Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2015

167. Słowo Klucz (6).

Dzisiaj krótko i na temat [czyli bez konkretnego tematu]. Moje ulubione googlowskie wyszukiwania, z których zawsze się śmiejemy. Choć w sumie nie takie to śmieszne - ostatecznie prowadzi właśnie do mnie, do Ciebie i innych bloggerów. Jak to się dzieje? Nie mam pojęcia. Cóż...





Że niby co? Że jak? Zginąć to ja mogę co najwyżej w pociągu albo na dworcu w Laskowicach, jak czekam milion lat na przesiadkę w miłej atmosferze menelskiej rodzinności. Grobu będę wtedy pewnie szukać przy najbliższym monopolu.


Taa... i bansu. Dla lansu to możesz sobie sprawić AjPsa ze smyczą firmy Gruszka. Jak ktoś kupił czytnik dla lansu, to się zawiedzie - na nim się czyta, nie zbijesz na tym propsów.

O, stary! To widocznie nie jechałeś jeszcze autobusem 252 w Gdyni! To jest dopiero busparty. Wytrzepie cię jak przy dobrym techno na ecstasy, nigdy nie wiesz, czy się zatrzyma, a jego rozkład powinien brzmieć "przyjadę, to będę".

166. Eurowizja 2015.

Średnio mnie interesuje to, że wiele osób uważa Konkurs Piosenki Eurowizji za "wsiowy". Jeśli taki jest, to znaczy, że lubię wsiowe konkursy. Co by o samej Eurowizji nie sądzić trzeba przyznać, że w tym roku było naprawdę bardzo dużo ciekawych propozycji. W 60. finale udział weźmie aż 27 krajów, w tym Australia.

Zacznę od reprezentacji Polski. Pewnie większość was wie, że reprezentuje nas Monika Kuszyńska (z Varius Manx). Jeśli są wśród was osoby oglądające telewizję publiczną, to zostały już zbombardowane jej piosenką z milion razy. Monika zaśpiewa swój utwór: In the name of love.

Piosenka jest piękna, ale moim zdaniem nie mamy szans na wygraną. Po prostu jest zbyt wiele lepszych propozycji. Niemniej trzymam kciuki za jak najwyższą pozycję dla Moniki.

Love Story
Nie będę rozpisywała się o każdym finaliście. Dobrze wiecie, że nie lubię wszelakich miłosnych utworów. Takich oczywiście jest też kilka w konkursie, wykonywane przez reprezentantów m.in.: Słowenii (tyyyyle miłości),…

165. Podróż ku nieskończoności - Teoria Wszystkiego

Wystarczy spojrzeć na nocne niebo, żeby móc obserwować przeszłość. Wystarczy wpaść w świat fizyki, żeby odbyć fascynującą podróż.  Steven Hawking postanowił kiedyś przenieść się do początków wszechświata, a Jane zdecydowała się towarzyszyć mu w tej trudnej drodze.

Podróż ku nieskończoności

Sięgnęłam po tę książkę z niejakim trudem. Nie należy do krótkich i szybkich lektur. Jest prosta w czytaniu, choć momentami ciężka emocjonalnie. Przyznam, że wzięłam ją z półki z myślą o wielkim Stevenie Hawkingu. Jednak nie o to chodziło Jane, która chciała opisać swoje życie. I udało jej się to w zupełności.
Opiekowanie się osobą tak ciężko chorą jak jej mąż jest ponadludzkim wysiłkiem. Dlatego starałam się nie oceniać zbyt ostro żadnej jej decyzji, czy zachowań. Wszystko, co opisała, jest zarówno poruszające, jak i ciekawe, jednak mimo to książka nie jest szaleńczo dobra.
Z takich technicznych rzeczy - widać, że pisała ją filolog. Pamięta nawet jak bardzo zielona była trawa dwadzieścia lat wcześnie…