Przejdź do głównej zawartości

162. Narodowy Fundusz Zabójstw.

Może troszkę przesadzam. Nikt chyba nie umarł jeszcze przez obite żebra. A może są pęknięte a nie obite? Niestety, nie mam w domu osobistego rentgena. 
Niemniej już teraz wiem, że powinnam się w takowy zaopatrzyć. Moment, czy żeberka przypadkiem nie mogą czegoś przebić, jak są ambitne? Nieważne. 
Skupmy się na wersji "light". Masz coś z żebrami, wyłożyłeś się i ogromnie cierpisz.

Źródło

Teoretycznie nie ma nic bardziej logicznego, niż udanie się do lekarza. Ale pewnie wszyscy wiemy jak bardzo teoretyczne to jest. Mniejsza.

Jedziemy do przychodni, do lekarza rodzinnego. Pomimo tabliczki przy drzwiach, wyraźnie wskazującej na dyżur, pani doktor nie ma. Cóż, też jest człowiekiem, może coś jej wypadło. Pukamy zatem do gabinetu pani doktor wskazanej jako zastępstwo. Niespodzianka! Nie, to nie koniec historii. Jej również nie ma. Rejestratorka kieruje nas zatem piętro wyżej - do kolejnej pani doktor. Siadamy grzecznie w kolejce i czekamy. I czekamy. I czekamy. I nadal czekamy. I nic. Dyżur już dawno się zaczął. Lekarza nie ma, poczekalnia szaleje, wszystko wokół żeber napie***... tańczy makarenę. Jedziemy na pogotowie.



Tutaj historia nabiera rozpędu. Ułagodzenie środkami przeciwbólowymi pomogło dotaszczyć się na pogotowie. Niestety, Pani z Okienka poinformowała nas, że gdyby pacjent powiedział, że krzywda stała mu się mniej, niż 12h temu, to wpuściłaby go na rentgen. A tak, skoro się przyznał, że wcześniej, to widocznie nie zasługuje - ja tak wywnioskowałam, pani tylko dała to do zrozumienia. Na korytarzu siedziała może z jedna osoba (z kimś do towarzystwa), ale nie wykłócałam się, że przecież i tak nikogo teraz nie mają. Uprzejma Pani z Okienka kazała nam iść dosłownie do bliźniaczego budynku, wejść na pięterko do chirurga.

Źródło

Dobrze, poszliśmy. Wnosimy te biedne żebra na piętro. Tam Rejestratorka prosi o skierowanie z pogotowia. Cóż, mówię, jakie skierowanie, myśmy tu przyszli z pogotowia, a boli i boli. 
Nie, skierowanie.

!#%@##$#$^$%&%^*%$ - powiedzieliśmy schodząc na dół.


Pro forma weszłam z powrotem na pogotowie. Jakie skierowanie, ja nie mam skierowania. - poinformowała nas Pani z Okienka i nakazała pójść po skierowanie do przychodni.

- Ale my przyszliśmy z przychodni, żadnego lekarza nie mogliśmy złapać, no a teraz to nie wiem, czy w ogóle jakiś tam jest!

Pani z Okienka wzruszyła ramionami. 
Wyszliśmy i kupiliśmy znieczulenie w płynie.

Koniec.

Morał z tej bajki krótki i niektórym znany,

w NFZ się nie leczymy, tylko szybko zdychamy.

*Broń borze tucholski, obrażać tych wszystkich Pań. W końcu to nie one wymyśliły te genialne procedury.

_____
Inne w temacie:
- Służba niezdrowia.
- Rak ma na nas haka.

___________________
Znajdź mnie:


Komentarze

  1. A właśnie zastanawiałem się ostatnio, czy jeszcze żyjesz:)

    Co do NFZ, to temat był tyle razy wałkowany na wszystkie strony, że nie ma za bardzo co dodawać. Można już chyba jedynie zbierać świadectwa wydajności i pokazywać gorącym zwolennikom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmartwychwstałam. Od grudnia nie miałam komputera. Na szczęście zdobyłam nowy i pierwsze co zrobiłam, to napisanie tutaj :)

      Masz rację - też, tworząc ten wpis, pomyślałam, że temat jest bardzo oklepany. Moa irytacja sięgnęła jednak tak daleko, że postanowiłam zignorować nieoryginalność.

