Przejdź do głównej zawartości

168. Noe: Wybrany przez Boga.

Nie ma nic gorszego w kinematografii, niż stworzenie fantastycznego trailera. Poważnie. Odbiorca ogląda ten trailer i potem musi, po prostu musi zobaczyć film. Wydaje swoje ciężko zarobione pieniądze, a tu okazuje się, że produkcja jest beznadziejna. 
Na szczęście twórcy filmu Noe: Wybrany przez Boga zaoszczędzili nam czasu.


To jeden z niewielu zwiastunów, który zdołał przekazać mi, że film będzie drętwy, więc szkoda pieniędzy na kino. Nie trzeba było zresztą długo czekać, aż pojawił się w telewizji (rok, to nie tak dużo, zważywszy na to, że zdążyłam zapomnieć o istnieniu tej produkcji). Zmarnowałam zatem ponad dwie godziny swojego życia, żeby przekonać się, czy zwiastun mówił prawdę. I kto powiedział, że telewizja kłamie?

Źródło



Źródło
Fabuła

W opisie filmu użyto określenia "dramat fantasy". Dobra, wiem, że to oparte na Biblii, ale producenci mogli być milsi, a nie zaraz tam fantasy.
A tak poważnie. Nie będę za wiele pisała - wiadomo, Noe, zwierzątka, arka i tak dalej. Do tego źli ludzie, którzy muszą umrzeć. Dobrzy ludzie, którzy muszą umrzeć. Upadłe anioły, które pomagają dobrym, itd.


Postaci

Tubal-Cain robi racowisko.
Źródło
"I tu zaczynają się jaja..." jakby to zarapował Łona. Bo naprawdę nie wystarczy, że wszyscy lubimy Emmę Watson, bo była Hermioną. Noe jest zadufanym w sobie dupkiem, ale dobra, niech mu będzie, w końcu został wybrany przez samego stwórcę. Żona Noego jest... nie wiem, jest żoną Noego. Jej rola polegała chyba na tym, że jak bóg posadził ładne drzewka to wypiękniała na ekranie (jakaś symbolika, czy coś innego z głębią, nie dla mnie). Emma jest od bycia kochaną, chłopaki od bicia się, a reszta to jakiś nieistotny motłoch.  Schwarzcharakter jest tak bardzo przewidywalnie schwarz, że nie trzeba nawet słuchać jego kwestii, aby ogarniać akcję. Za to facet stał na tak wysokim poziomie technicznym już w czasach sprzed potopu. Nie umiał zrobić sobie łódki, ale potrafił skonstruować race.  Do tego mamy anioły.

Twórca tych aniołów musiał mieć naprawdę niezłe wizje.
Dla mnie to wygląda jak zbitka kupy.
Sorry, ale tak wygląda.
Źródło
Realizacja

Właśnie, anioły... Czyli kupa błota i kamieni w różnych kształtach (jeden nawet wyglądał jak skorpion) z żarzącymi się węglami zamiast oczu i wnętrzności. Myślałam, że chociaż będą fajnie walczyć, ale chwiały się i padały jak Imperium Osmańskie. Potop wygląda ładnie. Jednak najważniejsze - zwierzątka - są tak przerysowane, że równie dobrze Noe mógłby wziąć na arkę Teletubisie i efekt byłby równie realistyczny.







W założeniu ten film na pewno miał mieć jakiś morał. Pojawiają się problemy i rozterki na temat tego, czy stwórca zawsze ma rację, jak należy postępować, itd. Niestety poziom badziewiastości przykrywa całą naukę, jakąś można było w nim zawrzeć. 
Jedyne czego się nauczyłam, to, że piro jest bezpieczne. 

_________
Polecam artykuł:

___________________
Znajdź mnie:


Komentarze

  1. Byłam z dzieciakami ze szkoły w kinie. Tak jak zawsze są grzeczne i wpatrzone w ekran, tak tutaj musiałam łazić po sali kinowej i uspokajać. Film strasznie ich wymęczył. Mnie nie zachwycił.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…