Przejdź do głównej zawartości

176. Książki, których nigdy nie dokończyłam #1

Zupełnie jak moja rodzicielka mam w sobie ten mały uparty głosik, który zawsze krzyczy: nieważne, że książka jest do dupy, zaczęłaś, to skończ! Czasami jednak spuszczam głosikowi porządny łomot, żeby mnie nie irytował, a książkę rzucam gdzieś za siebie. 
Są takie utwory, których chyba nawet sam Jan Paweł II nie miałby cierpliwości czytać.

Źródło
Werniks

Kolejność jest przypadkowa. Zaczynam po prostu od tego, co przychodzi mi do głowy.

A gdy myślę "Werniks" nasuwa mi się pytanie: CO TO JEST?

Dzieło ma niby jakieś przesłanie, przemijanie, jasne, końcówka życia, jasne, i tym podobne. 

W praktyce to wygląda tak (przynajmniej przez pierwsze 50 stron) - Jest malarz. Malarz maluje różne obrazy i spotyka różnych ludzi.

Tak, to by było na tyle.


Z tego miejsca dziękuję mojemu drogiemu przyjacielowi Darkowi, który pożyczając mi tę książkę stwierdził "Jest okropnie nudna, ale na pewno jej jeszcze nie czytałaś". Owszem, nie czytałam. I już nie przeczytam.

Źródło
Złoto Kanady

Patrzę sobie na tę książkę i myślę, okej:

- wydawnictwo Wańkowicza, może być;

- autor na tyle żywotny, by mieć notkę na Wikipedii (już coś, ja nie mam swojej notki na Wikipedii, być może trzeba coś osiągnąć, żeby ją mieć; ...nie, chwila, wszyscy ludzie sławni wyłącznie dlatego, że są sławni albo sparowani z kimś sławnym mają notki na Wikipedii, cofam swoją hipotezę);

- według notki autor był w Polsce popularny w międzywojniu: ciekawe;

- książka należy do "strychowych" zbiorów mojej mamy (MAMO, DLACZEGO?!).

Chciałam dziabnąć takiego dzikiego języka, przygody, czegoś nietuzinkowego. Lektura jest bardzo krótka, ale mimo to nie przebrnęłam przez śniegi Kanady. Musicie mi wybaczyć słownictwo, ale, ja pierdolę, no tragedia. Naprawdę. Trochę jakbym zapoznawała się z gorszą wersją Zorro na śniegu. Nie, nie, naprawdę nie.

Źródło

Okinawa 1945


Kto przeczytał ten z policji, hop, hop. Nie no, żartuję.

Jeśli jesteś masochistą nie inwestuj w drogą kurtyzanę, która będzie tobą pomiatać. Nic nie da ci takiej psychicznej udręki, jak lektura Okinawy. Każdy, kto przeczytał w całości tę książkę jest dla mnie godzien podziwu (w kwestii wytrwałości, nie gustu). Nawet najlepsi znani mi zawodnicy polegli wraz z Japończykami (tyle, że Japończycy dotrwali do końca książki, a myśmy padali jak muchy z każdą kolejną stroną).

To dzieło stanowi bardzo konkretną odpowiedź na pytanie JAK NIE PISAĆ HISTORII.

Jej podtytułem powinno być: JAK POTAJEMNIE WYMORDOWAĆ CO NAJMNIEJ POŁOWĘ STUDENTÓW Z DANEGO ROCZNIKA NA TWOICH ZAJĘCIACH. PORADNIK DLA WYKŁADOWCÓW.

Myślicie, że polskie gimnazja depczą zainteresowania i wyobraźnię? Ha! One mogłyby się od autora tej książki uczyć! Po przeczytaniu tego dzieła (a raczej próbie) nawet Amerykanom odechciałoby się kręcenia filmów o II wojnie światowej!


Lektury tego typu to nie ćwiczenie intelektualne, tylko tortura umysłowa. 

Jeśli macie kogoś, kogo chcecie zadręczyć możecie ich użyć lepiej, niż broni biologicznej. 

Łazi za tobą facet, który ci się nie podoba? Twierdzi, że zrobi dla ciebie wszystko? Powiedz mu, że jesteś "Okinawa 1945" to książka twojego życia i nie zadajesz się z nikim,
 kto nie zna jej każdego szczegółu.

