Przejdź do głównej zawartości

194. Eurowizja 2017

Nadszedł ten wspaniały czas mojego ulubionego wsiowego konkursu piosenki Eurowizji. Tym razem odbywa się on na Ukrainie, więc nie jest przypadkiem, że nie zobaczymy tam Rosji. Jednak mnie kontrowersje polityczne obchodzą tyle co nic. Po prostu kocham muzykę z całego świata, przejdźmy więc do rzeczy!



LOVE STORY

Zaczynam od love-songów żeby mieć to już z głowy. Zastanawiam się tylko kogo postawić na niechlubnym pierwszym miejscu. Zacznę od Cypru czyli Hovig z piosenką "Gravity". To chyba największe dno w całym konkursie. Wykonanie okropne, piosenka beznadziejna. Śmiechu warte. Boys-band w parodii jednego gracza.

Bardzo zawiodłam się na Szwecji! Taki słaby tekst? Może i wykonanie sympatyczne, ale cały utwór miałki. Równie "głęboki" jest utwór hiszpański. Za to najbardziej miłościowo miłościwie rzygająca tęczą jest piosenka reprezentantki Wielkiej Brytanii.

Jako wspaniały wyjątek daję wam Grecję "This is Love" Demy. Piosenka jest nowoczesna, ale bez przesady i pięknie wykonana.




Utwory, obok których nie mogłam przejść obojętnie

Tutaj zacznę od Azerbejdżanu i Armenii. Oba kraje są reprezentowane przez świetnie wykonane utwory. Uważam, że żaden z nich nie wygra, ale warto ściągnąć sobie te piosenki.

Ciekawa jest również propozycja Bułgarii. Jest wykonywana w stylu "delikatnego chłopca", ale to bardzo refleksyjny utwór.

Najbardziej oryginalne

Moim zdaniem cztery kraje bardzo się wyróżniły. Pierwszy z nich to Włochy, czyli "Occidentali’s Karma". To najbardziej pozytywny utwór całego konkursu. Moim zdaniem jest zajebisty!



Drugi kraj, który się wyróżnia to Portugalia. Salvador Sobral to portugalski Elvis Presley. Mi się to nie podoba, ale wcale się nie dziwię, że trafił do finału.

Nie będę się za bardzo rozpisywała o trzecim kraju. Rumuni jodłują!

Za to zdecydowanym fenomenem jest CHORWACJA! Jacques Houdek ze swoim "My Friend" gość zamiótł scenę. Nie dość, że tekst jest najlepszy ze wszystkich w tej edycji, nie dość, że w dwóch językach to jeszcze do tego artysta śpiewa na dwa głosy SAM! Delikatnie i operowo. Niesamowite.



Polska

Powiem tak - nie ma wstydu. Powiem więcej - jest moc!

Nie wiem kim jest Kasia Moś, przyznaję się bez bicia. Dlatego gdybym bez podpisów słuchała tego utworu nie powiedziałabym, że reprezentuje ona Polskę. Jest na wspaniałym poziomie, sięga najlepszych. Może powtórzy sukces Edyty Górniak?

Mój faworyt 

Francja. To nie pierwszy raz gdy stawiam na Francję (chciałam też żeby wygrał Amir). Francuski kawałek to moja ulubiona piosenka z tej edycji toteż chętnie się nią z wami dzielę.



Oczywiście mam nadzieję, że wygra Polska! A jeśli nie to życzę powodzenia Francji oraz Chorwacji. A jak tam u was?

_______________________________________

Znajdź mnie:

Komentarze

  1. Kurcze, ja to chyba ostatni raz Eurowizję z 10 lat temu oglądałam :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie oglądałam eliminacji, ale z chęcią przesłucham sobie kawałków przez Ciebie podlinkowanych. I oczywiście jestem za Polską :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piosenka, która mi się podobała, nie przeszła do finału. Ciekawa jestem jakie miejsce zajmie nasza, bo wygrać nie wygra. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za Eurowizją... z ciekawości i nudów włączyłam jak nadawali w telewizji.. pan z Izraela ślicznie fałszował ;P

    Kasia Moś to pani z reklamy ubezpieczenia LINK4 :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam Eurowizję, ale tylko jednym okiem, bo byłam na imprezie ;)
    Było kilka fajnych piosenek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym roku jakoś wyjątkowo nie interesowałam się Eurowizją.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy zdążyłaś zmienić wygląd bloga? :o
    Szczerze mówiąc, nigdy nie za bardzo nie interesowała Eurowizja.
    Oo Francja na końcu, nasz ulubiony kraj. :D Teraz już wiem, co będę bez przerwy słuchać. <3 O Almie nie słyszałam, chyba że chodzi o sklep. xD Tak czy inaczej wiesz już co będę teraz ciągle słuchać. Jeszcze obczaję ten włoski utwór. To dwa obce języki (poza angielskim), które chciałabym znać całe, a umiem jedynie podstawy (tego drugiego podstawy podstaw, ale to szczegół).

