19 lipca 2018

204. Przypadkowi przechdnie z chęcią wychowają twoje dziecko

Niezwykle zaskakuje mnie to, jak wiele obcych osób chętnie wychowałoby czyjeś dziecko. Jeszcze bardziej zaskakującym jest, ilu ludzi jest w stanie bezczelnie, jawnie wtrącać się w życie obcych. Nie daję swojemu dziecku coca-coli do picia, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym spotkanej na ulicy kobiecie zwrócić uwagę, gdy jej 2-latek taki napój od niej dostaje. Przecież to jest jej indywidualna sprawa.



Nie wiem, czy w mojej osobie jest coś, co prowokuje takie zachowania, czy po prostu mam pecha. A może nie jestem osamotniona?

Doradztwo ws. akcesoriów

Jeżeli zastanawiacie się, czy jakiś przedmiot dla dziecka będzie wam potrzebny, najlepiej zapytajcie o to osiedlowego monitoringu.



Wybrałam się z Trójmiasta na kraniec świata - do Grudziądza. Wizyta miała trwać AŻ weekend. Niby dwie noce, a rzeczy dla dziecka trzeba zabrać jak dla siebie na dwa miesiące. Ani mi się śniło dodatkowo targać ze sobą wózek, skoro dziecko chodzi. W drodze do "domu" mała chciała na ręce i pół minuty później zasnęła. Nic dziwnego, zmęczyła ją podróż, był czas na drzemkę. Wystarczyły jakieś dwie minuty, by przechodnie zaczęli mi zwracać uwagę, że nie mogę jej tak nieść, że ja MUSZĘ mieć teraz wózek. No tak, w końcu droga z dworca PKP trwałe NIEZWYKŁE 15 MINUT. Nie ma mowy, bym każdej obcej osobie tłumaczyła się z tego, że jestem przejazdem i nie targam ze sobą całego domu. Co się nasłuchałam, to się nasłuchałam. Shit happens.

Metody wychowawcze

Podróż numer milion. Kojarzycie te toalety w PKP, gdzie trzeba nacisnąć świecący guziczek, aby spuścić wodę w toalecie? Zaprowadziłam małą do WC za potrzebą. Oczywiście natychmiast wyczaiła guziczek. Oczywiście bardzo chciała go naciskać cały czas, co chwilę, najlepiej całą drogę. Dlatego, co wracałyśmy na miejsce, ona wołała, że musi iść siusiu. Po kilku eskapadach zrezygnowałam z martwienia się o jej pęcherz, z którym wszystko było okej, bo nawet przestała siadać na toaletę. Ot, wchodziła naciskać guzik.

Usiadłam na miejscu i przy jej kolejnych wymysłach powiedziałam: "Mama nie idzie, idź sama". Cel był jasny: beze mnie nie pójdzie dalej, niż poza zasięg mojego wzroku (bo i ona nie będzie mnie widzieć). Jednak zanim dziecko zdążyło zareagować na moje słowa, ochoczo uczyniła to Jakaś Pani:

Jakaś Pani: O Boże! Pani jest nienormalna! Niech Pani z nią idzie, bo może się przewrócić!

Ja: Daleko nie pójdzie. A jak się przewróci, to się przewróci.

JP: O Jezu, co z Pani za matka? Powinna jej Pani pilnować! A jak drzwi się otworzą i wypadnie?!

Ja: To zrobię sobie drugie. Ale drzwi raczej nie otworzą się w czasie jazdy, a przed przystankiem na pewno zdążę ją złapać.

JP: Pani powinna za nią chodzić i ją łapać, i trzymać! Te młode mati teraz...!

Raban straszny. I może faktycznie nie umiem się odpowiednio poświęcić dla dziecka. Może ludzie nie powinni korzystać przez dwie godziny z toalety w pociągu, bo moja mała chce wciskać guziczek. Może powinnam za nią biegać po całym wagonie, bo taki miała kaprys?

Matce nie wolno mrugać, bo wtedy nie patrzy na dziecko

Jedziemy autobusem do przedszkola. Mała zaczyna swoje poranne "ja ne ce ciećkola". Znacie pewnie ten wymuszony niby-płac bez łez. Siedzę z nią i trzymam ją za rączkę. Musiałam jednak wykonać telefon (czy to dziwne, że musiałam gdzieś rano zadzwonić?). Zresztą dla mnie w tej historii to nieistotne, czy ktoś musi, czy chce. Używam zestawu słuchawkowego, więc mam wolne ręce.

Zatem trzymam małą, ona piłuje dalej swoje, dzwonię, pogadałam z minutę, schowałam telefon i zestaw i jadę dalej. Od razu słyszę (wybaczcie) jakieś stare rury za mną:

"No tak! Najlepiej włożyć słuchawki w uszy i nie słyszeć, że biedne DZIECKO PŁACZE!"

Wiecie co? Nie napiszę pointy. Przecież wiem, że to jeszcze nie koniec...






Znajdź mnie:

4 komentarze:

  1. Genialne zakończeni
    LATO, upał mój Młody jeszcze maleńki w piaskownicy na krótki rękawek i w krótkich gaciach
    "A jemu to nie za zimno? 😄😜
    Padłam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem matką, ale wielokrotnie byłam świadkiem pouczeń "znafcuf" i wyobrażam sobie, jak to może frustrować.

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie wiesz, że starsze panie zawsze wiedzą najlepiej? Zwłaszcza te, które dzieci ani wnuków nie mają:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj znam to...
    Ja to cię podziwiam, za spokojne odpowiedzi.
    "Zrobię sobie drugie" - genialne, tylko że tacy ludzie nie chwytają ironii, sarkazmu, nie mają poczucia humoru. Mają za to wiedzę. Ogromną. Taką, że po pierwszym dziecku stają się ekspertami piszącymi książki o dzieciach.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię.