Przejdź do głównej zawartości

179. Ctrl + C, Ctrl + V, czy po prostu INSPIRACJA?

Mnóstwo czasu minęło zanim zabrałam się do stworzenia tego wpisu. Wynika to z jednej prostej rzeczy - zapomniałam. Teraz jednak wracam do Kwestii Autorytetu Emilii Nowak z jej Fabryki Dygresji.

Niestety prawda jest taka, że w swoim życiu często trafiamy na ludzi, którzy kwestię autorytetów rozumieją albo jako fakt, że trzeba za kimś ślepo podążać i nie mieć własnego zdania, albo jako coś obrzydliwego, co sprawia, że zatracamy swoją indywidualność. 
Ja oba te stwierdzenia postrzegam jako bzdurę.

Już pod postem Emilii zgodziłam się z nią, że autorytety są potrzebne, ale nie do przesady. Jak to rozumiem?

Emilia podała świetny przykład, który także mi jest bliski - John Irving. Śmiało mogę stwierdzić, że jest on moim literackim autorytetem. Nigdy jednak nie chciałabym pisać DOKŁADNIE TAK JAK ON. Chciałabym jednak mieć takiego kopa w swoim języku. Gdy otwieram jakiś fragment od razu widzę, że to Irving. Czy to nie wspaniałe? Może i młodo coś opublikował. Może i Emilia, która wywołała go jako wzór, również już opublikowała Piromanów. I może ja kiedyś coś opublikuję, a może nigdy niczego nie wydam? Ale co z tego, przecież nie przestanę przez to pisać i nie rzucę brania przykładu ze świetnych twórców. Dlaczego? Bo po prostu to kocham. Tak, jak kocham prozę Irvinga.







Kierowanie się autorytetem wcale nie oznacza ślepej wiary.

Wszyscy jesteśmy omylni, nie ma co do tego wątpliwości. Nawet najlepsi rodzice na świecie popełniali błędy, które ich dziecko dostrzegło. Czy ma wtedy ono przestać w ogóle brać z nich przykład?

Dla mnie jest to jak płyta fantastycznego zespołu. Uwielbiam chociażby Scorpionsów i mogłabym w kółko słuchać ich koncertu z Wiednia. Zarówno muzyka jak i samo show są dla mnie fenomenalne. Nie oznacza to jednak, że wszystkie wykonane utwory mi się podobają. Jest wielu muzyków, których podziwiam i słucham, jednak gdybym miała przyjąć lub odrzucić którąś z ich płyt jako niepodzielną całość, to na palcach jednej ręki zliczyłabym krążki, które zostałyby w mojej dyskografii. Fakt, że podoba mi się czyjaś twórczość, czyjś pogląd, itd., wcale nie oznacza, że ślepo łyknę wszystko, co zrobi lub powie.

Nie jestem owcą. Widzę kierunkowskaz i to ja decyduję, czy za nim podążę. Korzystam z inspiracji, a nie z powielania.

Piszę w tym momencie notkę opartą na tym, co kiedyś przeczytałam u Emilii i co zapadło mi w pamięć. Czy to oznacza, że Emilia oskarży mnie o plagiat? Nie mam własnych pomysłów i kopiję cudze?

Dobrze jest korzystać z tego, co tworzą inni. Dzięki temu sami zbieramy całą bazę inspiracji. Wcale nie chcę mieć brzucha jak Chodakowska, bo mi się nie podoba. Jednak chciałabym mieć taką formę. Po to czytam wasze blogi, aby trafiać na ciekawe informacje, wyławiać dobre książki, poznawać wasze opinie, motywacje i czerpać pomysły. 

Nieważne, czy napiszę tekst, który zainspirowała Emilia, czy postawię w domu świeczki, które widziałam u Natalii, kupię dla dziecka akcesoria polecane przez Groszkową albo wypełnię półkę książkami, o których czytałam u Wiolety. Bo pewnie użyję własnych słów pisząc o autorytetach, spodoba mi się odmienny zapach świeczek, wybiorę inny kolor kocyka dla córeczki i nie każda książka polecana przez Wiolę mi się spodoba. Ale będę działać!

