Przejdź do głównej zawartości

181. 10 najbardziej uciążliwych spraw w ciąży. / Za czym najbardziej tęsknię?

Wiecie, macierzyństwo jest piękne, czas oczekiwania cudowny i takie tam pierdoły. Te, co przechodzą, wiedzą jak to jest, a te, które jeszcze nie dotarły do tego momentu czytały o tym już z milion razy. Nie wszystko jest jednak super i wspaniałe. Wręcz przeciwnie. Mnóstwo rzeczy mnie irytuje i chociaż cieszę się z dziecka, to tęsknię za moją nieciężarową, jednoosobową wersją.


A za czym tak tęsknię? O matko, a za czym nie?!

1. Praca na całego!

Ciąża nie choroba i pracowałam tak długo, jak tylko mogłam. Niestety i mnie dopadł taki moment, w którym trzeba było przystosować i przebywanie w pracy 10h dziennie okazało się niemożliwe. Jestem bezrobotna i nigdy wcześniej nie czułam się tak... bezrobotna. Niby mam więcej czasu, ale niewiele mogę z nim zrobić (wiecie, nie pójdę skoczyć na bungee, itd.). Czuję się jak jakiś degenerat społeczny, ot co.

2. Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz... 

To jak kobieta przechodzi ciążę zależy od jej organizmu. U każdego leci to jakoś inaczej. Ja miałam to szczęście, że początek ciąży był niemal nieodczuwalny. A teraz? Bez komentarza.

- przed ciążą nie miałam pojęcia czym jest zgaga; teraz wiem to aż nadto...
- co to ma znaczyć, że jak się zanadto zmęczę to wymiotuję i muszę leżeć?!
- brzuch przestał boleć w razie jakiś dolegliwości; on nie boli, on napierdala!

3. Jak to jest być emerytem / grubasem / życiową łamagą.

Zawsze byłam fajtłapą, ale teraz jest tragedia.

- Nie mogę zawiązać butów na stojąco.
- Nie istnieje coś takiego jak wygodna pozycja do spania.
- Nie, nie wstanę za pierwszym razem.

4. Niby możesz wszystko, zachowuj się naturalnie, ale w sumie to nie możesz nic.

Nie mogę ćwiczyć z Chodakowską! No dobra, nigdy nie ćwiczyłam z Chodakowską. Ćwiczyłam z youtubem. Teraz to mogę porobić jakieś zgięcia dla niesprawnych życiodajów. Ja chce biegać, skakać, latać i zrobić Weidera!


Poza tym w zamierzchłych czasach można było siedzieć nad książką, blogiem, czy na imprezie i czuć się super. Gdyby teraz nie spała ponad 24 godziny, chybabym umarła. Śpię w nocy, rano, trochę po południu, trochę wieczorem i znowu w nocy... Jak to?!

Gdzie moje sporty i zarwane nocki?

5. Prosty punkt: Chcę znowu ważyć te 10 kg mniej. Jasne?!

6. Jeszcze mniej złożony punkt: Alkohol! Tak, chcę wina, chcę likiery, chcę browara, a ostatnio to nawet chciałam whisky, której przecież nie cierpię.



7. Tęsknię za moim wstrętem do lekarzy.

Nienawidzę chodzić do lekarza. Nie należę do osób, które biegną do przychodni z przeziębieniem (chyba, że trzeba załatwić zwolnienie lekarskie).

Ciąża oznacza bieganie do pana doktóra co najmniej raz w miesiącu, robienie badań pomiędzy, a pod koniec latanie do przychodni co dwa tygodnie. NIE CHCE MI SIĘ!

A teraz moje TOP of the TOP's. Trzy najcięższe do zniesienia kwestie.

8. Oglądanie ubranek, misiów, pieluszek, smoczków, butelek, innych małych dzieci, wózków i innych pierdół.

Tragedia. Nienawidzę tego. Nienawidzę oglądania tych malutkich ciuszków. Są słodkie, ale nie chce mi się na nie patrzeć - strata czasu. To tak, jakby obchodziło mnie oglądanie kremów, cieni do powiek, czy sukienek. Obrzydliwie nieprzydatne, nudne i irytujące zajęcie.

Ładne body? Śliczne. Ciekawe jak szybko mała je obrzyga.

