Przejdź do głównej zawartości

177. Jak sprawić sobie pyszne pączki - najłatwiejszy na świecie przepis dla ludzi mojego pokroju.

Jako Ciężarówka mocno trzymam się swojego prawa do zachcianek. Oczywiście większość z nich to bzdura i miałam je jeszcze zanim zaczęłam nosić w sobie Chelsea, ale co tam. Pewnego pięknego dnia postanowiłam zatem, że dowiem się jak usmażyć pączki. Ynternety przyszły mi z pomocą i ochoczo wzięłam się do dzieła. Jako wybitnie uzdolniona kulinarnie wiem, jak trudno jest cokolwiek gotować/piec/smażyć takim kuchennym debilom jak ja. 
Podzielę się zatem swoim sposobem DLA KAŻDEGO.


Źródło


Dla motywacji powieś sobie na ścianie zdjęcie Ewy Chodakowksiej. A nie, to nie ten wpis...

Dla motywacji możesz wrzucić sobie zdjęcie pączków na pulpit. Musisz być świadoma, że będziesz cierpieć głód jeszcze przez parę godzin, nim je zjesz.

Dobra, teraz możesz zabrać się do roboty.






KROK PIERWSZY


Przede wszystkim znajdź dobry przepis! Dobry = taki, który rozumiesz. Najlepiej znajdź z piętnaście przepisów, przeczytaj wszystkie po trzy razy, niech ci się dobrze pomieszają w głowie. Tak żebyś w końcu nic nie wiedziała. Na koniec wybierz tego jedynego (nie faceta, przepis, facet ci się nie przyda) i zostaw go sobie w otwartej zakładce.

KROK DRUGI - SKŁADNIKI

Ja piekę tak często jak piszę magisterkę. A wpisu o obronie jak nie było od trzech lat, tak nie ma. Ekhem, a zatem musiałam większość składników z wybranego przepisu kupić. Oto one:

4 szklanki mąki - [kup kilogram, przecież i tak rozsypiesz, a z tego co zostanie, będziesz przez tydzień żarła naleśniki z Nutellą rosnąc jak ruski czołg na horyzoncie]

1/3 szklanki zwykłego cukru - [tutaj podziękowania dla mojego Ukochanego za to, że słodzi herbatę, inaczej w tym domu cukru by nie było]

5 jajek - [Pamiętaj, że robisz pyszne pączki! Myśl o nich przy kasie w sklepie osiedlowym, gdzie poleciałaś szybko dokupić jajek za milion złotych za sześć sztuk.]

60 g świeżych drożdży - [Przyjrzyj się dokładnie tej malutkiej paczuszce proszku w twojej szafie, który wziął się tam z nieznanych ci przyczyn. Nie, odłóż tę kokainę, mówimy o drożdżach. Patrz na nie, patrz i uświadom sobie, że nie są świeże. Świeże są w kostce, jak modelina.]

1/4 kostki masła - [Nie, nie wiem, czy rodzaj wybranego masła robi różnicę. Nie obeszło mnie to ani trochę. Bierz najtańsze.]

1,5 szklanki mleka - [Poświęcenie, które musisz odżałować. Pomyśl ile to mleka do kawy..., a na drugiej stronie szali połóż pączki. Spokojnie.]

szczypta soli - [Pamiętaj, aby nie dłubać w oku zaraz po tym, jak brałaś do rąk sypką sól...]

1 łyżka spirytusu lub wódki - [I wreszcie coś, na czym się znam! Wystarczy jak kupisz seteczkę, ale co się będziemy rozdrabniać. Na wszelki wypadek, jakby się rozlało albo coś, bierz 0,7l. Mąż będzie przeszczęśliwy dzięki twoim kulinarnym inspiracjom.]

1 szklanka konfitury - [Jak już będziesz w sklepie pewnie stwierdzisz, że pierdzielisz konfiturę za milion złotych. Weź dżem, taki jaki lubisz. Różane pączki są dla nudnych ludzi.]

1,5l do 2l oleju - [Wydasz na niego resztę waszej najniższej krajowej, ale przecież to PĄCZKI].

Podałabym składniki na lukier, ale przecież i tak nie będziemy umiały go zrobić. Walić lukier, PĄCZKI!

Ostatni składnik - WINO bezalkoholowe (chlip :[) do popicia dla kucharki.
(Dla zainteresowanych winem bezalkoholowym - WSZYSTKO O WINACH BEZALKOHOLOWYCH) 

Efekt przygotowań


KROK TRZECI - CIASTO

1. Zrób rozczyn.

Nie wiesz co to jest? Ja też nie wiem. Co za debil to tak nazwał? Pewnie się cieszy, że musiałam szukać w google przez pięć minut. Dobra, po ludzku: Zrób drożdże w mleku.

Weź świeże drożdże i przestań cieszyć się jak dziecko, że są jak plastelina. Nie, nie możesz bawić się nimi przez kolejne 20 minut brudząc całe mieszkanie. Twoje przyszłe potomstwo chętnie będzie robiło to za ciebie, więc nie dodawaj sobie sprzątania przed przyjściem dzieci na świat.