Oczywiście książek, z którymi przegrałam jest więcej, 
więc pewnie jeszcze kiedyś zmuszą się do powrotu do nich, aby wam o tym napisać.

_____________________
Znajdź mnie:


Komentarze

  1. Nie doczytać książki zdarza mi się notorycznie, ale czy zdarzyło Ci się nie doczytać pozycji z powodu pojawienia się nudności wywołanych opisem? Tak miałam kilka razy czytając o lekarzach nazistowskich z obozów koncentracyjnych. Jedną pamięta z Ipnu dostałam o obozie Mauthausen - dałam radę doczytać końca pierwszego rozdziału, potem długo nie mogłam dojść do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, zdarzało mi się jedynie robić z tego powodu przerwę. Jak po rozdziale o głodzie na Ukrainie w "Skrwawionych ziemiach". Jednak taką książkę na 100% pochłonęłabym w całości.

      Usuń
  2. A czytałaś jakąś inna książkę Whartona? Ja uwielbiam jego prozę, ale akurat tego dzieła nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, przeglądałam niedawno inne jego książki na LC i chyba wszyscy fani zgodnie przyznają, że "Werniks" to po prostu najsłabsze jego dzieło.

      Usuń
  3. Ja nie dokończyłam chyba tylko "Wilka stepowego"...gdybym to zrobiła w końcu padłabym trupem- umierałam z nudów :P Jednak to było kiedyś. Teraz przy nawet najnudniejszych książkach brnę do przodu, bo się pedantką stałam :P No nie lubię zaczynać czegoś i nie kończyć- najprościej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie kiedyś miałam tak, że wręcz musiałam dokończyć, nawet najgorszy shit. Lawinę takiego czytania przerwało "Złoto Kanady" - pierwsza książka, której nie dokończyłam.

      Usuń
  4. A ja wszystkie książki które zaczynam, to i dokańczam ;-) ale chyba nie trafiłam jeszcze na tak nudną ;-) No i mam nadzieję, że nie trafię ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nie, ugaszony zapał jest straszny.

      Usuń
  5. Kochana, dziękuję za życzenia (wcale nie są spóźnione, bo urodziny mam jutro:)) i w ogóle za Twoją aktywność u mnie-dzięki, dzięki, dzięki! Za to ja Tobie-zanim się przeterminuje-wszystkiego naj, nadal tak świetnego blogowego stylu, nieco żużlowo-samych prostych, żadnych życiowych wiraży:)
    Miałam dodać jeszcze obraz, ale tępa w zakresie komputerów jestem i nie umiem wkleić:( Wobec tego muszę poradzić sobie tak:
    http://kswarta.pl/data/tinybrowser/images/kwiaty_ciete.jpg
    Ode mnie dla Ciebie:) Niestety tylko wirtualnie. Sto lat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :) A jakoś zapamiętałam, że jest między nami dzień różnicy, tylko strony mi się pomyliły.

      Usuń
  6. Ja tak zaczęłam "Carską manierkę"... drugi rok jej skończyć nie mogę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to się dopiero nazywa rozległa i uważna lektura :D

      Usuń
  7. Hm, "Okinawę 1945" dostałam w prezencie... i co ja mam teraz sobie myślec ;) (dobrze, że jej nie zaczęłam ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia w czytaniu! Może akurat tobie się spodoba? Może okaże się, że po prostu jestem książkowym mięczakiem? :)

      Usuń
  8. Mam wiele książek, których nigdy nie skończyłam czytać - w tym lektur. I pewnie tez nigdy nie dokończę, bo nie znoszę czytania.
    Malarz maluje obrazy - fascynująca książka.
    ,,Śniegi Kanady" brzmi mi naukowo. ;-; I stara okładka nie zachęca do poznania środka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha, serio Okinawa jest aż tak tragiczna? Nieźle :D
    Ja - stety albo niestety - nie mam w sobie głosiku, który by mnie przekonywał, że trzeba kończyć to co się zaczęło i całkiem często przerywam lekturę książki, która mi się nie podoba ;>

    OdpowiedzUsuń
  10. ile ja książek nie dokończyłam, booo były słabe? TONĘ! :D to też trochę zabiło we mnie chęć do czytania, niestety :<

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…