Przejdź do głównej zawartości

178. Panta rhei.

Ciągle ktoś podsumowuje miniony rok. To już chyba taka tradycja, niezależnie od tego, czy robimy to w głowie, na papierze, czy na blogu. Szczerze mówiąc mam średnią ochotę podsumowywać wszystko, co działo się w 2015 roku. Wbrew pozorom to bardzo krótki okres czasu. Za to dopiero rozmyślając nad tym jak zmieniłam się przez wszystkie minione lata zdałam sobie sprawę, że rocznikowo za chwilę minie ćwierć wieku mojego życia. Świetna i fatalna zarazem wiadomość. Cóż, stara dupa jestem. Dlatego zamiast końcoworocznych podsumowań i noworocznych postanowień zebrałam kilka kwestii w jakich różni się ja w wieku lat 16-18-20, itd. ode mnie dzisiaj oraz te, w których pozostałam uparta jak krowa.

Jeśli ktoś myśli, że kiedykolwiek będę miała dzieci, to chyba ma coś nie tak z głową!

Zaczynam od tego, bo to było jedną z najbardziej zdecydowanie wypowiadanych przeze mnie zdań jeszcze dobre dwa lata temu. Ja i dzieci? Błagam! Ja i książki, ja i imprezy, alkohol, mnóstwo pracy i jeszcze więcej studiów – owszem! Ale mama? Jak widać nawet i tak drastyczne stwierdzenie bardzo łatwo przemienić w „O matko, będę matką! Powiedz choć jedno złe słowo o mojej córeczce, to zabiję cię gołymi rękoma!”.

Trzeba kończyć wszystko, co się zaczęło, choćby nie wiem co!

Jedna z największych bzdur, które mnie męczyły. Można nawet powiedzieć, że to przekonanie snuło się za mną jeszcze do tego roku. Ledwo żyłam, jeśli zaczęłam czytać jakąś beznadziejną książkę. Nieważne, że była okropna – jak zaczęłam, to skończę! Na wieść o tym, że ktoś stwierdza, że jednak nie kończy tych studiów/tego kursu, itd., bo się męczy i to nie to, stwierdzałam, że to szaleniec marnujący swój czas. Wiecie co? Stratą czasu jest ciągnięcie czegoś na siłę. Jeśli książka jest gówniana, to niczego nie wniesie w moje życie. Po cholerę ją czytać? Jeśli studia okazały się niewypałem, zajęcia są nieinteresujące, a ja skręcam się jak plastik w ogniu na myśl o tym, że mogłabym jeszcze w tym kierunku coś robić, to po co mam się zadręczać? Niby dyplom, sratatata. A kto mi odda stracone i przepłakane lata? Dobrze jest skończyć zadanie, którego się podjąłeś, ale tylko jeśli ma ono dla ciebie sens – będzie jakiś efekt, sukces, coś pozytywnego, a nawet po prostu hajs, a nie tylko: dobra, skończyłem i zapomnijmy o tym.

Nigdy nie pofarbuję włosów, fuj!

Dobra..., nie wiem skąd mi się to kiedyś brało. Może Nee-san by wiedziała czemu miałam taką paranoję na tym punkcie. W każdym razie bardzo szybko mi przeszło. Już na swojej 18-nastce latałam z jakimś...czymś na głowie. Chyba moja miłościwie farbująca chętnych niesamowita bratowa sprawiła mi wtedy prezent – koniecznie chciałam mieć tak na czarno zrobione włosy jak ona. Jakoś tak w połowie...? Nie pamiętam. Potem miałam przerwę, jak na normalnego człowieka przystało..., a dalej to już no, wiecie, ruda, czerwona, pomarańczowa, prawie fioletowa, itd.

Kilka spraw jednak nadal się nie zmieniło, choć wiele osób mówiło mi, że to tylko kwestia czasu. Może te zmiany jeszcze przede mną?



Wiara nie czyni cudów i naprawdę mnie nie obchodzi. Nigdy nie wcisnę też niepotrzebnie wiary w drugą osobę.

Podobno miałam czekać na jakieś tragiczne wydarzenie, które może mnie nawrócić. Albo zmądrzeć z wiekiem. Albo zmądrzeć z przeczytaniem Pisma Świętego, czy innej książki, itd. Jakoś nie przyszło. Nawet na pogrzebie mojego taty w kościele nie modliłam się, choć znam te wszystkie klepanki. Pismo Święte za mną i nic, starzeję się i nic. I nie wcisnę nikomu wiary. Nie ochrzczę dziecka tylko dlatego, że tak wypada, etc. Będzie chciała, to sama dołączy do dowolnej wspólnoty, jak już stwierdzi, że chce o tym decydować. Może na łożu śmierci coś mnie tchnie. Póki co, nie zanosi się.

Nie ma nic za darmo, więc albo weź się do roboty albo przestań jęczeć.

Jeśli nie posiadasz do tego unikalnych predyspozycji wiedza nie przyjdzie do ciebie od tak. Więc przestań w kółko narzekać, że musisz chodzić na te okropne lekcje hiszpańskiego, na które wysłali cię rodzice. Chcesz umieć ten język? Chciałeś kurs? To się ucz i nie marudź! Podoba ci się ten fantastyczny telefon? To wypieprzaj do roboty! Rozumiem gdyby chodziło o kino, teatr, operę, spotkania kawiarniane – coś, co przykłada się do naszego obycia, a co często jest poza naszym zasięgiem ze względu na zarobki. Ale na litość świętego boru tucholskiego, na większość materialnych i ZBĘDNYCH de faco rzeczy da się zarobić. A jak się nie da, to trzeba się z tym pogodzić a nie wiecznie jęczeć o tym innym. 