Do tego weź pół szklanki mleka i dwie łyżki cukru. Mleko zagrzej tak, żeby było ciepłe. To był mój ulubiony etap, w końcu coś, co umiałam zrobić. Wsyp cukier, pomieszaj. Odklej resztki drożdży ze swoich rąk i módl się, aby po twojej durnej zabawie zostało z nich te 80 gram. Powoli je rozkrusz do garnuszka z mlekiem i mieszaj, i mieszaj, i mieszaj, a gdy nadejdzie wiosna i stracisz już nadzieję, że rozpuszczą się, wiedz, że będą one rozpuszczone.

Całość wygląda jak szara, śmierdząca, gęsta woda. Możesz odstawić swe dzieło na bok.

2. Reszta ciasta do michy.

Olej przesiewanie mąki. Kto przesiewa mąkę? Chce wam się? Po co to komu? Wsyp mąkę do michy. Ma tam być około 4 szklanek. Nie martw się, że z pół kilo jest na stole. Po prostu przygotowałaś stanowisko do podsypywania ciasta, ot co.

Z jajek oddziel żółtka od białek. HAHAHAHA. Nie, to nie żart. Pączki mają w dupie, że nie umiesz wbić do jajecznicy jajka bez skorupki. Mają być same żółtka. [Mamo, wiem, że kiedyś chciałaś mnie tego nauczyć, a ja uciekłam czytać książki. Wybacz mi!] Nie przejmuj się i próbuj, aż ci wyjdzie. Pal licho, że do dziesiątego daleko i zostało ci 15zł na pięcioosobową rodzinę. Raz w życiu masz prawo zaszaleć. Jak już uda ci się dokonać trudnej sztuki rozdzielania kurcząt od życia - ubij je najmocniej jak potrafisz dodając resztę cukru [resztę z ilości podanej w przepisie, nie pozostały kilogram].

Zagrzej jeszcze resztę mleka, a w osobnym garnuszku rozpuść masło.

Ubite żółtka wrzucasz do michy z mąką, dodajesz sól, rozczyn i pozostałe ciepłe mleko oraz masło i tę jedną jedyną łyżkę wódki, która jeszcze pozostała. I mieeeeeeeszaaaaaaaj ile sił w ręku.

Ciasto nie powinno się do ciebie i michy za mocno kleić. Musisz być cierpliwa, mój Padawanie, i ciasto wyrabiać co najmniej przez dobre 5-8 piosenek.

Na koniec znajdź czystą ścierę, przykryj nią michę i zostaw to biedne, wymacane ciasto na jakieś półtorej godzinki w ciepłym miejscu.

KROK CZWARTY - KULECZKI!

Dobra, ani ja, ani ty nie wiemy, czy ciasto urosło, bo w ciągu półtorej godziny zapomniałyśmy, że:

a. robimy coś w kuchni
b. jak ono wyglądało wcześniej

Wywal ciasto z michy na blat stołu. Już go podsypałaś mąką, bo jesteś genialna i zapobiegawcza. Możesz jeszcze chwilkę pourabiać ciasto. Możesz je też rozwałkować. Zawsze chciałam wałkować. Też chciałaś? NIE RÓB TEGO! Mycie i skrobanie wałka nie jest tego warte, tak jak kac nie jest warty stracenia przytomności na imprezie.

Teraz najlepsza część - robimy kuleczki! Weź trochę ciasta, taki spodek kosmiczny, dosyć gruby i nałóż do środka powidła, czy co tam wybrałaś. Następnie zawiń w zalepioną kuleczkę. No wiesz, taką, jak wiesz... no wiesz jak wygląda pączek! Proste, prawda? I to tyle, tak robisz z całym ciastem. Kulki, które się rozwalają zalep po piętnaście razy dokładając ciasta.

KROK PIĄTY - SMAŻENIE

Weź paczkę chusteczek i otrzyj te łzy. Nie możesz się łamać. Prawdziwy kucharz i żołnierz muszą być twardzi!

Wlej do dużego rondla resztkę wypłaty męża pod postacią oleju i rozgrzej go. Co to znaczy dobrze rozgrzany olej do pączków? A mnie się pytasz? W przepisach tego nie dają, bo myślą, że to logiczne. Poszukaj sobie w googlach albo zdaj się na intuicję.

Do rozgrzanego oleju wrzucamy kuleczki. Jak się rozpadały podsypywałam je jeszcze resztkami mąki, bo uznałam, że to błyskotliwe.

Gdy już skapniesz się, że w trakcie smażenia kuleczki rosną możesz pomyśleć o tym, by następnym razem wrzucić np. 4 a nie 8...

Dobra, pączki smażą się dosłownie chwilę. Parę minutek, pod przykrywką z jednej strony, parę minutek z drugiej. Potem je wyciągasz.

