Przejdź do głównej zawartości

161. Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy.

Jak najszybciej usidlić faceta! No przecież dobrze wiemy, że to ukryty cel każdej z nas. No dobra, śmieję się z czegoś, co nie jest zabawne. Nic złego w tym, że ktoś pragnie małżeństwa. 
Toteż na nasze (nie)szczęście powstają poradniki, które pomagają nam to osiągnąć. Najsłynniejszym, ostatnio, z nich jest chyba "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy".


Źródło




Przede wszystkim autorka wyśmiewa kobiety nijakie, bez żadnych własnych osiągnięć, zdobytych bez pomocy mężczyzn. Ona sama jest specjalistką widocznie dlatego, że, jak mówi nam okładka książki, wydała dwa poradniki, występowała w TV i pisano o niej m.in. w Glamour i innych bardzo istotnych pismach wysokiego lotu o fascynującej tematyce.


Muszę przyznać, że książkę czyta się bardzo wartko i jest zabawna.
Dobra. Koniec plusów.

Zastanowiła mnie większość absurdalnych i kretyńskich porad, które sprowadzają się do tego: bądź sobą, ale nie bądź sobą, bądź szczera, ale broń borze tucholski nie bądź szczera!

"Dzięki temu będzie myślał, że żyjesz chwilą. A co z pytaniem <jak widzisz swoją przyszłość?>. Ups. Nie widzisz dalej niż do następnego weekendu."

Nie wiem co na to osoby, które mają akurat taki charakter, że nie żyją chwilą i oczekują stabilności w swoim życiu. Może nie powinny nigdy zawierać związku małżeńskiego? Może powinny umrzeć? A co jeśli faceta odstraszy niezdecydowanie i roztrzepanie? Warto będzie wtedy udawać? Ups.


I w ogóle co to za porada, że należy mówić coś, żeby "on myślał, że..."? A czy przypadkiem nie mam być sobą i nie mam zachować swoich oczekiwań wobec życia, żeby nie brać byle frajera?

"Zasada działania związku numer 16
Kiedy kobieta przynagla zbyt wcześnie, mężczyzna zakłada, że ona jest zakochana w <fantazji> albo w samej idei bycia w związku."

Niby to mądrze brzmi. Tylko co ma do tego zakładanie i planowanie, czy będę naciskała, czy nie? Ta zasada powinna chyba brzmieć: Kobieto, puknij się w łeb i zastanów, czy zakochałaś się w fantazji, czy w człowieku?!

Bardzo przypadła mi też do gustu tabela "Jeśli on.../ Powinnaś...". Zwłaszcza punkt:

Jeśli on - Jest w podłym nastroju i ty się męczysz...
Powinnaś - Cmoknij go w policzek, powiedz, że musisz wcześnie wstać i wracaj do domu.

To już zależy od indywidualnego podejścia, ale gdy mój mężczyzna źle się czuje, zostaję z nim, by poprawić mu humor lub rozwikłać z nim kłopot. Tego samego oczekuję od niego. Jakby się poczuł, gdyby wiedział, że kandydatka na przyszłą żonę spieprza, gdy tylko nie jest wesoło? No tak, on nie ma uczuć, przecież to tylko zwierzyna łowna.

A teraz jedna z moich ulubionych części, chyba najbardziej sprzeczna. Nieletnich proszę o nie czytanie, bo pewnie nie wiecie, co to seks i jeszcze oberwę za szerzenie jakiś dziwnych treści.

"Zachowaj się, jakbyś nie wiedziała, gdzie się kupuje kondomy, nie mówić o tym, jak coś takiego wygląda."

Oczywiście nie należy brać tej porady dosłownie. Niemniej jednak twój przyszły mąż na pewno świetnie się poczuje, gdy będziesz zgrywała niewiniątko, a twoi znajomi będą się z niego śmiać za plecami, wiedząc ilu facetów trak naprawdę przestrzeliłaś.

Odnosząc się do tej kwestii, pełen zgodności kolejny krok:

"Zdaniem mężczyzn, innym błędem, jaki popełniają kobiety, jest odgrywanie pierwszej cnotki. To budzi ich podejrzliwość... Przyjmij, że on nie jest ministrantem i wie, że ty nie jesteś dziewicą."

Także ten. Hmm?

Na stronach 70-71 są porady jak utrzymać "żar w pościeli". Wynika z niego, że w łóżku nie należy być naturalną. Faceci nienawidzą teatralnego show niczym z pornola, bo chodzi o obopólne zadowolenie.

A teraz z "Elementarza cnotliwego wizerunku"

"To jest w części kontraktu pisanej drobnym drukiem. Jesteś zobowiązana powiedzieć: <Ooch. Ojej. Jesteś dla mnie za duży. Pomału, wolniej, przebijesz mnie na wylot>".

Tak, tak. Nie udawaj. Ale udawaj. W każdym razie rób to, czego robić nie powinnaś i odwrotnie. 

Ach, i jeszcze taka rada, w razie, gdyby okazało się, że potrafisz dobrze zrobić dobrze:

"Jeśli pokażesz, że jesteś artystką, możesz wyjść na profesjonalistkę."

Kobieto! Zatem bądźżesz słaba. A najlepiej czekaj z tym do ślubu. Będziesz dziewicą, nie będzie kłopotu.

Jako podsumowania użyję porad dotyczących zaręczyn. Ostatecznie zdaje mi się, że mówią same za siebie i za całą książkę, nie będę musiała więc zbyt wiele dodawać.

"Zanim się ożeniłem, byłem z innymi kobietami. I tak jak ja każdy facet wie, że po roku, góra dwóch latach, kobieta traci coś ze swojej godności. I prawdę mówiąc traci się szacunek dla kobiety, jeśli ona nie odchodzi, bo na pewnym etapie facet wie, że związek stał się jazdą na gapę."

Pamiętaj, jeśli facet nie oświadcza się po roku (no góra dwóch latach), to rzuć go z mostu, zostaw, bo to odbiera ci godność, on cię nie szanuje, a ślubu nie będzie.

Szczerze się uśmiałam. Dziękuję za lekturę.

___________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Czytałam "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy". I to mi chyba wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam to kiedyś. Dobry odmóżdżacz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mama kupiła mi kiedyś tę książkę. :P Przeczytałam, a potem gdzieś zniknęła... i bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam pytań. Po prostu nie mam! Mój związek to farsa i nie ma przyszłości! :) Biedna ja, zmarnowane ponad 5 lat mojego życia :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam chyba pierwszą część, zdaje się "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i wtedy to było takie słodkie, bo jako małolata chciałam być taką zołzą, święcie przekonana o słuszności autorki poradnika. Teraz zaś niestety jestem taką durną pałą, a przyznaję, że bardzo nie chcę być.
    Taki życiowy paradoks.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesli istnieja kobety, ktore zyja w zwiazkach zgodnie z tymi poradami to naprawde trzeba pogratulowac aktorstwa lub wspolczuc meza debila ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…