Przejdź do głównej zawartości

182. Życie na bezrobociu - książkowy styczeń

Tragedia. Jestem bezrobotna już tak długo (aż miesiąc), że zaczyna mi odbijać. Za to zdecydowanie mam czas czytać książki. Dlatego łapię wszystko, co nie ucieka. No... czyli wszystko. Nigdy nie robiłam książkowych podsumowań miesiąca, ale chwilowo nie mam weny na inny wpis. A uwierzcie mi, nie chcecie znać mojej opinii na temat "Bitwy pod Wiedniem".

Taki stosik "wypożyczeń" od kolegi
52 książki w rok

Pewnie wszyscy znacie już tę akcję "Przeczytam 52 w książki w .... roku". Dosyć powszechna inicjatywa, ciągnie się już zresztą od kilku lat. Żeby osiągnąć ten cel wystarczy pochłonąć jedną książkę tygodniowo. Założoną liczbę udało mi się osiągnąć jedynie w 2011 roku, ale nigdy nad tym nie rozpaczałam. Ostatecznie wolę mieć na liście książki, które zajmowały więcej czasu, np. Normana Daviesa, czy Timothy Snydera, niż w zamian za nie dziesięć romansów. Co kto lubi. Ja w każdym razie nadal stawiam raczej na jakość, niż na ilość. Chociaż nie wszystkie czytane przeze mnie książki są warte głębszej uwagi, a mimo to wcisnęłam je w siebie, bo skoro już ktoś pofatygował się, aby przywieźć mi je prosto do domu, to byłoby nieuprzejmym nawet nie spróbować skorzystać.

Przez styczeń przeszłam jak burza i liczebnością lektur nadrobiłam właściwie cel za dwa miesiące. 

Styczniowa lista:

  1. Wszystko za Everest - Jon Krakauer
  2. Paragraf 22 - Joseph Heller
  3. Jedenaście godzin - Paullina Simons
  4. Daniel na Saharze - Danuta Bieńkowska
  5. Śladami człowieka z blizną - Julius Mader
  6. Sensacje XX wieku - Bogusław Wołoszański
  7. Na dnie w Paryżu i Londynie - George Orwell
  8. Ostatnia Noc w Twisted River - John Irving




Największe zaskoczenie

Z całej tej listy najbardziej zdziwiłam się czytając "Wszystko za Everest". Wspinaczka nie pociąga mnie ani trochę i nigdy nie czytywałam relacji alpinistów. Tak naprawdę po tę lekturę sięgnęłam na końcu, jak już wyczerpały mi się pomysły i nie chciało mi się wychodzić z domu. Myślałam, że przejrzę ją raczej pro forma, niż na poważnie. Jednak to fantastyczna, choć jednocześnie okropnie dramatyczna, relacja z wyprawy w Himalaje. Polecam każdemu, niesamowicie emocjonująca lektura.

Bardzo szybko można też połknąć "Jedenaście godzin", choć zastanawiam się co kolega miał na myśli dając mi na "spokojny wieczór" książkę o porwaniu kobiety w dziewiątym miesiącu ciąży, dodatkowo gwałconej w czasie porodu. Jeszcze go o to nie spytałam.

Źródło
Co się odwlecze, to nie uciecze

Jeśli ktoś czyta Recenzje Ami to pewnie wie o comiesięcznym wydaniu Klucznika. Jak ktoś nie wie to niech klika i czyta.

Co prawda nie biorę udziału w wyzwaniu, bo jak sobie coś narzucam, to zazwyczaj tego nie wykonuję. Jednak ze styczniowych kategorii zdecydowanie podpadłam pod "Co się odwlecze, to nie uciecze". W końcu bowiem przeczytałam "Paragraf 22", który jest świetną lekturą, ale z jakiegoś powodu towarzyszył mi przez niemal trzy miesiące. Poza tym wreszcie mam za sobą "Twisted River" Irvinga. Teraz nie rozumiem czemu wcześniej miałam taką awersję do tej książki. Fakt, jest ona przykładem tego, że nawet ulubiony pisarz potrafi stworzyć coś w taki sposób, by nas to zniechęcało. Cieszę się, że to nie była moja pierwsza przeczytana książka Irvinga. Jednak nie jest taka zła, jak wydawała mi się jeszcze rok temu, gdy ją kupiłam i wepchnęłam na półkę po kilkudziesięciu stronach. To rozwlekła historia, jedna z tych budowanych wielopokoleniowo. Zachęcam do czytania osoby, które już znają Irvinga.

A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego ode mnie dla mnie

Jestem strasznie kiepska w robieniu podsumowań. Zresztą, to chyba widać po tym wpisie. Ostatnio jednak wiele z was miało jakąś rocznicę na blogu. Przyszło mi do głowy, by sprawdzić kiedy Histeryczna pojawiła się pod aktualnym adresem.
Niespodzianka - w lutym 2012 roku.
Wychodzi więc na to, że zaczyna się już 5 rok mojego biadolenia wam o dupie Maryni i innych fascynujących kwestiach. Brawo ja.