Co, smażysz a te małe, wredne, podłe, niewdzięczne, napojone twoim alkoholem sukinsyny nie brązowieją? Wyglądają jak kupa niezdrowego psa na trawniku pod blokiem? To one TWOJĄ WÓDKĘ piły w twoim domu i mają czelność tak się zachowywać?! Wywal, spróbuj z kolejnymi. Bądź cierpliwa.

Gdy już stracisz cierpliwość, pączki za cholerę nie będą się nawet rumienić, a po wyjęciu będą wyglądać jak zakrwawiona kajzerka przejechana przez tira - chrzań to!

KROK SZÓSTY - CHRZANIĆ TO!

Popłacz jeszcze trochę nad olejem. Wreszcie wyłóż pozostałe kupo-kajzerki. Możesz spróbować je zjeść. Ja spróbowałam, bo jestem mną. Tak, bolał mnie brzuch. Nie, nie były jadalne. Wywal to. W ogóle wszystko wywal. Jakby ktoś pytał, to ty nigdy nie robiłaś pączków, a te składniki kupowałaś dla starszej sąsiadki, bo jesteś dobrym człowiekiem.

Spójrz na pobojowisko, które zrobiłaś. Twoja psychika tego nie zniesie. Zamknij po prostu kuchnię, później posprzątasz. Jakby kto pytał, to te wredne krasnoludki nabrudziły (ale nikt cię nie spyta po całej butli wina o nieporządek w kuchni). A jak twoja druga Połowa jest taka jak moja, to pewnie do tej kuchni nawet zbytnio nie wejdzie, jeśli lodówka stoi z brzegu.

Idź do sklepu. Rozejrzyj się wokół własnej osi. Zlokalizuj półkę z pieczywem. Kup tyle pączków w cenie sztuka za złotówkę, ile tylko masz ochotę. Wróć do domu, najedz się jak mały cielak i ciesz z tego, że byłaś sama w domu i nie masz świadków swej porażki. 


PATRZ NA SYTUACJĘ OPTYMISTYCZNIE:

To, że coś nie wyszło, nie oznacza, że musisz się załamać. Mi nie wychodzi kanapka z masłem, bo zawsze coś schrzanię, i jeszcze żyję.

1. Odbyłaś spacer na świeże powietrze. Ze trzydzieści razy do sklepu. Jogging zaliczony.
2. Zrobiłaś coś nowego w życiu. I to sama z siebie, bez motywacyjnego kołcza! Jesteś super!
3. Miałaś okazję wypić wino. Dużo wina. Jeśli ty możesz pić te dla niezaciążonych ludzi, to tym większa radość.
4. Teraz naprawdę możesz zabrać się za racjonalne gospodarowanie pieniędzmi, w końcu.
5. Mogłaś doprowadzić do zjedzenie przez siebie 35 pączków! A ostatecznie zjadłaś trzy! No powiedz, że to nie dobrze?
6. Wódka w dom to... wódka w dom.

I to na tyle z mojej zbyt długiej i zwieńczonej niemalże sukcesem przygody kulinarnej. A jeśli na serio chcecie usmażyć pączki, to poszukajcie lepszego przepisu.

_____________________
Znajdź mnie:



Komentarze

  1. Pocieszasz mnie :D W ten podły sposób ,,łał, są gorsi kucharze niż ja!" Bo u mnie to raczej sprawka nieogarnięcia i lenistwa, ale jak już się wezmę za ciasto to chyba górę biorą geny wsiowe i zawsze, zawsze wyjdzie bydle dobre. Zresztą, z ta dziwną resztką pączka mogłaś zrobić coś jeszcze gorszego, np włożyć do zamrażarki na potem. W sumie to byłby nawet ciekawy eksperyment. Po wielu latach, już jako doświadczona kucharka wyciągnęłabyś je i zrobiła takie cuda żeby smakowały całkiem jak nowe. Jestem prawie pewna, że tak się da!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy bym się nie wzięła za pączki, bo nie wychodzą mi racuchy. Racuchy też się smaży na głębokim oleju, i skoro ich nie mogę opanować, to co dopiero ich większych kuzynów- pączków. Chociaż ogólnie trochę lepiej ogarniam kuchnię, przynajmniej do poziomu, na którym umiem zrobić ciasto drożdżowe bez paniki i pamiętam, żeby najpierw włączyć piekarnik, a potem brać się za robienie ciastek.
    Za to bardzo nie lubię piec z masłem. Zawsze gdy to robię ciastka smakują jak jakaś breja czekoladowo-maślana. Czyli margaryna lepsza :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racuchy! Racuchy *^* Musiałaś mi to zrobić? :D

      Usuń
  3. Ha ha dla mnie to najlepszy sposób - iść do sklepu!! W kuchni bowiem wychodzi mi jedynie kawa i herbata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu swój chłop...eee, tzn. swoja ziomalka :)

      Usuń
  4. Narobiłaś mi ochoty na zrobienie pączków! A nigdy nie robiłam. Potem ci pokażę efekty :)
    Ten twój przepis jest pierwsza klasa :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…