Przejdź do głównej zawartości

175. Biała Masajka - Corinne Hofmann

Wpis wyjątkowo nie zawiera mojej oceny książki (tę można przeczytać na LC: klik) a jedynie opowiadanie o jej treści oraz porównanie do filmu (ten zaś oceniłam). Jeśli ktoś nie chce przypadkiem poznać zawartości książki niech po prostu nie czyta poniższego wpisu.

Źródło

Biała Masajka



Corinne wiodła spokojne życie biznes-woman małego kalibru. Posiadała w Szwajcarii swój własny sklepik z ubraniami. Miała też przyjaciela, który jednocześnie był jej partnerem. Taki związek z kumpelstwa, bez chemii. Być może dlatego tak uderzyło ją uczucie zakochania. Bez szaleństw w życiu i bez szałowej miłości, nie będąc już najmłodszą, Corinne dała się ponieść uczuciu. Jej obsesyjna miłość do obcego człowieka narodziła się w trakcie wakacji w Kenii. Gdy poznała pięknego Masaja postanowiła rzucić całe swoje dotychczasowe życie.


Pokonując okresy długiej rozłąki oraz trudne podróże Corinne wreszcie zamieszkała w masajskiej wiosce a nawet wzięła tam ślub i urodziła dziecko. Przechodząc przez ataki malarii, życie w buszu i oddalenie od cywilizacji stara się być dobrą żoną, matką i Masajką. Ciągle łudzi się, że w związku z tym również jej masajski wojownik zmieni swoje podejście do życia. Jednak jej wyjątkowość w masajskiej społeczności i jego porywczość doprowadzają do całkowitego załamania wszelkich nadziei Corinne.

Źródło
Kobieta podjęła wreszcie decyzję o ucieczce z Kenii. Aby wywieźć córkę z kraju potrzebuje jednak pisemnej zgody ojca.

Film „Biała Masajka” opiera się na powieści Corinne Hofmann. Stanowi jednak jej uboższą wersję. Jeśli w książce naiwność bohaterki-autorki była irytująca, to w tym wypadku osiąga ona apogeum.

Najcenniejsza kwestia jaką ta historia przedstawia – a mianowicie opis kultury, tradycji i życia społeczności masajskiej – została w filmie kompletnie zatracona. Wszystko w nim wydaje się prostsze, kompletnie brakuje tego charakteru „życia w buszu”.








„Białą Masajkę” można obejrzeć dla zabicia czasu, 
ale zdecydowanie bardziej wartościowa będzie lektura książki.
_____________________________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Pamiętam, że jak czytałam książkę, to pomyślałam, że ta kobieta jest bardzo naiwna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. Gdyby nie opisy tej egzotycznej kultury i to, że historia sama w sobie jest interesująca, to książka byłaby beznadziejna.

      Usuń
  2. Czytałam książkę i oglądałam film. Książka o wiele lepsza, zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Taaaaa, uwielbiam takie babki, która stają się niewolnicami "zakochania" i z obiektu swej "miłości" robią boga, oddając wszystko mu wszystko tracąc siebie i swoje życie.
    Przynajmniej wiem, że po tą pozycję lepiej, w moim przypadku (słabych nerwów), nie sięgać. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm po książkę może sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglada to na pozycję nie dla mnie, stanowczo... Nie znoszę historii o miłości i do tego naiwnych bohaterek. Wręcz czasami wydają mi się to powielaniem krzywdzącego stereotypu o kobietach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tym wypadku autorka pisze o sobie, więc chyba niestety po prostu pasuje do tego stereotypu.

      Usuń
    2. Stereotypu? Jest mnóstwo kobiet uzależnionych od toksycznych związków, niestety :/. To chyba raczej kwestia psychiki niż naiwności.

      Usuń
  6. mam tę książkę od 5 lat i jeszcze po nią nie sięgnęłam

    OdpowiedzUsuń
  7. Film oglądałam nawet mi się podobał, ale zadaję sobie sprawę z tego, ze książka lepsza, bo tak zazwyczaj bywa ... dobrze, ze mi przypomniałaś, następną wizytę w bibliotece zacznę od szukania tej książki :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…