9. Tęsknię za tym, by ludzie przestali pytać, czy aby na pewno mogę coś zrobić.

Czy na pewno mogę wypić tę jedną kawę? Nie, kurwa, nie mogę. Już czuję jak dziecko zwija się w agonii...

Czy mogę chodzić sama do sklepu tyle razy? Czy mogę wychodzić na lód? Czy uniosę te trzy książki? Czy mogę iść na koncert? Jak to jestem na spacerze w lesie - w takie zimno?! A mogę?!

Jak czuję, że mogę, to mogę. Fuck off.

10. Chciałabym móc zdzielić w pysk każdą obcą / nienależącą do najbliższej rodziny osobę, która maca mnie po brzuchu.

Nie dobra, lekarza nie uderzę. Ale wiecie o co chodzi. Dlaczego mój brzuch nagle stał się dobrem publicznym, które należy pokazywać i obmacywać?
Odejdź ode mnie droga babciu w przychodni, bo ci tę lachę zabiorę i nią przyłożę. I nie, droga pani w autobusie, pani córka nie może "dotknąć dzidziusia". Moje kochane ekspedientki, dziwni znajomi, których nie widziałam po milion lat i wszyscy akurat nietrzeźwi koledzy, których się spotka.


Za to mogę dużo narzekać i wszyscy zwalają to na ciążę. Haha, idioci.




_____________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Wszystko dopiero przede mną. Staramy się z mężem o dziecko, więc Twój post przeczytałam z wielką uwagą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! I jak najlepszych wrażeń życzę :D

      Usuń
  2. To z wagą Cię dobiję ;D Mi się tak złożyło, że... tydzień przed porodem ważyłam równy kilogram mniej, niż przed ciążą ;D Ale nie polecam nikomu - przez kilka miesięcy miałam taki żarciowstręt, że zachowywałam się już jak małe dziecko i mąż musiał za mną latać i mnie pilnować, żebym cokolwiek zjadła. Wiedziałam, że źle robię, ale tak mnie od wszystkiego odpychało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, i co, dzidzia zdrowa się urodziła? Ja dopiero tak w połowie ciąży zaczęłam więcej jeść.

      Usuń
    2. Zdrowiutka :) Mąż za mnie nadrabiał. Wszelkie zachcianki miał on. I brzuch mu rósł odpowiednio do mojego. Tyle, że dziecko ma prawie osiem miesięcy, a u niego brzuch nadal się utrzymuje ;D

      Usuń
    3. Mnie wszyscy straszą tą wagą, jakbym mogła coś na to poradzić. Jem tyle ile czuję potrzebę (dobra, ostatnio nie jem, ostatnio zaczęłam wpier***ć wręcz).

      Haha, bo mąż jest tak dobry, że nie chciał być czuła się za gruba i przejął pałeczkę :D

      Usuń
  3. Serio? Pierwszy raz spotykam sie z kobieta, ktora nie cieszy sie z kupowania malenkich ubranek dla swojego dziecka.A porownywanie wyboru smoczkow czy butelek z wyborem cienia do powiek? Masakra.
    Ciaza to dopiero poczatek poswiecen dla swojego dziecka. Imprezy,alkohol?! Zartujesz?! A co do zarwanych nocek to napewno wroca o to sie nie martw, tylko z odsypianiem w dzien tez bedzie ciezko.
    Zmartwiona bratowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że to początek poświęceń. Fakt, że mi czegoś brakuje nie oznacza, że nie będę robiła dla dziecka wszystkiego :)

      A zakupy, jakiekolwiek ciuchowe, etc. zawsze będą dla mnie beznadziejnie nudnym i powtarzalnym zajęciem. Tak jak kosmetyki, ubrania są rzeczą tak nieistotną pod względem wyglądu, że aż nie chce mi się o nich myśleć. Bo tak naprawdę co za różnica co kto na siebie wkłada? Zakupami zacznę się interesować za kilka lat, jak będę wiedzieć co córka chce czytać, czy jakim hobby się zajmować :)

      Usuń
  4. Nie wiem czy chciałabym mieć dzieci, a wcześniej być w ciąży. Mimo, że blisko mi do tej całej ,,dorosłości"... (i tutaj urwał mi się wątek, mniejsza z tym).
    ,,Jestem bezrobotna i nigdy wcześniej nie czułam się tak... bezrobotna." Coś jest w tym zdaniu. A mogę zapytać jaką pracę wcześniej miałaś?
    Zgaga? Jedno z najgorszych uczuć, znajdującego się blisko pana refluksa. No, wymioty też z nimi trzymają. Swego czasu wiedziałam co czujesz, a może nawet mogę powiedzieć, że nadal wiem.
    Do wagi wrócisz, a i sport będziesz mogła uprawiać z czasem.
    Dzielę z Tobą ten 8 punkt, choć czasami łapię się na oglądaniu czekolad... Ale to co innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezpośrednio przed ciążą pracowałam jako sprzedawca sieci telewizyjnej i obsługa klienta. A wcześniej - różnie to bywało. Miałam też studia, ale się zestarzałam.

      Oglądasz czekolady? Ale tak... z tęsknoty, bo jesteś na diecie, czy po prostu nigdy nie możesz się od razu zdecydować? :D

      Usuń
  5. Dajże spokój :D Szóstka Weidera to tragedia, za czym tu tęsknić? :P

    Za to szalenie podoba mi się ta konkluzja na koniec, o narzekaniu, boska! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tak wymawiam - zaczęłam robić tę 6, ale poległam i potem dowiedziałam się, że jestem w którymś tygodniu ciąży i uznałam, że przez to nie dałam rady :D

      Usuń
  6. Kolorowo nie jest, potem będzie jeszcze gorzej, ale wszystko to znika jak się te maluśkie oczka rączusie zobaczy. Potem to dopiero są Gwiezde wojny, kiedy malec osiąga dwa latka i przechodzi but dwulatka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle myślę, że masakra zacznie się właśnie jak mała nauczy się pyskować.

      Usuń
  7. Szczerze? Przeraża mnie moja przyszła ewentualna ciąża ;p Najbardziej się martwię, że nigdy nie wrócę do swojej figury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat powinien być najmniejszy problem. Przynajmniej u mnie, utyłam tyle co że mam brzuszek.

      Usuń
  8. Bardzo dobry post, ja mam jeszcze takie przeżycia przed sobą, ale mam dwie starsze siostry i koleżankę, która właśnie urodziła. Wszystkie (jak jeden mąż :) ) przychyliłyby się do większości punktów. Moja siostra miała to nieszczęście wymiotować jeszcze w trakcie porodu... Obie siostry wspominają ten czas, jak jakiś kosmos... Wiem jednak, że jest to zależne odo osoby, a nie od samego stanu. Niektóre kobiety czują się w ciąży świetne, nadal ćwiczą, nie mają mdłości, a buty zawiązuje im kochany małżonek :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, każdy przechodzi ten okres inaczej. Moja mama urodziła nas czworo i mówi, że każda ciąża była zupełnie inna.

      Współczuję twojej siostrze. U mnie przerażenie porodem rośnie z każdym dniem, bo właściwie to może być już teraz zaraz, za tydzień, czy za dwa.

      Usuń
  9. z tym macaniem po brzuchu to też bym nie wyrobiła, jeszcze dzieci rozumiem, bo to takie szczere i bezmyślne, ale stare baby w przychodni, no proszę Cię. a gdybyś ustawiła się przed nimi w kolejce, to pewnie zdzieliłyby Cię laską XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym też chciałam kiedyś napisać! Te wszystkie emerytki wiecznie nie mają czasu i siedzą w tych kolejkach. Raz lekarka musiała po mnie wyjść i je opieprzyć, bo miałam wejść przodem (badanie glukozy, pewnie wiesz o co chodzi), a baby mi dosłownie kulami i laskami przejście zagradzały! Bo one są starsze i przyszły wcześniej (co zresztą i tak było nieprawdą).

      Usuń
  10. ja jeszcze nigdy na poważnie się nie przeprowadzałam. to moja pierwsza przeprowadzka, bo do Berlina z Polski przyjechałam z... jedną walizką XD

    OdpowiedzUsuń
  11. my nie mamy zbyt dużego bagażu, nawet po dwóch latach w jednym mieszkaniu. staraliśmy się nie inwestować więcej, niż konieczne, żeby odłożyć maksymalną sumę pieniędzy i kupić wszystko, o czym tylko marzymy, do nowego mieszkania :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…