Przejdź do głównej zawartości

174. Podsumowanie początku - początek podsumowań.

Wszyscy podsumowują zakończenie jakiegoś etapu: miesiąca, konkursu, rocznicy bloga, etc.
A ja sobie podsumuję początek, bo kto mi zabroni. Taki mały bilans początku jesieni, która pogodowo za bardzo już zbliża się do zimy.

Dla mnie jesień nie liczy się kalendarzowo. Liczy się od wtedy, od kiedy zaczynam ją czuć. Kiedy liście spadają, kasztany rzucają się na moją głowę, by wbić się kolcami w mój mózg, żołędzie czają się pod nogami, bo wiedzą, że się o nie przewrócę i gdy, nie przebierając w słowach, zaczyna konkretnie piździć.

Przepis i obrazek kradzione z Małej Cukiernii
Upiekłam pierwsze ciasto

Zacznę od początku września, kiedy to zmieniłam miejsce zamieszkania po raz szósty w moim życiu. I pewnie nie ostatni, bo jak maluch urośnie, to trzeba będzie pomyśleć o większym mieszkaniu.

Normalnie nie ujęłabym tego w jakiś podsumowaniach, ale pierwszy raz podoba mi się mieszkanie z kimś. Zazwyczaj zawsze na to marudziłam. Tym razem jednak, wyjątkowo, nie mam na co narzekać. I w związku z posiadaniem piekarnika pierwszy raz zrobiłam coś więcej, niż sernik na zimno – ciasto z cynamonem. Dlaczego takie? Bo uwielbiam cynamon i mogłam zjeść sama caaaaaalusieńkie.

Oczywiście drugie ciasto już kompletnie mi nie wyszło, ale to szczegół. Jak na mnie, to i tak wyczyn, że przebywam w kuchni.

Chelsea

Nie, nie chodzi mi o mecze Chelsea London. Otóż wreszcie (W KOŃCU!) poznałam płeć dziecka – dziewczynka. Taka miła niespodzianka na rozgrzenie myśli w szare wieczory. Z racji tego, że nie jestem zbyt dobrze zbudowana i niewiele dzieli mnie od dzieciątka zaczynam czuć pierwsze ruchy. Nigdy nie przypuszczałam, że to takie przeżycie.



Na pewno pojawi się na blogu
Od śmiesznego Urbana po wzruszającą Sonię


Dobra, koniec słodkiej prywaty. Wszyscy się chwalą ile i czego przeczytali. Policzę sobie ostatni miesiąc (przeprowadziłam się 10 września i od tego momentu zerkam na lektury). Nie było tego dużo, ale liczy się jakość, a nie ilość. Choć i z jakością różnie bywało.


W tym miesiącu było to sześć książek:


Zaznaczone z nich doczekają się opisu lub recenzji na blogu. Pozostałe na pewno doczekają się choć opinii na lubimyczytac.pl.

Również na 100% będzie
Histerii ciąg dalszy.

Koniec dziwnych zawirowań i, mam nadzieję (!), ustabilizowanie (jako takie sprawiły), że w końcu wróciłam na Histeryczną. Wróciłam naprawdę. Znajduję energię na czytanie waszych ciekawych wpisów, na wypowiadanie się, mam pomysły na teksty. Zapewne niedługo będzie mnie też więcej na facebooku i Twitterze.

Jednocześnie pozbyłam się wszystkich innych blogów. Lepiej prowadzić jeden i porządnie, niż parę i bez sensu.





Andrzej

Mam mysz. Mysz ma na imię Andrzej. Nie jestem do końca przekonana, czy już mnie kocha, ale na pewno kocha płatki śniadaniowe, szynkę i moją drugą połowę.

Jestem dumna z mojej pierwszej myszy, którą nabyłam po plejadzie chomików, psów i rybek.