    OdpowiedzUsuń
  8. Dawno nie oglądałam już Eurowizji... Jednak wciąż pamiętam występ zespołu Lordi, dobrych kilka lat temu, coś świetnego :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, co jest? Dlaczego nie piszesz?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli już zdecydowałeś się na komentowanie - niech to będzie coś w miarę rozsądnego i w miarę po polsku.

Popularne posty z tego bloga

131. Wysokie Obcasy Extra - Maj 2014.

Wiem, że nie wyglądam, ale potrafię czytać słowo drukowane [to ma być śmieszny żart, hahaha]. Wczoraj w moje ręce trafił majowy numer Wysokich Obcasów Extra. Tak naprawdę to jedno z niewielu pism, ukierunkowanych typowo na kobiety, które lubię czytać. Głównie ze względu na to, że zawiera bardzo interesujące treści. No dobra, tak naprawdę, to głównie dlatego, że po prostu nie jest szmatławcem. Myślę, że mężczyźni również mogą go spokojnie czytać i nie umrzeć ze śmiechu.

Nie piszę dzisiaj tego posta bez powodu. Chciałam polecić wam majowy numer, gdyż bardzo przypadł mi do gustu. Wymienię kilka artykułów, które szczególnie mnie zainteresowały:
- Donatella Versace: Krótka opowieść o modowym królestwie V.
- Indie. Przeżywaj i płać: Opis Indii z trochę innej strony, niż zwykle spotykam. Jest co prawda pełny relacji z "uduchawiających" spotkań, jednak połączonych z własną refleksją autora nad ich sensem.
- Dagny Przybyszewska: Tragiczna historia muzy artystów. Świetnie napisana. Za…

191. Czego nauczyłam się o sobie, gdy zostałam mamą?

Dopiero, gdy coś zmienia się w naszym życiu, zaczynamy dostrzegać wiele własnych cech, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Ja na przykład nie wiedziałam jak wiele umiejętności posiadam, dopóki nie zostałam mamą.  Oto kilka przykładów zdolności, które odkryłam przez ostatni rok.


1. Potrafię czytać i śpiewać jednocześnie.
Dotychczas jedynie słuchałam muzyki przy czytaniu. Teraz jednak wiem, że "Ogórek, ogórek, ogórek..." świetnie współgra z Niallem Fergusonem.
2. Do gotowania obiadu wystarczy jedna ręka.
I nieważne, czy muszę zetrzeć ser na tarce, czy usmażyć mięso. Nie wiedziałam też, że potrafię przerzucać naleśniki na patelni bez użycia łopatki. Taki ze mnie geniusz kulinarny.
3. Prysznic wcale nie musi zajmować mi 15 minut.
Równie dobrze, łącznie z wytarciem i ubraniem się, może zająć trzy.
4. Jestem w stanie przełkąć całą kanpakę na raz.
A zimna kawa do tego wcale nie musi być taka zła. Ważne, że w ogóle jest.
5. Jednak potrafię zasnąć już o 19.00.
Albo 18.00. A najlepiej…

187. Poszła baba do urzędu a tam druga baba

Tak się akurat złożyło, że nawet urlop macierzyński kiedyś się kończy. Co prawda pracy szukam na własną rękę, ale dopomóc sobie nigdy nie zaszkodzi. Przynajmniej myślałam tak jeszcze półtorej miesiąca temu. Zadowolona ze swoje rezolutności pojechałam zarejestrować się do Urzędu Pracy.
Obecność obowiązkowa pod groźbą kary śmierci
Wiem, że stawiennictwo na termin jest absolutnie obowiązkowe. Jednak w dniu stawiennictwa, ku swojemu zadowoleniu, miałam dwie rozmowy kwalifikacyjne. Zadzwoniłam zatem do Urzędu, poinformowałam o tym i zadowolona udałam się na rozmowy o pracę.
Kolejnego dnia zadzwoniłam do owego Urzędu zapytać kiedy w takim razie powinnam się stawić? A tu nagle RYK, KRZYK i pisk opon. Baba drze się na mnie, że to nieważne, że miałam rozmowy o pracę, bo przyjście do UP jest ważniejsze.
Zapytałam Pani grzecznie, czy nie o to chodzi w poszukiwaniu pracy aby jej szukać...? Cóż.
Regulamin bardzo nieszczegółowy
Musiałam dzwonić trzy razy żeby baba wreszcie powiedziała mi co powinnam zrob…