Przejdź do głównej zawartości

192. Ile jest mnie na moim blogu?

Dzisiaj bardzo luźny wpis. Z jednej strony dlatego, że nie mam pomysłu na nic ciekawgo a z drugiej strony dlatego, że naprawdę zastanawia mnie ta kwestia - ile jest mnie na moim blogu? Albo może ile autora chcielibyście widzieć na blogu?




O co mi chodzi?

Pewnie wyrażam się na tyle niejasno, że zastanawiacie się: "co ona pitoli?". Otóż chodzi mi o opisywanie realnych faktów ze swojego osobistego życia na blogu oraz dokumentowanie ich. I to nie z serii "lubię czytać Irvinga i mogę wstawić wam zdjęcie jego książek, które posiadam". Chodzi raczej o pokazywanie samej siebie, pokazywanie potomstwa, opisywanie swojego miejsca pracy, swojego mieszkania, rodziny, itd. Jak dalece może być posunięte ujawnianie swojego prywatnego życia w Internecie?

Zawsze byłam temu przeciwna. Absolutnie przeciwna. Pokazać swój twarzo-pysk na blogu? W życiu! Katować zdjęciami dziecka? Jeszcze czego! I co to kogo obchodzi ile mam rodzeństwa, gdzie pracuję i co jadłam na śniadanie? Takich wpisów co prawda jest multum, ale jakoś nigdy nie mogłam się do nich przekonać.

Ponad 5 lat a my się znamy i nie znamy

Im dłużej tutaj jestem (a to już ponad 5 lat na samej Histerycznej, nie mówiąc o starszych blogach), tym częściej zapominam się w postach i piszę o sobie, o rodzinie, itd. Ujawniam wiele faktów, których wcześniej nie poruszałam. Nieraz stworzyłam już wpis, który następnie usuwałam, gdyż po ponownym przeczytaniu stwierdzałam, że nie jest o niczym interesującym i dodatkowo jest zbyt osobisty. Nieraz też przeglądałam fotografie i miałam ochotę coś tutaj dodać a potem stwierdzałam, że to takie obnażanie swojej prywatności online.

Jednocześnie im dłużej tutaj jestem, tym bardziej zastanawiam się czy to naprawdę aż takie straszne mówić o sobie? Jasne, trzeba chronić prywatność, ale jakie zagrożenie ściągam na siebie pokazując jak wyglądam lub mówiąc co robię zawodowo?

Rzadko znajdują się u mnie wpisy realnie osobiste - o tym jakich używam kosmetyków, co robię wieczorami czy gdzie chodzę na spacery. Dlaczego? Sama nie wiem. Wewnętrzny opór.

Nie boję się siebie tylko was

Dzisiaj doszłam właśnie do takiego wniosku. Wcale nie boję się własnego oporu. Nie jestem już w liceum by przejmować się, co pomyślą ludzie z klasy jak zobaczą mojego bloga. Stracha napędza mi wasza reakcja. Gdy stwierdzicie, że z bloga zrobił się osobisty chłam i nie chce się wam już go czytać. 

Stąd ten wpis - zżera mnie ciekawość! Jak czyta wam się wpisy doprawione osobą autora? Odrażają was blogi o wysokiej personalizacji?

_______________________________________

Znajdź mnie:

Komentarze

  1. No, no czasami trzeba się ulać. Taka prawdziwa twarz wnosi sporo świeżości. Nie wiem, jak Ty, ale ja piszę dla siebie. Taki pełen egoizm. Wreszcie coś dla siebie 😂😁😀blog. Chociaż obecność innych,
    Miło łechta moją pròżność😂😁😀
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy bloger (poza tymi zarabiającymi) pisze dla siebie. Ale tak, jak napisałaś, obecności innych, hmmm nooo :D A niektóre osoby są tutaj tak długo, że nie wyobrażam sobie nawet nie dowiadywać się, co u nich słychać i co sądzą na dane tematy. Nie chciałabym więc, aby nagle zniknęły, bo blog zrobił się miałki.

