Przejdź do głównej zawartości

173. Narodowy Fundusz Zabójstw - odcinek nr 38,53 mln + 1

Nawet na Wikipedii nie znajdziecie prawdziwej historii stworzenia utworu Never Ending Story. Prawda jest taka, że Keith Forsey napisał tę piosenkę krótko po powrocie ze swojej podróży do Polski. 
W kraju tym bowiem zachorował i musiał zasięgnąć pomocy lekarskiej w typowym stylu "masz przeciwbólowe i wyp***".  Swoje przeżycia opisał w jednym z najpopularniejszych kawałków muzycznych na świecie.

Źródło


Niekończąca się opowieść

Tak, tak. Dobrze czytacie. Polska służba zdrowia zainspirowała zagranicznego artystę do napisania prawdziwego dzieła. Radości nie było końca, a w celu sformalizowania tej świetności utworzono nawet NFZ.

My, wprawieni Polacy, dobrze znamy te realia. Dlatego idąc w sobotę na pogotowie spodziewałam się niekończącego się czekania. Spotkała mnie jednak ogromna niespodzianka - pogotowie niemalże puste, a pani w rejestracji na hasło "jestem w ciąży" zareagowała natychmiastowo wpuszczając mnie do lekarza.

Źródło
Cóż jednak z tego, skoro do pani doktor w ogóle nie docierało, co do niej mówię?

Lekarz: Czy to była świeża krew?
Ja: Słucham?
L: Czy krew była taka świeża, czy raczej nie?
J: Pyta mnie pani, czy krew w wymiotach była świeża?
L: Jakich wymiotach? Wymiotuje pani? To normalne na początku ciąży.
J:To 18/19 tydzień, wcześniej w ogóle nie wymiotowałam, a już na pewno nie z krwią.
L: Wie pani, w jednej ciąży pani wymiotuje, a w innej nie. Moja koleżanka pierwszą ciążę przechodziła super, a teraz w czasie drugiej jest strasznie chora.
J: Wcześniej w TEJ ciąży, to moja pierwsza ciąża. Nie chce Pani przejrzeć tej książeczki ciążowej?
L: [ignorując książeczkę] Myśli pani, że to infekcja?
J: ???
L: Ma pani katar, od kiedy?
J: Od niedawno, mam karat, bo płakałam, tak mnie boli brzuch.
L: Wie pani, ja ostatecznie i tak pani nie pomogę, musi pani pojechać do szpitala na Zaspie. Ale w tym stanie nie da pani rady. Niech pani weźmie taksówkę, do widzenia.


Nie zdążyłam zaprotestować, że ledwo chodzę i nie stać mnie na taksówkę, która pojechałaby tak daleko. Dostałam skierowanie z napisem "ból brzucha" i pani doktor poprosiła następną pacjentkę.

Podróże kształcą

Moje pierwsze pogotowie to Sopot. Dla niezorientowanych tłumaczę, że Zaspa to dzielnica Gdańska. Nigdy nie byłam w tym szpitalu a panie na pogotowiu bardzo się tym faktem zirytowały i "wytłumaczyły" mi drogę podając jedynie ulicę, bo jak można nie wiedzieć gdzie to jest (mieszkam w Gdyni, ale nawet stąd nie jestem, przyjechałam tu na studia i cieszę się, że nigdy nie odwiedziłam samodzielnie gdańskiego szpitala).

Musiałam dojść z pogotowia na stację SKM. Po drodze zrobiłam sobie przerwę na wypłakanie oczu. Moja druga połowa jakoś dowlokła mnie do kolejki. Pojechaliśmy kilka przystanków na dzielnicę Zaspa (co wydało mi się najrozsądniejsze, choć wcale nie było najwygodniejszą trasą, jak się później okazało). Potem doczołgałam się na przystanek, gdzie czekałam kilkanaście minut na autobus. Wreszcie coś podjechało i zawiozło nas pod szpital.

