Przejdź do głównej zawartości

188. Kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi

Błogość życia za czyjeś pieniądze kiedyś musi się skończyć. W sumie to i dobrze - ten, kto pracuje, doskonale wie jak dobrze jest dysponować własnymi funduszami. Jednak nie ma nic za darmo i na pieniądze trzeba sobie zapracować. Ostatnio Patrycja napisała notkę pod tytułem Pani bizneswomen - czyli o tym, gdzie pracowałam (i to od najmłodszych lat!)
W odpowiedzi na zadane na jej końcu pytanie tworzę właśnie ten wpis, zapraszam!

Źródło


Truskawek niestety nie zbierałam

Z tego co pamiętam, to moje starsze rodzeństwo zbierało truskawki, biegało z gazetkami, etc. Ja nie byłam tak zapalona do pracy a szkoda. Gdy oni zarabiali pierwsze pieniądze ja siedziałam na podwórku, pisałam opowiadania i udawałam, że kiedyś zostanę pisarką.

Panią chyba pojeb***, że ja będę tyle czekać! #1

Pierwsze odpowiedzialne zajęcie jakim mnie obdarzono od razu wiązało się z pracą przy biureczku. Moja mama była rejestratorką medyczną - jedną na całą okulistykę w jej przychodni. Potrzebowała pomocy z archiwum i obsługą pacjentów a ja ochoczo się do niej zgłaszałam. Dostawałam za to grosze i fanty, przecież nie ograbiłabym własnej mamy. Patrząc na to z perspektywy czasu doliczyłam się, że spędziłam tam łącznie ponad rok na archiwizowaniu dokumentów i innych pracach biurowych.

A także na dowiadywaniu się, że jestem nienormalna, że to moja wina, że NFZ jest do dupy, że nie mogę iść do toalety, bo pani sobie życzy bym podeszła do niej TERAZ, itp.




Kaganiec oświaty

Wymieniam to choć nie dostałam ani grosza za tę działalność - uważam, że powinnam. W normalnych zawodach płaci się uczniom za praktyki, bo jakby nie patrzeć - pracują. Nauczycielskie praktyki są bezpłatne. Byłam w podstawówce, dwóch gimnazjach, liceum, technikum i zawodówce. To była moja ulubiona "praca". Niestety tylko na praktyki, na chwilę i za darmo.

Panią chyba pojeb***! #2

Pracowałam jako konsultant dla pewnej fioletowej sieci telefonii komórkowej. Nie, nie dzwoniłam do waszej babci, żeby sprzedać jej internet. Oddzwaniałam do klientów, którzy pisali wiadomości na temat swoich kłopotów z siecią. Moim zadaniem było rozwiązywanie tych problemów.

Ludzie drą pyska przez telefon, nie ma co. Średnio mnie to jednak obchodziło, praca była całkiem niezła. Nie wytrzymałam atmosfery odgórnej, wiecznych pretensji i debilnych wytycznych.

Czy podać coś jeszcze?

Stałam za kasą, latałam z towarem, sprzątałam sklep i wyrzucałam meneli na zewnątrz. Innymi słowy - byłam EKSpedientką. Sklep był genialny, bo prawie nie było w nim towaru. Pracowało się ekstra, bo ruch był nieduży. Pokłóciłam się jednak z szefem używając wobec niego trochę...cóż, niewybrednych słów i pewnego dnia po prostu stwierdziłam, że sobie idę i nie wracam.

PS Sklep był na skraju życia, więc dwa dni później został zamknięty na amen.

Panią chyba pojeb***! #3

Kolejna praca z ludźmi - tym razem doradca pewnej telewizji na wyspie w markecie. Tym razem byłam też sprzedawcą produktu, więc niewątpliwie było ciekawie. Ludzkie pretensje są chyba wpisane w takie zawody, więc mówi się trudno. Pewnym jest natomiast, że takiego szefostwa, jakie tam miałam, nie będę miała już nigdzie! Niestety.

Prrrrrrrrrrrrr

To niby nie praca a niby nikt nam za to nie zapłaci nigdy, ale moim kolejnym pełnoetatowym zajęciem było (i jest) macierzyństwo. Wymieniam to żeby podbić sobie ego.