      Usuń
    2. Wcześniej przez 6 lat miałam bloga na Onecie.
      Wyskoczyłam
      z tematem nieciekawym dla pana Lisa i mnie zablokowali. Takim sposobem jestem tu i teraz. Ze starej kadry zagląda kilka osób. Mamy też kontakt przez, FB.
      To się liczy...
      Miłego weekendu

      Usuń
  2. Ja tam myślę, że powinnaś pisać to, o czym sama lubisz czytać. Jeśli lubisz spersonalizowane blogi, to sama taki twórz. Jeśli nie, to nie :). Ogólnie dobrze jest jednak, jeśli blog jest w miarę konsekwentny w swojej formie. Jeśli czytam bloga, bo wiem, że są na nim dobre recenzje książek, to mogę się zniechęcić, gdy co trzeci wpis będzie o tym, co ktoś zjadł na śniadanie. Jeśli czytam bloga o śniadaniach, to zniechęci mnie, jeśli co drugi wpis będzie o tym, jakiej muzyki aktualnie bloger słucha. Niemniej oczywiście raz na ruski rok offtop jest miły, przypomina, że bloger też człowiek i poszerza horyzonty :). Byle z umiarem. Bardzo dobrym rozwiązaniem, jeśli chce się pisać na różne tematy jest założenie paru blogów i dobrze widoczne odnośniki do nich. Ja mam jeden blog o fanfikcji, a drugi, osobny, o wędlinach. To z takich moich ogólnych rozważań w temacie. Natomiast przyznam, że Ty piszesz tak zajmująco o wszystkim, że nawet jak dajesz więcej offtopowych wpisów, to mi to nie przeszkadza. Ludzie z charyzmą mogą wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement.

      Masz rację, często wchodzę na blogi typowo tematyczne i jestem co najmniej zdziwiona, gdy okazuje się, że autor nagle całkiem zmienił front na "żaden" czyli z książki na jaki mam kolor paznokci gdy w moim mieście świeci słońce.

      Nawet jeśli piszę w miarę znośnie to jakoś ostatnio dochodzę do wniosku, że mój blog jest właśnie o niczym i o wszystkim jednocześnie. Tylko jeszcze nie wiem czy to dobrze, czy źle.

      Usuń
  3. Dziękuję za komentarz, dzięki temu mogłam do Ciebie zawitać :)
    Lubię poznawać ludzi przez ich wpisy. Prywatność jest ważna, więc warto nie ujawniać wszystkiego. Wpisy o codzienności mogą być również bardzo ciekawe, może autor czasem coś poleci, gdzieś pojedzie, zje coś dobrego, podzieli się tym z użytkownikami i inni odkryją specyfikę miejsca lub potrawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam cię na Świat według Darcy i spodobał mi się twój blog :)

      Widzę, że jednak nie jest tak źle z tym odbiorem życia prywatnego online. Teraz zaczynam się zastanawiać dlaczego tak wielu czytanych przeze mnie blogerów pomija prywatę na swoich stronach :D

      Usuń
  4. Według mnie powinnaś pisać o tym o czym chcesz, publikować te fakty, które według Ciebie możesz zdradzić, poinformować. To Twój blog a pisanie ma sprawiać Ci przyjemność. Ważne aby w tych postach było czuć prawdzią Ciebie a nie kimś kim nie jesteś. Takie posty, taki blog czyta się z przyjemnością i zainteresowaniem - wyczekuje się kolejnych postów. Można poznać ciekawe miejsca, razem z autorem zwiedzić je (wirtualnie ale jednak), dowiedzieć się czegoś ciekawego, nowego :)
    Wazne abyś była w nim prawdziwa Ty :) Pamiętaj jednak aby nie zatracić się w tych postach i nie opowiedzieć za dużo, czegoś o czym jednak nie powinno się mówić. Jakby nie było to jednak intenret i nie wiadomo w jakie miejsce "zawędruje" ten post...

    PS Dziękuję za piękny komentarz na moim blogu :) Dzięki niemu odkryłam Twój blog :)
    PS 2 W komentarzu powyżej napisałaś "Nawet jeśli piszę w miarę znośnie to jakoś ostatnio dochodzę do wniosku, że mój blog jest właśnie o niczym i o wszystkim jednocześnie. Tylko jeszcze nie wiem czy to dobrze, czy źle." często taki miszmasz jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie masz rację i miszmasz wcale nie musi być wadą. Mam nadzieję, że dotyczy to też mojego bloga, bo chyba nigdy nie był monotematyczny.