_____________________
Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Ile lat? Wow! Gratuluję :D Oby tak dalej! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Za to kompletnie nie mogę sobie przypomnieć kiedy ogólnie zaczęłam blogować, jeszcze za czasów używalności WP i pożal się Borze Tucholski Onetu.

      Usuń
  2. Sporo książek przeczytałaś. Nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, ja pomimo mego bezrobocia w styczniu przeczytałam 3 książki :D I kolejnego roku blogowania życzę :D A, i osobiście nie bawię się w tą akcję 52 książki. Wolę faktycznie skupić się na akcji/mądrym przekazie itepe niż się ścigać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze robisz. Jak napisałam, lepiej jedną a konkretną, niż np. kilka Harlequinów. Ja nie wiem, czy dobrnę w tym roku do 52 książek, ale szczerze wątpię, bo jak urodzę to pewnie będę miała pełne ręce roboty :)

      Usuń
  4. Bardzo dobry wynik, gratuluję! Ja nie mam nic do romansów, nie uważam ich za stratę czasu, odprężam się przy nich, wzruszam, czasami pośmieję. Z Twojej listy najbardziej ciekawi mnie pozycja Paulliny Simons. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przebrnęłam do końca tylko przez kilka romansów. Ogólnie są dobre książki z tego gatunku. Niestety mam awersję do historii banalnych lub bzdurnych.

      Ale masz rację - można się przy nich świetnie odprężyć. Do tego ciastka i herbatka z miodem... żyć nie umierać :)

      Polecam tę książkę, jest naprawdę bardzo dobra. Do tego nie ciągnie się przesadnie i napisana została w sposób bardzo klarowny.

      Usuń
  5. Brawo Ty :D!
    Też mam takie podejście, że stawiam na jakość książek, a nie ich ilość. Listę przeczytanych robię, ale nie w ramach jakiegoś wyzwania, a dla siebie, żeby wiedzieć co i kiedy przeczytałam.
    Choć jak się zastanowię to poniekąd narzuciłam sobie sama wezwanie, bo ściągnęłam listę wszystkich książek Agathy Christie i po kolei odznaczam przeczytane pozycje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwo, mimo popularności, czytałam tylko jedną książkę Christie, do tego dawno temu i po angielsku.

      Usuń
  6. Korzystaj, bo później czasu będzie brak ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. widzę, że dzielnie walczysz z nudą! czytaj, póki możesz, bo potem dzidzia Ci będzie zasłaniać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nigdy nie nudzę, zawsze znajdzie się jakieś zajęcie :)

      Usuń
  8. wow, mkniesz jak burza :)) mnie 52 książki (a nawet 56) udało się osiągnąć w 2014.. "Wszystko za Everest" chcę przeczytać od dawna, lubię góry i tematykę o nich, też alpinizm, himalaizm, śledzę na bieżąco wszystkie tego typu wydarzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam, na pewno ci się ta książka spodoba.

      Usuń
  9. Ja na styczniowej liście umieściłam 5 pozycji. :) Jak na mnie to i tak dużo, bo w międzyczasie przygotowywałam się do egzaminów i miliona innych rzeczy :D Od dość dawna mam zamiar przeczytać "Jedenaście godzin" i tak czeka na mnie i czeka ta książka... a ja nie mogę się za nią zabrać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dużo jak na czas egzaminów. Mam nadzieję, że wszystko zdałaś :D

      Usuń
  10. Ja przestałam kontrolować ile czytam ... nie mam tyle czasu co kiedyś, ale staram się w wolnej chwili poczytać to i owo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie też bym tego nie kontrolowała, ale korzystam z lubimyczytac.pl i tam w prosty sposób można mieć na wszystko oko.

      Usuń
  11. Jedzenie tez łapiesz? Ono też w końcu nie ucieka w popłochu (ani tym bardziej bez tego ,,popłochu"). Co do tego tematu i odnoście Twojego pytania pod moim ostatnim komentarzem.Bardziej szukam nowych smaków, tego co nie próbowałam, bo kocham słodycze, a i muszę mieć zawsze co zrecenzować (ale najpierw zjeść) na drugiego bloga. ;) kwintesencja-smaku.blogspot.com Jeśli by Cię to interesowało.
    Twoje biadolenie o dupie Maryni wychodzi nadzwyczaj dobrze. Tak trzymaj. :D
    No i nie wiem czy pisałam, ale czytać nie lubię i jakoś się nie rwę do tego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. No tak bez robocie czasami jest dobre, zwłaszcza jeżeli można czas zabić taką przyjemnością jak czytanie ... zazdroszczę ludziom, którzy z czytania żyją :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sporo książek przeczytałaś. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…