      Usuń
    2. Oklepany czy nie oklepany, ludzie umierają dzięki wydajności tego systemu, więc w sumie warto o tym przypominać, nawet jeśli sie do tego przyzwyczaili niektórzy

      Usuń
  2. Ach skąd ja to znam. Ostatnio w nocy złapała mnie choroba i nie miałam gdzie się podziać- od lekarza do lekarza. Dobrze że już mam leki i mogę chociaż oddychać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, w nocy to tragedia, zwłaszcza, że jeśli twojemu życiu nie zagraża niebezpieczeństwo (masz zielony znacznik), to na pogotowiu mogą cię trzymać w kolejce nawet do 6 godzin.

      Usuń
  3. Czasami jak słucham co się dzieje w służbie zdrowia to ciary mnie przechodzą. Póki co nie miałam ze szpitalem ani z pogotowiem do czynienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I życzę ci abyś nigdy nie miała :)

      Usuń
  4. Heh, nawet mnie to już nie dziwi, gorsze historie słyszałam ^^ Nie żebym pisała to z wredoty, ale serio, na pewno Ty też usłyszałaś o wielu okropnych konsekwencjach "zabaw" z naszą służbą zdrowia. MI wszelkie odiwedziny w szpitalach i przychodniach boleśnie uświadamiają, że ejstem obywatelka Polski B i mam się odwalić od świata bogatych ludzi, którzy mają prawo żyć, i iść do rudery ludzi ubogich,czyli gorszych. Wystarczy porównać sobie przychodnię w małym miasteczku (dziwny smród, łazienki, w których wyrwane są nawet klamki i zamki, ludzie stojący sobie na głowach, siedzący w kolejce co najmneij 3h, plus masa ledwo chodzących babć czekajacych od rana na swoje leki...), do której ja miałąm prztjemność iść do specjalisty, z przychodnia prywatną (cud i miód, czysto, białe ściany, masa obsługi, meble z Ikei, normalni lekarze, któzy leczą a nie pija kawę, przystosowania dla niepełnosprawnych itd.) No ale ja jestem z Polski B. Mnie nie stać :P Aż człowiek ma ochotę posłuchać punku. Niemniej współczuję przeżyć. Grunt to jednak przeżyć, choćby na złosć NFZ-owi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że słyszałam, masz 100% rację. Strasznie żałuję, że nie spytałam o wizytę prywatną. Ot, żeby tylko sprawdzić, czy wtedy magia skierowania nie będzie potrzebna.

      Jedyne dobre doświadczenie związane ze szpitalem, to nowe, świetnie pobudowane budynki szpitalne w moim rodzinnym mieście, gdzie odwiedzam oddziały onkologiczne i są one naprawdę na wysokim poziomie.

      Usuń
  5. No tak, bo przecież kurde teraz skierowania wszędzie są potrzebne. Najlepiej weź człowieku nie choruj, niech cię nic nie boli, niech cie się nic nie dzieje. Mieliśmy tak z kolegą: zerwał wiązadła na meczu, pojechaliśmy na SOR, a tam proszę przyjść jutro, a koleś ryczy z bólu. Dlatego teraz jak się kasy nie ma to lepiej się nie leczyć. W związku z tym leczę się sama w domu. Gorzej będzie jak tfu tfu nogę złamię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, też kiedyś wylądowałam z nogą na SORze. Lekarz był strasznie wredny, ale trudno, może miał gorszy dzień. Zrobił, co musiał i kazał mi iść na pogotowie do chirurga, aby następnego dnia zmienił mi opatrunek, odkaził. Na drugi dzień dreptam do chirurga i również dowiaduję się, że potrzebuję skierowania albo jakiegoś wypisu z SOR i czegośtam. Poczłapałam na SOR. Dostałam. Wróciłam na pogotowie, zmienili opatrunek, ale nie dali recepty na maść odkażającą. Wkurzyłam się i skorzystałam z mamy pracującej w szpitalu - po prostu wzięłam torebkę, wsiadłam w pociąg i pojechałam 150 km dalej, do rodzinnego miasta, na chirurgię.

      Usuń
  6. Zapisz się do innej przychodni? (jeśli w obecnym systemie istnieje taka możliwość) Ja kiedyś miałam koszmarne kołatanie serca + bardzo wysokie ciśnienie, powlekłam się do pierwszej z brzegu przychodni... w ciągu 15 minut założyli mi kartę, zrobili podstawowe badania, dali skierowania, leki i w ogóle full wypas. Do dziś tam chodzę :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…