Nigdy nie chciałam być lekarzem, ale uwielbiałam Dr House'a za bystrość umysłu. Do muzyka też raczej nie aspiruję, ale to, co wyprawia z moimi bębenkami Deep Purple albo Linkin Park uważam za arcydzieło. Raperką stanę się równie prędko, co zakonnicą, ale pokłony biję mojemu D. za codzienne dawki AK47, Soboty, Raha i wielu, wielu innych twórców współczesnej poezji muzycznej. Czytam Irvinga, Kunderę i innych pisarzy będących klasą samą w sobie, uważnie słuchałam kilku tych świetnych wykładowców, na których trafiłam w czasie studiów.

Korzystanie z ich doświadczeń, słów i czynów nie oznacza kopiowania. Oznacza, że robię to, co, moim zdaniem, każdy powinien robić ze swoim otoczeniem: korzystam ile mogę, przenoszę na swój grunt, a jeśli mogę - przekazuję dalej.

A wy z czego czerpiecie i co byście chcieli przekazać?

_____________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Artysta nie posiada ciała ... 100% prawdy 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam autorów, których już po chwili rozpoznaje się po stylu, ale niewiele osób pisze aż tak charakterystycznie. Fakt, dobrze jest się inspirować, ale trzeba też znać granice :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie trzeba, jak we wszystkim, żeby móc w ogóle patrzeć na coś jak na swoje dzieło.

      Usuń
  3. Ciekawi mnie "W jednej osobie".

    OdpowiedzUsuń
  4. szkoda, że tak mało ludzi rozróżnia inspirację od cholernego naśladowania. dla mnie inspiracją jest wszystko, co mnie otacza, przynajmniej, jeżeli chodzi o graficzne sprawy. lubię oglądać gotowe pracy, ale SZANUJĘ TO, ŻE TO KTOŚ INNY JEST ICH AUTOREM i nigdy, przenigdy, nie dokonałabym plagiatu.

    OdpowiedzUsuń
  5. wszystkiego dobrego w Nowym Roku <3

    OdpowiedzUsuń
  6. i dziękuję za życzenia urodzinowe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie każdy odróżnia inspirowanie się od kopiowania i potem mamy np. morze blogów pisanych tym samym stylem, co jest irytujące.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do Twoich rozważań o podążaniu za autorytetem w sumie nie ma czego dodawać - słusznie stwierdzasz, że za nikim nie należy iść ślepo. Ja mam wrodzony brak zaufania do ludzi (co paradoksalnie wiąże się i wynika z mojej naiwności) i uważam, że mnóstwo wielkiego zła na tym świecie dzieje się właśnie przez ślepe podążanie za autorytetami (czy raczej pseudo- lub nawet antyautorytetami). Tymczasem każdą opinię należy traktować ze szczyptą soli, jak mawiają Anglicy, obejrzeć ją ze wszystkich stron, także tych z wierzchu niewidocznych i dopiero ewentualnie się z nią zgodzić (lub nie). Swoją drogą zadałaś mi ćwieczka, bo jak teraz zaczęłam się zastanawiać, czyj autorytet wpłynął na ukształtowanie się moich prywatnych zasad moralnych, to wyszło na to, że nie jestem w stanie takiej osoby lub osób wskazać. Pewnie to efekt mieszanki wychowania domowego, szkolnego, mnóstwa książek i wrodzonych tendencji. Co do stricte pisania, to tutaj wzorem dla mnie był i będzie zawsze Pratchett ze swoim światem dysku, choć nie łudzę się, że kiedykolwiek będę tak pisać (choć może i dobrze, bo w sumie masz rację, że lepiej mieć własny styl niż kopię czyjegoś, choćby idealnego).
    Tak żem się rozpisała i nic z tego w sumie nie wynika.
    Atakwogleto dzięki za ubiegły rok z Twoim blogiem i życzę udanego prywatnie i bogatego we wpisy kolejnego roku. I jako że coś tam udaję, że piszę na swoim blogu ostatnio, to wcisnę pierwszy i ostatni raz autoreklamę https://dobrafanfikcja.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…