Ostatecznie narzekanie nie sprawi, że za chwilę wyrośnie przede mną nowy Range Rover z nagim Robertem D. Jr. w środku.

Jak sama zajdziesz w ciążę to zobaczysz!

No i nie zobaczyłam. Wiem, wiem, wszystkie ubranka są słodkie i milion fanpage na szajsbuku pokazuje cudowne zdjęcia miliona cudownych brzuszków. Rozwiązanie coraz bliżej a ja nadal nie lubię oglądać ubranek, nie obchodzą mnie brzuszki innych mam, nie zalajkowałam ani jednego fanpage ciążowego na szajsbuku. Nie czytam nawet artykułów o ciąży i porodzie. Gówno mnie obchodzi jakiego kto używa balsamu i które witaminy zjada. Porady przyjmuję wyłącznie od lekarza, mamy, teściowej, bratowych i siostry. Nie czytam for, nie obejrzałam ani jednego wózeczka, nie kupiłam żadnej zabawki i nie zastanawiam się na jaki kierunek studiów pójdzie moja córka. To nie jest urocze, to jest nudne. Nadal wolę poczytać książkę.

Oczywiście jest także mnóstwo innych kwestii, w których się zmieniłam lub wręcz przeciwnie. Może za kolejne 25 lat wszystko powyżej będzie na odwrót? Co do kilku rzeczy można mieć już jednak pewność. Rodzina niestety nie jest nieśmiertelna, ale zawsze można liczyć na tych, którzy z nami zostają. Czasami warto dać sobie trochę odpocząć, bo po co się wykańczać za wcześnie? I coś, co mówią wszyscy i od zawsze: nigdy nie mów nigdy.

_____________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Właściwie ciekawe podsumowanie :D Sama bym mogła wiele takich tekstów wyciągnąć ze swojego krótkiego życia. Wiele rzeczy, w które świecie wierzyłam, by zapomnieć o nich po roku. I może nawet takie, które się nie zmieniły. Np. mój stosunek do alkoholu- nigdy nie piłam, nawet w gimbazie, teraz też nie piję. Ale nigdy nie powiem "Będę abstynentką do końca życia", bo diabli wiedzą, co ja w przyszłości jeszcze odwalę. Chwilowo nie znoszę dzieci na żadną odległość mniejszą niż 20 metrów (żelbetonu, żeby nie było niedomówień), ale to nie znaczy, że już dziś zapisałam się do klubu "kobiet które robią karierę a nie rodzinę". To znaczy tylko, że byłabym bardzo wdzięczna, gdyby ludzie nie wpadali w fazę "A chodź zobacz, jak przewijam moją małą, przecież zaraz będziesz swoje przewijać, hehe" i nie zmuszali mnie do przerabiania kursu przedmałżeńskiego. To okropne D:
    Widzę, że do ciąży masz podobne podejście jak moja mama, która w ciąży i po urodzeniu mnie czytała ciagle Dostojewskiego ;) Doobry wybór, dzisiaj lubię Dostoja.
    Z tym nie kończeniem to się zgadzam, ostatnio usłyszałam bardzo logiczne zdanie: "Za krótko żyjemy, by marnować czas na kiepskie książki."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie piłam jakoś do drugiego roku studiów.

      Tak, to wieczne oglądanie dzieci jest tragiczne. I noworodki... one nie są słodkie, one wyglądają jak buraki ćwikłowe. Jak ktoś mi powie dzień po narodzinach dziecka, że mała jest do mnie podobna, to oberwie.

      Usuń
  2. Witaj kochana ! Kolokwia czekają w styczniu wszystkie już zaplanowane a ja opalam się blaskiem prawa z kodeksów. Ale oto i jestem ! :)
    Po za tym nie mogę coś opublikować komentarza. Pomogłabyś ?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś poszło :D Mam nadzieję, że wybawiłaś się w Sylwestra i jesteś zwarta i gotowa na wszystkie koła i egzaminy.

      Usuń
  3. Też zajęło mi trochę zrozumienie, że nie trzeba kończyć wszystkiego co się zacznie. A z tym, że nie ma nic za darmo - zdecydowanie racja. W nowym roku życzę Ci kogoś, kto pokaże Ci, jak niesamowita może być wiara ;)) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, również pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Ja też w życiu nie pomyślałabym, że kiedyś zechcę zostać mamą.. a jednak- dziś taka maleńka myśl plącze się w mojej głowie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę realizacji tej myśli w najbardziej odpowiednim dla ciebie momencie życia!

      Usuń
  5. Ty masz 25, ja skończyłam 17 dokładnie 10 dni temu. Łączmy się w starości (*).
    Córeczka? Nie lubię dzieci i pewnie nie raz mi się jeszcze zdarzy powiedzieć tak jak Ty. ;-;
    Powiem tak - trzeba skończyć to co się zaczęło... ale jeśli to ,,coś" ma sens.
    Nie mów, ze po raz pierwszy pofarbowałaś włosy na 18-kę....

    Napisałaś u mnie, ze lepiej byś nie zaczynała piec, a widzę w poprzedniej notce przepis na pączki. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie... Jak przeczytasz ten przepis to zrozumiesz czemu nie powinnam zaczynać piec :D

      No, jakoś tak wyszło, że byłam przeciwniczką farbowania włosów. Nie wiem dlaczego.

      Usuń
  6. Ach, jak patrzę wstecz i na swoje postanowienia i czyny chcę mi się śmiać i płakać, dziś w wieku 26 lat zastanawiam się co powiem o cobie za 10 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyśmy za 10 lat nadal prowadziły blogi i mogły napisać kolejne takie wpisy, żeby się pośmiać!

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…