A "Prrrrr" napisałam, bo chciałam żeby komuś skojarzyło się z koniami. Lubię konie.

To co tygryski lubią najbardziej

Czyli pisanie. Nie potrafię dokładnie doliczyć się ile to już czasu mija od kiedy zaczęłam zarabiać na pisaniu. Praca jako copywriter bardzo mi odpowiada, bo robię to, co lubię i do tego wtedy, kiedy sama uznam za słuszne. Niektóre zlecenia są zresztą naprawdę bardzo ciekawe. A jak jest ich dużo to ładnie uzupełniają portfel.

Mam wrażenie, że prac było mało, ale każda w jakiś sposób wiąże się z pisaniem lub pracą z ludźmi. Wszystko to uwielbiam i w każdym "zawodzie" siedziałam co najmniej rok. Szczerze mówiąc mogłabym dzisiaj robić nadal cokolwiek z wymienionych rzeczy. 

Aktualnie zarabiam wyłącznie jako copywriter, ale mam nadzieję, że niedługo uzupełnię listę o coś ciekawego.


_____________________
Znajdź mnie:


Komentarze

  1. Praca copywritera to dla mnie wymarzony zawód. Może mi się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję :) A tak z ciekawości - próbujesz już swoich sił?

      Usuń
  2. Bogate doświadczenie zawodowe. Coś o ludziach z przychodni i archwizowaniu kart poradnianych wiem. Niestety. I takich ludzi, którzy żyją z pretensji do pracowników w białych fartuchach, trochę zarejestrowałam w zwojach swej pamięci.
    A jak to się stało, że trafiłaś na historię, a nie na filologię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, nigdy nawet nie myślałam o filologii.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć! Trafiłam tu do Ciebie od Wilmy :) Ja też zaczynałam karierę zawodową od obsługi klienta i handlu. Moim zdaniem to niezła szkoła życia i umiejętności. Raz nabyte w tych "działkach", przydadzą się w życiu wszędzie, także w relacjach prywatnych. Cierpliwość, empatia, umiejętność negocjacji, zwiększona odporność na "wkurwa" ;)

    Ja też obecnie zarabiam na życie pisaniem. Mam doświadczenie prasowe, marketingowe, scenariopisarskie i przy innych tekstach. Jestem obecnie związana z pewną firmą, a chciałabym znacznie poszerzyć swoją działalność copywriterską indywidualnie, powoli przechodzić na swoje. Jeśli mogę spytać, jak zaczynałaś swoją przygodę z copwritngiem? Posiłkowałaś się portalami zrzeszającymi copy, czy sama szukałaś zleceń?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie używałam tego typu portali. Zlecenia przeważnie znajduję sama, czasami to one znajdują mnie przez bloga :)

      Usuń
  5. Czyli jednak da się żyć z copywritingu? :) Inna sprawa, że chyba nie do końca wiem, na czym polega taka praca; kojarzy mi się głównie z pisaniem tzw. precli, czyli podobnych do siebie tekstów, które służą podnoszeniu miejsca w wyszukiwarce (chyba, nawet tego nie jestem pewna). Tyle, co kojarzę, to to że na oferiach i innych tam podawano jakieś śmieszne kwoty typu złotówka za tekst niegdyś... dlatego nie ogarniam do końca jak to działa i jak się może opłacać... liczę, że mnie, debilka, oświecisz ;).
    Swoją drogą ja aktualnie pracuję jako menedżer na stoisku świeżym i kiedyś komuś poderżnę gardło, tak mi ciśnienie skacze na klientów ;) Marzyłabym o powrocie do pracy tłumacza pisemnego, ale jestem za mało przebojowa i ogarnięta, żeby sobie załatwić na tyle zleceń, by przeżyć, zwłaszcza z mojego rzadkiego języka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat na osobny wpis :D Ale z chęcią napiszę coś o copywritingu :)

      Klienci to osobny gatunek, takie niesamowite stworzenia, które w sekundę potrafią doprowadzić stoika do furii.

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…