Dobra, zmieniłam zdanie. Jest nudno. Nie chce mi się już podsumowywać, więc zostawię was z tymi pięcioma punktami. 
Jeśli nie napiszę w najbliższym czasie będzie to oznaczało, że mój samolot uległ destrukcji. Nie szkodzi, bo początek jesieni można zawrzeć w stwierdzeniu, że wróciły mi siły życiowe. 
Nareszcie.
_____________________________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Uważam, że prowadzenie jednego bloga to już wystarczający pochłaniacz czasu, po co się więc rozdrabniać :) A ciasto bym zjadła, oj tak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo, mysz. Chciałabym mieć szczura, bo myszy trochę za często znajduję rano na wycieraczace (mam kota-potowora) i jakoś mi się źle kojarzą... Ale gryzonie są urocze :D
    Sporo książek! Ja przeczytałam chyba cztery książki i dwie nowelki, i to tylko dlatego, że dużo jeżdżę pociągiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby sporo, ale nie były jakoś szczególnie trudne do przeczytania, szybko leciało. Fakt, czas na czytanie to jedna z mocnych stron dojeżdżania do pracy/szkoły.

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że Ty na fcb też już nie wchodzisz :( Tak czy inaczej mam nadzieję, że czujesz się już lepiej niż przeboje na początku :) Pokaż foto Andrzeja! :D I musimy się spotkać, wracam do Grudziądza, więc będę miała bliżej do Gdyni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że nigdy nie lubiłam tych wynalazków typu facebook :D

      "Wracam do Grudziądza" oznacza - wracam na stałe?

      Usuń
    2. O kurczę, super. Twoi rodzice muszą być wniebowzięci :) Ja pewnie w listopadzie będę w Gdz, bo mama przyleci, to przyjadę. Chociaż ja tam nie nocuję raczej, więc na pewno łatwiej będzie jak kiedyś wpadniesz do 3miasta :)

      Usuń
    3. Jasne, zgadamy się jakoś :) Ten numer telefonu co ostatnio do mnie z niego pisałaś, jest aktualny, tak? :)

      Usuń
  4. Masz rację w sprawie prowadzenia jednego bloga, ale za to porządnie. Ja to również niedawno stwierdziłam. Jak na takie zawirowanie i tak przeczytałaś sporo ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też za chwilę będę się przeprowadzać, ciast nie potrafię piec, jedyne jakie zrobiłam to 3bit (bo bez pieczenia), wyniku czytelniczego gratuluję, a "Białą Masajkę" czytałam i bardzo mi się podobała, mimo że główna bohaterka często irytowała mnie swoją naiwnością ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia co do tej książki. Obejrzę jeszcze film i od razu je sobie zestawię.

      Usuń
  6. Jestem troche do tyłu z bierzącymi informacjami typu: co u Ciebie słychać, ale widzę, że spodziewasz się kolejnej małej dziewuchy, co męskie serca podbije. Oby rosła i howała się dobrze :-) Mam nadzieje, że w Londynie nie jest tak zimno jak u nas... pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.s kolejnej, miałam na myśli, na świecie kolejnej :-)

      Usuń
    2. Tam cieplutko (w porównaniu z PL). Chyba z 15 stopni było, ja bez kurtki spacerowałam :)

      Haha, no, tatusia serce podbiła jeszcze zanim wyszła z brzuszka, co to będzie jak dorośnie? :D

      Usuń
  7. Dla mnie jeden blog to już ful czasu przeznaczone dla niego. :) Bardzo tu ładnie i przyjemnie.
    Zapraszam www.mala-sue.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tam, dużo książek przeczytałaś, to więcej niż ja przez ostatnie 2 miesiące.
    I oby dziewczynka urodziła się zdrowa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to gratuluję wypieku ;) Czytałam tę książkę! Jest świetna. Mysz? Ostatnio chodziło mi po głowie, żeby kupić myszkę, albo jakiegoś innego gryzonia, ale na razie się wstrzymam :) Btw, jak ja Cię dawno nie widziałam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Drugie ciasto nigdy nie wychodzi. Potwierdzili to amerykańscy naukowcy. Jest to związane z faktem, że pierwsze pieczesz zazwyczaj na próbę, a drugie dla gości, np. przed parapetówką. Albowiem na początku było słowo, a słowo było u Boga i Bóg stwierdził, że będzie zabawniej jak ludzie będą wychodzic na debili przed goścmi ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, bo drugie robiłam dla swojej połowy ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…