Przejdź do głównej zawartości

180. Najważniejsze książki w moim życiu - skąd się wzięły?

Każdy, kto dużo czyta na pewno niejednokrotnie zastanawiał się nad odpowiedzią na pytanie: Które z przeczytanych przeze mnie książek wskazałbym jako najlepsze/najważniejsze dla mnie? Oczywiście nie jest łatwo wyróżnić szczególne pozycje spośród setek lektur. Są jednak takie dzieła, które zapadają nam w pamięć na całe życie, do których wracamy, polecając je innym ludziom i czerpiąc jak najwięcej z każdego zawartego w nich słowa.

Wiele razy precyzowałam już w swojej głowie, w mowie oraz w piśmie tytuły, które są dla mnie najistotniejsze. Ostatnio jednak nasunęło mi się zupełnie inne pytanie, a mianowicie: Skąd w moim życiu wzięły się książki, które są dla mnie teraz tak ważne?

Timothy Snyder, Skrwawione Ziemie – czyli historia literacko genialna.

Zaczynam trochę „od końca”, czyli od pozycji, którą wymieniłabym na tyłach książek istotnych. Nie sprawia to jednak, że jest ona dla mnie mniej ważna.

Zawsze będę o niej myśleć w tym kontekście, ponieważ jest to jedna z najlepszych książek historycznych, jakie przyszło mi czytać. Pozycja ta nie tylko wstrząsnęła mną jako czytelniczką, ale też zasiała w mojej głowie myśl, że właśnie w taki sposób powinno się przekazywać historię.

Wbrew pozorom dotarcie do niej nie było oczywiste. Choć wskazywałyby na to moje studia, to na żadnym ich etapie Snyder nie był dla mnie obowiązkową lekturą. Właściwie nie pamiętam, by jakoś pojawiał się w sylabusach. W tym wypadku zadziałało coś, co sprawia, że studia są magiczne – inni ludzie.
Tak naprawdę albo ktoś studiuje olewając (byle zdać), albo uczy się jednocześnie się starając (byle mieć dobre stopnie i być przygotowanym), albo pomija niektóre sprawy na rzecz innych, ale za to z pasją (co z tego, że mam słabszą ocenę, bo nie zapamiętałem regułek, skoro poznałem tyle fantastycznych faktów i poglądów?). Ta ostatnia grupa studentów zawsze najbardziej mnie zachwycała i z takimi osobami starałam się przyjaźnić. I właśnie dzięki temu do moich rąk trafiało wiele pozycji nieobowiązkowych, takich jak Judt, Shore, czy właśnie Snyder.




Skrwawione Ziemie dostałam do ręki, kiedy jeden z moich przyjaciół musiał doczytać jeden rozdział tej lektury na zaliczenie nieobecności. Nie tylko nie skarżył się, że ma dodatkową pracę – on był tym zachwycony. Nie tylko doczytał rozdział, ale też wchłoną całą książkę i zaraził nią kilka innych osób, w tym mnie. Skrwawione Ziemie czytaliśmy nawet fragmentami wykładowcy od Emisji Głosu, który niewiele miał wspólnego z historią (jest śpiewakiem operowym), jak też i prowadzony przez niego przedmiot. Po prostu uznaliśmy, że trzeba o tej książce wspominać każdemu.

John Irving, Świat według Garpa - czyli cudownych rodziców mam.

Ktoś, kto zagląda dłużej na Histeryczną, na pewno zdążył już dawno odkryć, że moją literacką miłością jest John Irving – mężczyzna z niedoścignionym stylem. Jak się spotkaliśmy?

A w jaki sposób kilkunastoletnia dziewczynka może dorwać w swoje ręce powieść, w której:
  • matka głównego bohatera jest feministką, która zaszła celowo w ciążę z umierającym żołnierzem, żeby żaden facet nie przeszkadzał jej w wychowaniu syna;
  • główny bohater ma mnóstwo fantazji seksualnych;
  • wśród bohaterów przewijają się ludzie różnych orientacji (co kiedyś nie było tak naturalne w Polsce);
  • mamy do czynienia ze stosunkami seksualnymi w samochodach, odgryzaniem męskich członków i całą masą absurdu?

Odpowiedź sama się nasuwa - „Świat według Garpa” to książka, którą kazała mi przeczytać moja mama. Nie miałam wtedy zbyt wielu pomysłów dla siebie i znajdowałam się na etapie: nie chcę już korzystać z czytelni dla dzieci!

Nie odbyła się żadna dziwna rozmowa, żadna refleksją życiowa, ani literacka. Po prostu pewnego nudnego dnia mama powiedziała „Wypożycz sobie <Świat według Garpa>” i nawet zapisała mi tytuł na kartce, żebym nie zapomniała w drodze do biblioteki.

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, czy moja mama zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo odmieniła mój gust literacki i jakiego rozpędu nabrałam po tej lekturze. Muszę jej w każdym razie podziękować kiedyś za miłość do Irvinga, która się we mnie narodziła, i która pozwoliła mi potem poznać równie fantastyczne książki, jak np. „W jednej osobie”.

Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu - czyli książka dla samobójców.

O Kunderze wspominałam już nie jeden raz i pewnie wspominać będę do końca życia. „Nieznośną lekkość bytu” mogę czytać bez końca i co rusz trafiać na coś nowego. Jest to lektura, na którą trafiłam w najmniej i jednocześnie najbardziej prozaiczny sposób.

Znacie pewnie ten moment pustki, gdy kompletnie nie wiecie co przeczytać. Nie dlatego, że brak wam pomysłu, tylko dlatego, że popadliście w okres tak podłego nastroju, czy depresji, że wszystko zdaje się nie mieć sensu, a każde towarzystwo, film, audycja, serial, czy książka odrzucają.

Miałam przykrość mieć taki potworny moment na którymś tam roku studiów, że potrafiłam jedynie godzinami wpatrywać się w sufit (mniejsza o powody). Jeden z kolegów z mojego roku, jak zwykle dosadnie, zwrócił uwagę na moją apatię, twierdząc, iż powinnam się po prostu czymś zająć. Nie umiałam mu wyjaśnić, że po prostu nie potrafię w tym momencie niczym się zajmować. Dlatego gdy zaproponował, że może poleci i wypożyczy mi jakąś ciekawą książkę odpowiedziałam: Jeśli chcesz, to przynieś mi coś, co poleciłbyś do przeczytania samobójcy.

Choć brzmiało to absurdalnie, to nie ma wyzwania intelektualnego, którego prawdziwy humanista choć nie spróbowałby się podjąć. Na drugi dzień kolega pojawił się na zajęciach ze starym wydaniem „Nieznośnej lekkości bytu”. Zanim oddałam mu książkę przeczytałam ją dwa razy a później próbowałam się z nim licytować, by mi ją odsprzedał (czego oczywiście nie uczynił i wcale mu się nie dziwię). Teraz mam już własny egzemplarz, który bardzo szybko stał się niezwykle wymęczony, ale nadal równie nieznośnie lekki.


A skąd w waszym życiu wzięły się te najważniejsze pozycje książkowe?
_____________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. "Nieznośna lekkość bytu" - to książka, którą muszę przeczytać. Koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twórczość Irvinga mnie nie "porywa", ale potrafię zrozumieć jej unikatowość i umiejętność wpływu na zmianę gustu czytelniczego ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, nawet jeśli ktoś nie lubi tych książek, to ciężko nie oddać oryginalności Irvinga.

      Usuń
  3. Skrwawione ziemie... - to zdaje się, Mazurkiewicz mówiła i polecała na jednym z pierwszych wykładów. Pamiętam, bo tam dużo o Ukrainie było i o tym jak bardzo ci ludzie cierpieli z głodu, czego konsekwencją była duża śmiertelność na tych terenach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat nie miałam zajęć z dr Mazurkiewicz nigdy :) Ale to na pewno ta sama książka, bo choć opisuje zbrodnie Hitlera i Stalina na wszystkich narodach, to rozdział o głodzie na Ukrainie jest najlepszy, najbardziej przerażający i z pewnością zapada w pamięć najsilniej.

      Usuń
    2. Za to miałaś z Różanem - moim ulubieńcem :D
      Ale wracając do Mazurkiewicz, polecała rewelacyjne i mega ciekawe książki.

      Usuń
    3. Haha, dokładnie, ulubieniec tłumów - Róża. Człowiek, z którym miałam chyba z pięć przedmiotów. Gość, który może prowadzić dosłownie wszystko :D

      Usuń
  4. Coś czuję, że po "Skrwawione ziemie" będę musiała obowiązkowo sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam. Nie jest to lektura łatwa, ale za to świetna.

      Usuń
  5. Nie czytałam ani jednej z wymienionych przez Ciebie pozycji. Czas to nadrobić. Tak się zastanawiam, jakie książki były dla mnie najważniejsze i nie potrafię się zdecydować - każda wniosła coś nowego, pożytecznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym powiedzieć to samo, ale zmarnowałam wiele czasu czytając kompletne badziewia. Chociaż może i one coś wniosły do mojego życia literackiego, np. wstręt do badziewia.

      Usuń
    2. Hm... czyżbym trafiała na same perełki? ;D

      Usuń
    3. Może miałaś to szczęście? A może po prostu rozważniej dobierałaś lektury :)

      Usuń
  6. żadnej z tych książek nie czytałam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można nadrobić :) Zresztą to żadna hańba, każdemu może odpowiadać inny rodzaj literatury.

      Usuń
  7. Chociaż nie mam "aspiracji" do bycia samobójcą, to z chęcią przeczytam powieść "Nieznośna lekkość bytu", z tych książek to właśnie ta pozycja najbardziej mnie interesuje. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie czytałam jeszcze żadnej z tych książek.. Jedną z moich najważniejszych pozycji są wiersze ks. Jana Twardowskiego, dostałam je od koleżanki na 18 urodziny wieki temu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…