieckiem, które nie zdążyło jeszcze porządnie pohasać, czy młodą studentką, świeżo upieczonym ojcem, czy emerytem, który wreszcie odłożył pracę na bok i chciał zająć się sobą. Nieważne, czy jesteś biedy, bogaty, mieszkasz w Warszawie, czy Nowym Jorku.  Nigdy nie wiesz, czy za chwilę nie staniesz się jego poddanym.
Cesarz wszech chorób Biografia raka Siddhartha Mukherjee
Ponura radość

Nie potrafię opisać uczucia, które towarzyszyło mi w trakcie czytania tej książki. Z jednej strony jest to treść smutna, przygnębiająca. Zawiera historie wielu żyć, które zakończyły się zbyt szybko i zbyt niesprawiedliwie. Jednocześnie wyłania się z nich promyk nadziei, gdy z każdą stroną możemy śledzić, jak medycyna posunęła się naprzód w walce z nowotworami.
Choć nie pozostają żadne wątpliwości, co do tego, że bardzo wiele jest jeszcze do zrobienia, a wiadomość o nowotworze bardzo często brzmi, jak odroczony na czas nieok…

163. "Egzamin z człowieczeństwa". Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”.

Temat wymemłany, przerobiony i oklepany z każdej strony - aborcja. A jednak walka nie ustaje i zarówno strony jej przeciwne, jak i te walczące o prawo do niej, cały czas pozostają na froncie. Przerzucają się argumentami w tę i z powrotem, niekiedy nie zważając na słowa.  I choć ostatnio ta tasiemcowa debata trochę ucichła, teraz ponownie wjeżdża na czołówki. 3 kwietnia b.r. zarejestrowano bowiem Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop Aborcji".

Fundacja Pro-Prawo do Życia...

...powołała wspomniany wyżej komitet inicjatywy ustawodawczej i doprowadziła do jego rejestracji. Nie jest to pierwsza głośna medialnie akcja niniejszej fundacji. Część z was pamięta na pewno wystawę "Wybierz Życie". Jest to wystawa uliczna, która ruszyła w 2005 roku (czyli w pierwszym roku działalności stowarzyszenia). Przedstawia ona plansze, na których widzimy efekty aborcji - zmasakrowane ciałka - zestawione na przykład z fotografiami ofiar wojny. Na pewno kojarzycie zestawianie aborcji z Hitl…

162. Narodowy Fundusz Zabójstw.

Może troszkę przesadzam. Nikt chyba nie umarł jeszcze przez obite żebra. A może są pęknięte a nie obite? Niestety, nie mam w domu osobistego rentgena.  Niemniej już teraz wiem, że powinnam się w takowy zaopatrzyć. Moment, czy żeberka przypadkiem nie mogą czegoś przebić, jak są ambitne? Nieważne.  Skupmy się na wersji "light". Masz coś z żebrami, wyłożyłeś się i ogromnie cierpisz.

Teoretycznie nie ma nic bardziej logicznego, niż udanie się do lekarza. Ale pewnie wszyscy wiemy jak bardzo teoretyczne to jest. Mniejsza.
Jedziemy do przychodni, do lekarza rodzinnego. Pomimo tabliczki przy drzwiach, wyraźnie wskazującej na dyżur, pani doktor nie ma. Cóż, też jest człowiekiem, może coś jej wypadło. Pukamy zatem do gabinetu pani doktor wskazanej jako zastępstwo. Niespodzianka! Nie, to nie koniec historii. Jej również nie ma. Rejestratorka kieruje nas zatem piętro wyżej - do kolejnej pani doktor. Siadamy grzecznie w kolejce i czekamy. I czekamy. I czekamy. I nadal czekamy. I nic. Dyżur …

161. Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy.

Jak najszybciej usidlić faceta! No przecież dobrze wiemy, że to ukryty cel każdej z nas. No dobra, śmieję się z czegoś, co nie jest zabawne. Nic złego w tym, że ktoś pragnie małżeństwa.  Toteż na nasze (nie)szczęście powstają poradniki, które pomagają nam to osiągnąć. Najsłynniejszym, ostatnio, z nich jest chyba "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy".


Przede wszystkim autorka wyśmiewa kobiety nijakie, bez żadnych własnych osiągnięć, zdobytych bez pomocy mężczyzn. Ona sama jest specjalistką widocznie dlatego, że, jak mówi nam okładka książki, wydała dwa poradniki, występowała w TV i pisano o niej m.in. w Glamour i innych bardzo istotnych pismach wysokiego lotu o fascynującej tematyce.

Muszę przyznać, że książkę czyta się bardzo wartko i jest zabawna. Dobra. Koniec plusów.
Zastanowiła mnie większość absurdalnych i kretyńskich porad, które sprowadzają się do tego: bądź sobą, ale nie bądź sobą, bądź szczera, ale broń borze tucholski nie bądź szczera!
"Dzięki temu będzie myślał…

160. Michel Houellebecq - Platforma

Nie sądzę, by ktokolwiek z was nie słyszał o Charlie, bo trąbiono o tym we wszystkich możliwych mediach, o każdym możliwym czasie. Przy okazji w świat poszła wieść o nowej książce Michele Houellebecq'a, Soumission. Zaciekawiona autorem chwyciłam po pierwszą lepszą jego powieść, jaka wpadła mi w ręce.




Michel Houellebecq
Chyba nie trzeba być mistrzem życia, by wywnioskować, że Michele jest francuzem, pisarze i publicystą. W takich słowach określam go na wstępie, co by za bardzo nie kategoryzować. Choć tak naprawdę każdy, kto spróbuje dorwać się do jakichkolwiek informacji o nim zostanie zasypany treściami typu: islamofob, ateista, etc. Wytoczono mu nawet kiedyś proces o nawoływanie do nienawiści rasowej.
Chociaż taka "nienawiść", bycie mega "anty" wypada raczej pejoratywnie, to jednak współcześnie po cichu prezentuje poglądy wielu osób - przeciwników islamu, zatrwożonych wszelkimi atakami ze strony wyznawców tej religii, ich potężnego napływu do Europy. Używamy sł…

159. Dziecko faszerowane. Domowe kulinaria.

Wiecie, że jeszcze nie mam dzieci, prawda? A może nie wiecie? No to już wiecie.  Za to mam radio (w pracy), telewizor (u znajomych) i internet (czasami).  I dobrze, że nie jestem dzieckiem, bo pomyślałabym, że składam się z jednego wielkiego niedoboru. I dobrze, że nie jestem matką, bo skoro teraz dostaję szału, to co dopiero bym czuła jako rodzic?
Dobra, mamlonię od rzeczy, już mówię o co mi chodzi.
Moje dziecko geniusz.

Tyle teraz jest do zrobienia a tak mało czasu! Nawet dzieci są wiecznie zajęte, to kursem, to jakimś karate, srate i innymi takimi. No wiecie, realizacją niezrealizowanych ambicji rodziców. A potem będzie zajęte albo zabawą, albo siedzeniem przed komputerem/telewizorem, a tak dla świętego spokoju.
Dziecko rozkojarzone to gorzej uczące się dziecko. Na szczęście XXI wiek dostarczył nam rozwiązania tego problemu: Vigor Bystrzaki, suplement diety (powiedz to na głos, ładnie brzmi, suplement... tamtamdamdam).

Jak widzicie - dziecko jest nawet szczęśliwsze. Jako przyszła mama …