Wytrwale podróżując dotarliśmy do celu. Przeszłam milion korytarzy, znalazłam odpowiedni oddział na pogotowiu i voila. Standardowo pytam "kto ostatni" i umieszczam się na podłodze pod ścianą, bo tylko w ten sposób mogę mieć odpowiednio podkurczone nogi i mniej mnie boli.

Po co ta historia? Cóż... Dalej mają miejsce następujące wydarzenia:

Przychodzi radosna pani ze swoim partnerem, która widocznie będzie w tymże szpitalu rodzić i przyszła się na to przygotować. Wylatują trzy pielęgniarki i zaczynają nad nią szczebiotać. Okazuje się, że pani to ich znajoma. Pyta ludzi z kolejki kto ostatni i siada, rozprawiając z przyjaciółkami. Jestem zaskoczona, że czekam i czekam, a tu tyle pielęgniarek nie ma nic do roboty. Ale co się będę kłócić, siedzę i dalej sobie chlipię. Panie obejrzały wspólnie brzuszek, misiaczka, a później nawet piżamkę szpitalną, którą to ciężarna kobieta założyła w toalecie, chyba w asyście pielęgniarki - koleżanki.

Źródło
Nagle wyłoniła się pacjentka, która była przede mną. Myślę: MOJA KOLEJ! Już chce wstawać, ale pielęgniarka, która wyszła za nią z pomieszczenia podeszła do uradowanej koleżanki i stwierdziła:

- Teraz poproszę panią.

Wszystkie były bardzo ucieszone. Ale ja nie byłam zadowolona, więc pytam w końcu:

- Przepraszam, a czy tutaj przypadkiem nie ma kolejki?

"Siostra" się zaśmiała i poszła przyjąć swoją pacjentkę. Tak się zdenerwowałam i tak mnie bolało, że wybuchnęłam płaczem. Nie dość, że cierpiałam, byłam zła, to jeszcze do tego było mi wstyd, że beczę jak dziecko. Zadzwoniłam po przyszłego tatusia, który zwiedzał korytarze, żeby natychmiast po mnie wrócił i mnie zabrał, bo na tym oddziale przyjmuje się najpierw koleżanki, a nie ludzi, którzy potrzebują pomocy. Słysząc to (a taki był mój cel) pielęgniarka, która w poczekalni zabawiała rozmową partnera swojej przyjaciółki uśmiechnęła się szyderczo.

Dobra, wszyscy wiemy, że znajomi i rodzina zawsze są przepuszczani w kolejce. Co innego jednak wściekać się na tracenie czasu w kolejce do dermatologa, czy okulisty, a co innego płakać na pogotowiu ratunkowym. Panie, które tam pracują widocznie minęły się z powołaniem, bo na stan pacjentów powinny zwracać uwagę już w poczekalni, nie mówiąc o marnotrawieniu czasu na pogaduszki, a już w ogóle o nagannym zachowaniu, jakim jest nieuzasadnione przyjmowanie koleżanek poza kolejnością.

Na szczęście panie bardzo dobrze zapamiętałam. 
Dyrekcja szpitala skargę już dostała, a jeśli nie będzie odpowiedzi, to skargę złożę także w pomorskim oddziale NFZ. Pewnie nic z tym zrobić nie mogą, ale narobię temu szpitalowi wstydu w każdym możliwym miejscu. Wyłącznie do pocieszenia własnego umysłu. 
Mam nadzieję, że te pożal się borze tucholski pielęgniarki, które przynoszą wstyd prawdziwie wyszkolonym paniom, kiedyś to przeczytają.

_____________________________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Naprawde ze to jest z psychiatrykami ;-;

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ja również nie znoszę takich bab w przychodniach i szpitalach- wrrr!

    OdpowiedzUsuń
  3. nie wiem normalnie co napisać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie to już jest "śmieszne", jak oni w ogole traktują ludzi. To przechodzi ludzkie pojęcie... Idioci . Żeby ich takie coś spotkalo

    OdpowiedzUsuń
  5. ja w tym temacie się lepiej nie wypowiadam ;p

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…