      Nie mogłam się nie odezwać przy tak dobrej recenzji TAKIEJ książki :)

      Usuń
  5. Ja bardzo lubię czytać blogi pamiętniki i sama taki prowadzę, dlatego mnie bać się nie musisz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję :D Naprawdę jest to pocieszenie. U Ciebie jest bardzo przyjemnie. Ja taki szczery pamiętnik piszę od ponad 10 lat, ale w zeszycie. Chciałabym jednak zacząć dzielić się niektórymi wydarzeniami i chyba tak zrobię.

      Usuń
  6. Zanim weszłam na Twojego bloga, zrobiłam sobie listę "faktów o mnie", bo również wpadłam na pomysł, aby czasem dzielić się trochę prywatnością. Fajnie jest poznawać ludzi z internetu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie masz rację. Przez Internet można poznać mnóstwo bardzo ciekawych osób (zresztą jesteś tego świetnym przykładem).

      Usuń
  7. Hmm, ja kiedyś byłam bardzo powściągliwa, pisałam jakby o innej osobie, nic swojego nie pokazywałam, ale uznałam, że mój blog będzie pamiętnikiem i stał się osobistym miejscem, są zdjęcia, choć rzadko ja na nich jestem, ale są. Natomiast nie mam już dziś wielkich oporów przed pisaniem o sobie:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że niepotrzebnie mam takie dylematy. Dobrze, że wrzuciłam ten wpis, bo bardzo podniosłyście mnie na duchu :)

      Usuń
  8. Generalnie... to ja mam to szczęście znać Cię osobiście, wpadam tylko by poczytać, bo lubię jak piszesz i czasem potrzebne jest mi Twoje spojrzenie na pewne kwestie oraz Twoja ocena książek autorów i np. Muzyków oraz ich twórczości. Nie przeszkadza mi to, że od czasu do czasu napiszesz coś o sobie, a to nawet czasem wskazane, bo wówczas lepiej poznaje się blogera rozumie jego wybór, styl i spojrzenie. Inna sprawa to prywatność, wiesz... po moich ostatnich doświadczeniach, stwierdzam, że lepiej nie wywalać tak wszystkiego o sobie i o swoich bliskich, bo pewnego pięknego dnia znajdzie się jakiś typ lub typiara i wykorzysta to przeciwko nas robiąc z tego sensacje XXI wieku na internetach. :)
    Pozdro majowo i czekam na Twoje typy eurowizyjnych pieśniarek i pieśniarzy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Eurowizja, mój ulubiony wsiowy konkurs :D

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy post i interesujące pytanie. Ja mogłabym odpowiedzieć na nie , ze na moim blogu jest mnie ponad 90 procent , bardzo często posty opierają się na moim osobistym życiu , ale taki był główny powód założenia bloga , po to abym mogła "złapać te życiowe chwile " i po jakimś czasie wrócić i czytać co się u mnie działo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy powód do założenia bloga jest dobry :) Ja nie umiem aż tak pamiętnikować, ale widzę, że trochę mi nie zaszkodzi :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

116. Olive Green, czyli jak zagrać w film i nauczyć się angielskiego.

Pamiętam, jak ostatnio w czasie rozmowy przez Skype moja babcia powiedziała, że w głowie jej się nie mieszczą te “wszystkie technologi jakie człowiek nawymyślał”. Faktycznie, trzeba przyznać jej rację - żyjemy w dosyć ciekawych czasach. Podejrzewam, że każde z was wie, czym jest film interaktywny. Dla przypomnienia napiszę, że pozwala on na ingerencję widza w fabułę. Pierwszy taki film powstał w latach 60. XX wieku w Czechosłowacji*. Dzisiaj mamy ich wiele i mogą one służyć nie tylko rozrywce, ale też nauce. Bardzo dobrym jest krótki polski film, który uczy widza pierwszej pomocy**. Po prostu wybieramy opcje działania - co ma się stać - i dalsza akcja jest efektem naszego wyboru.
Teraz wykorzystanie filmu interaktywnego do nauki ruszyło naprzód.
SuperMemo World***, firma (z siedzibą w Poznaniu) istnieje od lat 90. XX wieku i jest kolejnym dowodem na to, co potrafią stworzyć polscy studenci. Wykorzystuje ona technologie (czy też technologi, jakby to rzekła moja kochana babcia) do badania…